Nawet jeśli nie wiemy, dlaczego boli, umiemy sprawić, żeby przestało  – mówi prof. Patrick McGrath, specjalista od leczenia bólu.

 

Aleksandra Kaniewska:  kiedyś starsi ludzie mawiali: jak boli, to znaczy, że jeszcze żyję. teraz ból, często przewlekły, d-tyka coraz młodszych: mamy migreny, alergie, bolą nas plecy, stawy i brzuch. Jesteśmy przewrażliwieni?

Patrick McGrath:  Jeśli prosi mnie pani o wytłumaczenie bólu źródłami psychosomatycznymi albo psychogenicznymi, odpowiem krótko: to stek bzdur! Prawda jest taka, że często jako lekarze nie znamy przyczyny bólu. I wtedy najłatwiej powiedzieć, że to somatyzacja, czyli kwestia umysłu. Innymi słowy, że pacjent sam jest sobie winien. „Ten ból jest tylko w twojej głowie”  – mówią lekarze. Jestem psychiatrą i psychologiem, ale za dobrze znam pacjentów, żeby robić z nich wariatów. Oczywiście nie każdy podziela mój pogląd. Powiedziałbym, że jest on dosyć kontrowersyjny, nawet w Kanadzie.

a.k.:  Czyli fakt, że boli mnie brzuch przed egzaminem, nie ma nic wspólnego z psychologią?

P.MG.:  Dam inny przykład. Jaki sport pani lubi? Jazdę na rowerze? OK, wyobraźmy sobie, że ściga się pani ze swoim chłopakiem. Najpierw wyprzedza go o pół metra, później o metr. W końcu mija pani linię mety i właśnie wtedy koło roweru zawadza o korzeń i upada pani, rozcinając kolano. Boli, ale smak zwycięstwa osładza cierpienie. Tu działają mechanizmy psychologiczne. Uszkodzenie tkanek wynikające z rozcięcia skóry jest takie samo jak podczas każdego drobnego wypadku. Tylko pani z powodu ekscytacji wygraną czuje je słabiej.

a.k.:  A ból i stres? Moi przyjaciele pracują po 12 godzin dziennie w korporacjach. Wielu z nich cierpi na migreny, inni na bóle pleców. Nie rozstają się z tabletkami przeciwbólowymi.

P.MG.:  Stres, niepokój i depresja to czynniki, które towarzyszą bólowi. Ale rzadko są jego bezpośrednią przyczyną. Migrena, na przykład, to typowe zaburzenie genetyczne. Powodują je nieprawidłowości w przepływie krwi w naczyniach krwionośnych mózgu. Ale odczuwanie przedłużonego stresu  – psychologicznego czy fizycznego – też może się przyczyniać do powstawania bólów głowy. Podobnie jak opuszczanie posiłków, jedzenie niektórych potraw, np. czekolady i orzechów, albo zapominanie o ciemnych okularach, kiedy jest silne słońce. Psychologia miesza się z fizjologią, ale umysł sam z siebie nie tworzy zachowań bólowych.

a.k.:  Badania mówią, że nawet 20 proc. ludzi na świecie cierpi na przewlekłe bóle. Pan rozpracowuje ten problem już 30 lat. Wiemy, dlaczego boli?

P.MG.:  Każdy ból ma podłoże fizyczne, psychiczne i społeczne. Fizyczne, gdyż informacje o  bólu przetwarzane są w mózgu. Najbardziej dokuczliwy dla pacjenta rodzaj bólu, czyli ból przewlekły, może się rozwijać w wyniku nagłej fizycznej zmiany, np. rany, kontuzji, choroby nowotworowej, ale też na skutek zwykłych reakcji, czyli przesyłania informacji w obrębie układu nerwowego. Często ból zostaje w człowieku nawet po ustąpieniu jego pierwotnej fizycznej przyczyny. Nie wiemy dlaczego. I wtedy pojawia się wyzwanie.

a.k.:  Pacjent chodzi od lekarza do lekarza, a oni patrzą na niego jak na hipochondryka?

P.MG.:  Często ludzie przez wiele lat cierpiący na bóle popadają w depresję, rezygnują z życia zawodowego i towarzyskiego. Różnimy się stopniem odczuwania bólu, ta wrażliwość jest uwarunkowana genetycznie. Do tego dochodzi element psychologiczny. Jeśli ktoś boi się, że ból powróci, to prawdopodobieństwo, że wróci, silniejszy niż poprzednio, jest bardzo duże. I tu wkraczamy my  – specjaliści od zarządzania bólem.

a.k.:  I kto wtedy jest bardziej potrzebny: lekarz z receptą czy terapeuta?

P.MG.:  Najlepiej obaj. W klinice w Halifaksie, gdzie pracujemy z cierpiącymi dziećmi, terapia prowadzona jest jednocześnie przez trzy osoby. Coacha, który zajmuje się stroną terapeutyczno-psychologiczną, fizjoterapeutę, który zarządza aktywnością fizyczną, oraz lekarza, jeśli potrzebna jest farmakologia.

a.k.:  Jak pomagacie, skoro często podłoże bólu nie jest znane?

P.MG.:  Nasze badania i praktyka potwierdzają, że nad przewlekłym bólem można zapanować, zwłaszcza jeśli potraktuje się go jak rodzaj zachowania. Wtedy można wytrenować w sobie wytrzymałość na doznania bólowe. Albo nauczyć się nie wpadać w pułapkę lęku przed bólem, co często wzmaga jego odczuwanie. Ja sam często bywam ofiarą bólu brzucha, który pojawia się, kiedy tylko mam wygłosić wykład przed dużą publicznością. Boli mnie prawie zawsze, ale udaje mi się to opanować i wykonać swoją pracę. Jeśli zacząłbym się obawiać, że kiedy będę występował, zemdleję z bólu albo nie będę się w stanie skoncentrować, musiałbym odwołać wszystkie wykłady. A później nie byłbym w stanie spotkać się nawet na wywiad z dziennikarzem. Mój świat zacząłby się zamykać.

a.k.:  Musiał pan nauczyć się z tym żyć. Jak?

P.MG.:  Jednym z elementów interwencji w przypadku bólów przewlekłych jest metoda warunkowania instrumentalnego. Nagradza się zachowania zdrowe, na przykład sytuacje, kiedy udało nam się pokonać ból, a ignoruje zachowania chorobowe. To ważna praktyka także dla rodziców tzw. trudnych dzieci, którzy często najwięcej uwagi poświęcają im wtedy, kiedy jest problem. A kiedy są grzeczne, pozostawia się je samym sobie. Zawsze należy wzmacniać dobre zachowania.

a.k.:  a jeśli ktoś był maratończykiem, a teraz ledwo chodzi, jak ma się motywować?

P.MG.:  Jedną z metod, które stosujemy w terapii neutralizowania bólu, jest sposób na przyjaciela. Pacjent musi pomyśleć o życzliwej mu osobie, która jednocześnie dobrze go zna i nie jest pobłażliwa. Później razem z terapeutą zastanawia się, co na jego problem z bólem powiedziałby przyjaciel. Na przykład: spróbuj pójść na spotkanie, na pewno będzie miło. Jak będzie cię boleć, najwyżej wrócisz wcześniej. Później należy to powiedzieć samemu sobie.

a.k.:  Czyli nie ma co narzekać.

P.MG.:  Nie wolno rezygnować z ulubionych czynności, nawet jeśli z powodu bólu trzeba je zminimalizować. Były fanatyk joggingu może spróbować spacerów, najpierw pół lub ćwierć kilometra dziennie. Ważne, żeby zachować rutynę i stopniowo zwiększać swoje cele, a osiąganie ich nagradzać.

a.k.:  Razem z dr Anną Huguet z iWk health centre pracujecie nad aplikacją na iPhone’a, która ma pomóc rodzicom dzieci cierpiących na chroniczne bóle głowy. Czy to może zrewolucjonizować spojrzenie na metody terapeutyczne?

P.MG.:  Uważamy, że telefonia komórkowa i internet pozwalają skrócić czas terapii i dotrzeć do większej liczby potrzebujących, dlatego w nie inwestujemy. Sama aplikacja to interaktywny test, który pomaga pacjentowi przeprowadzić autobadanie i ocenić natężenie bólu, a także uczy go pewnych zachowań terapeutycznych, np. przez wyświetlanie relaksacyjnych filmów czy wskazówek. Czy uwierzy pani, że częstotliwość ataków migreny może być zależna od tego, czy dana osoba nie zapomina zjeść rano śniadania? Nasz program pozwala wychwycić takie zależności i ustawić indywidualny program dla pacjenta. Dla takich chwil warto było pracować trzydzieści lat.