Podchodzili do niego kolejno i całowali w stygnące czoło. Po ich policzkach płynęły łzy, ale oczy błyszczały źle skrywaną radością. Ciszę wokół zmarłego Stalina pierwszy przerwał Beria. „Chrustalow! Samochód!” – krzyknął do ochroniarza i popędził na Kreml. Za nim do aut ruszyli pozostali członkowie stalinowskiej świty. Rozpoczął się wyścig po władzę, który miał zdecydować o przyszłości nie tylko ZSRR, ale całego świata. Był 5 marca 1953 r., godz. 22.

Wylew dyktatora

Cztery dni wcześniej, willa w Kuncewie. Po całonocnej popijawie o 5 rano najważniejsi ludzie z otoczenia Stalina (Malenkow, Chruszczow, Bułganin i Beria) jadą leczyć kaca do Moskwy. 75-letni dyktator idzie spać w jednym z pokojów swojej daczy. Przez całą niedzielę nie dochodzi stamtąd żaden dźwięk, ale nikt nie ma odwagi zakłócać spokoju człowieka, który od dziesięcioleci w dyktatorski sposób rządzi sowieckim imperium. Dopiero o godz. 22, kiedy przywieziono pocztę z Komitetu Centralnego komunistycznej partii ZSRR, ochroniarz Łogaczow decyduje się otworzyć drzwi. Stalin leży na podłodze w podkoszulku i spodniach od piżamy. Jest przytomny, ale zupełnie bezradny – ciężki wylew krwi do mózgu odebrał mu zarówno możliwość poruszania się, jak i mówienia.

Ochroniarze przenoszą Stalina na kanapę w głównej jadalni i dzwonią do najważniejszych ludzi w państwie. Jednak dopiero o trzeciej nad ranem, 4 godziny po alarmującym telefonie, zjawia się pierwsza dwójka. Pijany Beria, szef resortu bezpieczeństwa państwowego, i Malenkow, drugi w hierarchii partyjnej. Ku zdumieniu ochrony całkowicie lekceważą informację o chorobie wodza.

„Nie widzicie, że towarzysz Stalin po prostu mocno śpi? Chcecie wywołać panikę? Malenkow, idziemy!” – krzyczy Beria i wyprowadza kolegę. Lekarza nie wzywają również Chruszczow i Bułganin. Dlaczego?

Trucizna dla Stalina

Do dziś historycy spierają się, czy Stalin został otruty i przez kogo. Najwięcej do zyskania na śmierci wodza miał szef NKWD Beria, kierujący resortem od niemal 15 lat. To swoisty rekord, nikt nie rządził na Łubiance tak długo. Beria był jednak bardziej potrzebny Stalinowi niż jego poprzednicy. Ten znakomity organizator nadzorował najważniejszy po II wojnie światowej plan imperium: program budowy sowieckiej broni jądrowej. Poradził sobie znakomicie. Od 1949 r. ZSRR miał bomby atomowe, a w 1953 r. zbliżały się do końca prace nad znacznie potężniejszą bombą wodorową (jej test przeprowadzono w sierpniu).

Beria wiedział, że sukces programu atomowego Stalin będzie chciał przypisać sobie. Co wówczas stanie się z nim? Czy podzieli los swoich poprzedników, na których Stalin zrzucił całkowitą odpowiedzialność za egzekucje i deportacje w latach 30.? Przecież w czasie
II wojny światowej i bezpośrednio po niej kierowane przez Berię NKWD dokonywało zbrodni na skalę porównywalną z czasami tzw. wielkiego terroru.

Czy zwłoka w wezwaniu lekarzy była próbą ukrycia śladów preparatu, który Beria podał Stalinowi w czasie nocnej popijawy? Brytyjski historyk Sebag Simon Montefiore sugeruje, że była to warfaryna – środek przeciwzakrzepowy – który w dużej ilości może spowodować wylew. Ale badacze uważają, że istniały jeszcze inne powody, dla których natychmiast nie wezwano pomocy.

Żydzi na celowniku

Pod koniec lat 40. paranoja Stalina pogłębiła się do tego stopnia, że nawet ludzie z jego najbliższego otoczenia zaczęli się niepokoić. Potrafili jednak dobrze ją wykorzystać, czego dowodem była tzw. sprawa leningradzka z 1949 r. W rezultacie sfingowanych przez Malenkowa i Berię oskarżeń postawiono wówczas przed sądem i stracono wielu komunistów z tego miasta, zarzucając im m.in. próbę stworzenia własnej partii. Starzy „palatyni” z otoczenia Stalina pozbyli się w ten sposób ludzi, którzy w przyszłości mogli rzucić im wyzwanie i pozbawić władzy.

Jednak w polityce międzynarodowej paranoja Stalina mogła w krótkim czasie doprowadzić do wybuchu trzeciej wojny światowej, czego dowodem sprowokowana przez niego wojna w Korei. Tym bardziej że bomba wodorowa była już prawie gotowa.

Historyk Timothy Snyder sugeruje, że jednym z ostatnich przejawów paranoi Stalina i bezpośrednim motywem przyśpieszenia jego śmierci była antysemicka kampania, którą rozpętał w 1949 r., tuż po powstaniu państwa Izrael. „Każdy Żyd jest nacjonalistą i agentem wywiadu amerykańskiego” – powtarzał Stalin, a nie była to wyłącznie retoryka. Komuniści w krajach satelickich – w Czechosłowacji i na Węgrzech – zostali zmuszeni do przeprowadzenia pokazowych procesów przeciw Żydom w kierownictwach ich partii (ofiarą padli m.in. Rudolf Slánský i László Rajk). Stalin kazał aresztować nawet żonę swojego najbliższego współpracownika Wiaczesława Mołotowa z pochodzenia Żydówkę.

W 1951 r. Stalin domagał się już wprost od swoich służb bezpieczeństwa znalezienia dowodu na żydowski spisek w ZSRR. Pretekstem miały być nieoczekiwane zgony dwóch najważniejszych sowieckich propagandzistów – Aleksandra Szczerbakowa i Andrieja Żdanowa – którzy sprzeciwiali się wydaniu księgi dokumentującej holokaust sowieckich Żydów. Informacja, że to Żydzi byli największymi ofiarami II wojny światowej, kłóciła się z oficjalną tezą sowieckiej propagandy, głoszącą że największą ofiarę poniósł ZSRR. Fakt, że lekarzem Żdanowa był Żyd, wystarczył do rozpoczęcia kolejnej „czystki”. „Zdaniem Stalina zgony Żdanowa i Szczerbakowa miały stanowić początek finansowanej przez amerykańskich mocodawców fali żydowskiego terroryzmu medycznego, którego ostatecznym celem było wymordowanie sowieckiego przywództwa” – pisze Snyder.

W styczniu 1953 r. rozpoczęło się śledztwo w sprawie tzw. terrorystycznej grupy lekarzy z Kremla, w czasie którego wiele osób, w tym kobiet, poddano torturom. W lutym Stalin już całkiem poważnie snuł plany deportowania wszystkich sowieckich Żydów w odległe rejony ZSRR. Tego było już za wiele nawet dla najbliższych współpracowników dyktatora. Obawiali się nie tylko rozpętania kolejnej fali terroru, który prędzej czy później musiałby pochłonąć również ich, ale także wrażenia, że ZSRR tworzy – zaledwie kilka lat po wojnie – kolejne getta dla Żydów.