Dlaczego jedną z niewielu pamiątek, które Juliusz Słowacki przywiózł z podróży z Bejrutu do Livorno była fajka wodna, nargila? Urządzenie służące do palenia opium i haszyszu było przecież nieporęczne w transporcie. Na dodatek chwalił się tą pamiątką w liście do matki z 15 czerwca 1837 r.! Czy miała to być wyłącznie egzotyczna ozdoba domu? Raczej nie. Wieszcz bowiem (czego nikt nie uczy na lekcji polskiego) przez całe życie czynnie interesował się substancjami psychoaktywnymi i wspominał o tym w wielu dziełach. Makowe podróże Na początku XIX w. na terenach dawnej Rzeczypospolitej lekarze przepisywali opium, by uśmierzać bóle i łagodzić objawy wielu chorób. Uniwersytet Wileński był najpopularniejszym ośrodkiem badań nad lekarskim zastosowaniem opioidów. Opium w terapiach stosował m.in. zaprzyjaźniony z matką Słowackiego Salomeą Becu dr Konstanty Porcyanko. To właśnie za jego sprawą dwudziestoletni poeta, chorując w Wilnie na febrę, po raz pierwszy spróbował „napoju z makowej tłoczonej rośliny”.

„Śnił mi się prawie w rozżarzonej imaginacji jakiś poemat wschodni” – opisał w pamiętniku swą reakcję na lek zaaplikowany przez dr. Porcyanko. W Anglii, zwłaszcza w Londynie, opium stało się modne znacznie wcześniej niż we wschodniej Europie. W dużej mierze stało się tak za sprawą angielskiego literata Thomasa de Quinceya i jego dzieła „Wyznania angielskiego opiumisty” (1822). Kiedy więc Słowacki przebywał w brytyjskiej stolicy w 1831 r., zapewne po raz kolejny zetknął się z tą substancją, zwłaszcza że poznał dziennikarza Leitcha Ritchiego, autora książki „A view of the Opium Trade, Historical, Moral and Commercial”. Dwa lata później, w 1833 r., 24-letni Słowacki tak dobrze był już obeznany z mocą i działaniem narkotyku, że opisał je w powieści poetyckiej „Lambro”, traktującej o korsarzu walczącym o wolność Grecji. Korsarz narkoman Pierwsza wzmianka o opium znajduje się już na początku utworu. Zażywają je Grecy w łaźni w Ipsarze, chcąc zapomnieć o swym losie i zniewoleniu ojczyzny przez Turków (historycy literatury uważają, że Grecy to tak naprawdę Polacy, a Turcy – Rosjanie). Najsilniej uzależniony od opium okazuje się tytułowy bohater, kapitan korsarzy (być może alter ego wieszcza).

Zwierza się, że świt zastaje go w stanie tak głębokiego uśpienia, że nawet huk dział nie jest w stanie go zbudzić. Przyznaje: „często sen przedłużę,/ aby w tym życiu żyć jak najmniej – nie snem”. W jego kajucie kapitańskiej stoją nargile (jak w pokoju Słowackiego). W poetyckim opisie są przyrównane do jadowitych gadów, co świadczy, że opium bynajmniej nie kojarzy się Juliuszowi z lekarstwem: „Dalej złotem wybite, krwią rdzawe oręże,/ Nad czarami ze spiżu okręcone węże,/ Zginają kark do czary po szczątki trucizny”. Słowacki opisuje też charakterystyczną dla opiumistów konieczność ciągłego zwiększania dawki dla uzyskania tych samych efektów. Z niemal kliniczną precyzją przedstawia objawy, jakie towarzyszą zażywaniu narkotyku. Lambro blednie. Staje się niezwykle ożywiony. Chodzi nerwowo po kajucie. Zachowuje się jak obłąkany. Ma zamglone oczy. Zaczyna się pocić, gdyż trawi go gorączka.

Wpada raz po raz to w stan euforii, to w przygnębienie i lęk. Drżą mu ręce, nabrzmiewają żyły, ma niekontrolowane napady śmiechu. Po chwili zaczynają dręczyć go majaki: wizja orientalnego miasta. Kiedy wizja się kończy, w przedśmiertnym amoku (patrz ramka) Lambro zabija ukochaną kobietę, nie poznając kogo ma przed sobą. Ostatecznie autodestrukcyjna mania doprowadza go do zagłady. Po śmierci ukochanej zażywa kolejną, tym razem już zabójczą dawkę narkotyku.