Soft luxury travel to coś specyficzny trend
Patrząc na samą nazwę, można raczej odnieść wrażenie, że chodzi może o taki łagodniejszy, mniej krzykliwy luksus, jednak w rzeczywistości z tą typową definicją nie ma to nic wspólnego. Bo tego trendu nie da się zmierzyć ceną noclegu czy liczbą atrakcji w okolicy. To raczej sposób myślenia o podróżowaniu. Zamiast ogromnych resortów pełnych ludzi, coraz częściej wybierane są kameralne hotele, niewielkie pensjonaty czy prywatne wille. Zamiast codziennie odhaczać kolejne punkty na liście atrakcji, wiele osób świadomie zwalnia tempo, nawet jeśli musi zapłacić za to więcej.
Liczy się wygodne łóżko, dobry widok z okna, spokojna okolica i możliwość spędzenia kilku dni bez ciągłego biegu od jednej atrakcji do drugiej. Brzmi tak prozaicznie, jak tylko się da, tylko że ostatnimi czasy do łask wracają właśnie takie proste przyjemności. To bardzo dużo mówi o nas samych, bo pokazuje, że straciliśmy taką normalność na rzecz pośpiechu, morza powiadomień i życia w cyfrowym hałasie. Nawet odpoczynek musi być pokazany w internecie i oceniony przez innych. W ten sposób z wakacji robi nam się kolejny projekt do zaliczenia, a przecież nie tędy droga.
Dlatego właśnie dla wielu młodych podróżników ten prosty komfort stał się nowym symbolem luksusu. Widać to już przy okazji samej organizacji wyjazdu. Checklista z miejscami do zobaczenia idzie w odstawkę, a zamiast tego do gry wchodzi spontaniczność. Temu sprzyjają dłuższe (choć rzadsze) wakacje, pozwalające po prostu poczuć atmosferę miejsca, w którym jesteśmy. Pisałam o tym przy okazji artykułu o slow travel – to zrozumiałe, że kiedy mamy do dyspozycji tylko weekend, chcemy zobaczyć jak najwięcej, ale w zamian w takich warunkach nie da się odpocząć. Natomiast w tym nowym podejściu nie ma miejsca a szczegółowy harmonogram rozpisany co do godziny, są powolne spacery uliczkami miasta, kawa w ukrytej przed turystami kawiarence i mili lokalsi, z którymi nawiązujemy znajomości. Nawet jeśli skończą się one razem z naszym wyjazdem, zostawiają ciepłe wspomnienia, o wiele ważniejsze od setek idealnych zdjęć popularnej atrakcji.
Smutny paradoks TikToka
Kiedy obserwuję dzisiejsze trendy, zwłaszcza tego typu, są one nieco ironiczne, bo swoją rosnącą popularność zawdzięczają one mediom społecznościowym, takim jak TikTok i Instagram. Nie od dziś wiadomo, że za ten cyfrowy szum, w którym żyjemy i od którego chcemy uciec, odpowiadają właśnie podobne platformy. I to one jednocześnie promują ucieczkę od tego chaosu.

Mimo wszystko dobrze, że pokazuje się coś takiego. To może być jedynie chwilowa moda i za miesiąc albo dwa soft luxury travel i slow travel zostaną zastąpione przez coś w stylu „instant travel”, jednak nawet jeśli tylko część osób pozostanie przy tym powolnym, spokojnym modelu podróżowania, to będzie wygrana. Mam jednak wrażenie, że młodsze pokolenie jest już bardziej świadome wad cyfrowego świata. Urodziło się w tym szumie i chociaż nie zna takiego dzieciństwa bez smartfonów i komputerów, jak ja, dąży do większej ciszy w dorosłym życiu.
Ta z kolei objawia się właśnie podobnymi trendami. To nie jest odkrycie Ameryki, to raczej powrót do czegoś, o czym zdążyliśmy zapomnieć. Jeśli więc właśnie planujecie wakacyjny urlop, może tym razem warto porzucić kilka punktów harmonogramu i zamiast tego po prostu wziąć głęboki oddech, poczuć klimat nowego miejsca i odpocząć.
