Brzmi jak przesada? Trochę tak. Ale akurat w przypadku śpiworów rozumiem tę potrzebę komplikowania rzeczy, bo kto choć raz źle dobrał śpiwór do pogody, ten wie, że noc w terenie potrafi zrobić z dorosłej osoby zawiniątko pełne żalu.
Tardigrade Sleeping System od Graphene-X jest propozycją dla tych, którzy nie chcą mieć osobnego śpiwora na lato, chłodną jesień i zimowy wypad. Zamiast jednego worka na człowieka powstał modułowy zestaw z dwoma śpiworami i dodatkową warstwą ocieplającą. Tardigrade Lite ma sprawdzić się w cieplejszych warunkach, Tardigrade Extreme jest wariantem na poważniejsze zimno, a Modular Cover można dopiąć jako dodatkową izolację.
Outdoor coraz bardziej przypomina układanie garderoby kapsułowej
Mam wrażenie, że sprzęt outdoorowy coraz częściej idzie w stronę, którą dobrze znamy z codziennego ubierania się. Mniej pojedynczych rzeczy do jednej sytuacji, więcej warstw, modułów i kombinowania pod pogodę. W teorii ma to sporo sensu. Jeden bardzo ciepły śpiwór bywa koszmarem latem, lekki śpiwór potrafi być bezużyteczny przy nagłym spadku temperatury, a kupowanie trzech osobnych modeli boli finansowo i organizacyjnie. Zwłaszcza jeśli ktoś nie jest zawodową podróżniczką po Arktyce, tylko chce raz spać pod namiotem w górach, raz na campingu, a raz w aucie podczas dłuższego wyjazdu.
Tardigrade próbuje rozwiązać właśnie ten problem. Lite ma komfort cieplny na poziomie 15°C, limit 0°C i ekstremalny zakres do -10°C. Waży 1,4 kg. Extreme jest cięższy, bo waży 1,9 kg, ale oferuje komfort przy 0°C, limit -20°C i ekstremalny zakres do -30°C. Do tego dochodzi Modular Cover o wadze 334 g, który można dopiąć do jednego z dwóch śpiworów, żeby podnieść izolację. Wymiary obu śpiworów to 210 x 80 x 50 cm, a system ma współpracować z materacami o długości 220 cm, szerokości 56-65 cm i grubości 8 cm.

Grafen, aerogel i obietnica ciepła bez puchowej delikatności
Graphene-X jako izolacji używa w Tardigrade wypełnienia Graphinsulate, które łączy grafen i aerogel. Grafen ma pomagać w rozprowadzaniu ciepła, a aerogel odpowiada za zatrzymywanie go przy możliwie niskiej masie. Do tego dochodzi system W.A.I., czyli Weather Adaptive Insulation, opisywany jako rozwiązanie reagujące na warunki. W praktyce chodzi o konstrukcję z włóknami i kanałami, które mają wspierać regulację temperatury bez robienia ze śpiwora wielkiej, sztywnej kołdry terenowej.
Outdoor bardzo lubi wielkie słowa. Aerogel brzmi jak materiał, który powinien leżeć obok łazika marsjańskiego, a nie w śpiworze spakowanym do bagażnika. Z drugiej strony problem jest realny. Puch daje świetny stosunek ciepła do masy, ale nie każdy chce się z nim obchodzić jak z porcelaną. Wilgoć, pranie, suszenie, długie przechowywanie – to wszystko ma znaczenie. Syntetyczna izolacja bywa mniej kapryśna, tylko często płaci się za to większą objętością. Jeśli Tardigrade faktycznie utrzyma dobry balans między wagą, ciepłem i odpornością na warunki, może być czymś więcej niż ładnie opowiedzianym eksperymentem.

Małe wygody, które nocą robią robotę
Śpiwory mają specjalne otwory na ręce, żeby sięgnąć po telefon, wodę albo latarkę bez rozpinania całej konstrukcji i wpuszczania zimnego powietrza. Jest też wewnętrzna kieszeń, dodatkowa warstwa grafenowa w strefie stóp oraz elastyczne pętle, które mają utrzymywać matę pod śpiworem. Ten ostatni detal doceni każdy, kto choć raz obudził się w namiocie zsunięty na bok, z matą gdzieś obok i godnością chwilowo poza zasięgiem.
Podoba mi się też kierunek myślenia o śpiworze bardziej jak o systemie spania niż tylko worku z zamkiem. W campingowym świecie komfort przez lata bywał traktowany jak kaprys. Masz przetrwać noc, a nie urządzać sobie sypialnię. Tyle że współczesny outdoor nie jest już tylko domeną ludzi, którzy mierzą jakość wyprawy liczbą odmrożonych palców. Coraz więcej osób chce jeździć częściej, bliżej, rozsądniej i wygodniej. I ja to rozumiem. Sen jest fundamentem, a nie luksusowym dodatkiem do przygody.

Cena nie jest mała, ale w tym segmencie nic już nie jest naprawdę tanie
W kampanii cały zestaw trzech elementów kosztuje 629 dolarów, czyli około 2350 zł. Planowana cena detaliczna ma wynosić 979 dolarów, czyli około 3660 zł. Osobno Tardigrade Lite wyceniono na 249 dolarów, czyli około 930 zł, Tardigrade Extreme na 359 dolarów, czyli około 1340 zł, a Modular Cover na 109 dolarów, czyli około 410 zł. W zestawie znajduje się też worek kompresyjny, a wysyłka, przy powodzeniu kampanii, została zaplanowana na listopad.
To kwoty, przy których trudno mówić o impulsywnym zakupie przed weekendem pod namiotem. Tardigrade celuje raczej w osoby, które już wiedzą, że będą spać w terenie częściej niż raz do roku i nie chcą kompletować sprzętu metodą prób, błędów oraz nocnych przekleństw. Dla początkujących to może być przesada. Dla kogoś, kto łączy biwaki, wypady autem, chłodniejsze sezony i chce mieć jeden bardziej elastyczny zestaw, rachunek robi się trochę mniej absurdalny.

Niesporczak w nazwie, zwykły człowiek w środku
Nazwa Tardigrade jest zabawna, bo niesporczaki faktycznie słyną z odporności na warunki, których człowiek nie chciałby sprawdzać nawet w teorii. Tardigrade Sleeping System nie zrobi z nikogo organizmu zdolnego przetrwać kosmiczną katastrofę. I całe szczęście, bo w outdoorze często wystarczy coś znacznie mniej widowiskowego: ciepłe stopy, brak wilgoci przy karku, możliwość przewrócenia się na bok i poranek bez poczucia, że noc była karą za ambicję.
Jeśli ten system dowiezie obietnice, może być ciekawym przykładem sprzętu, który nie traktuje komfortu jak wroga przygody. A jeśli okaże się kolejnym crowdfundingowym produktem z większym marketingiem niż realną przewagą, zostanie przynajmniej przypomnieniem, że w sprzęcie terenowym wielkie technologie muszą ostatecznie zdać najprostszy test świata: czy da się w tym normalnie spać.
