Innymi słowy, po setkach lat ciszy dawni mieszkańcy tego miasta znów patrzą na współczesnych. Ale już nie jako bezimienne szkielety, lecz konkretni ludzie z twarzami, historią i śladami własnych losów zapisanymi w kościach. Najnowsze prace archeologów i specjalistów od rekonstrukcji twarzy sprawiły, że XIII wiek w tym miejscu nabrał wyjątkowo ludzkiego wymiaru.
Czytaj też: Ogromny pechowiec czy największy szczęściarz? Oto człowiek, którzy przeżył dwa atomowe kataklizmy
Wszystko zaczęło się w kryptach pod bazyliką Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na Górze Chełmskiej, gdzie od lat trwają badania archeologiczne. Ten teren nie jest przypadkowy, wszak to właśnie tam swoją rezydencję wzniósł książę i król Rusi Halicko-Włodzimierskiej, Daniel Romanowicz. Kompleks obejmował palatium, wieżę obronną i świątynię, a przez wieki miejsce to pozostawało jednym z najważniejszych punktów miasta.
Podczas najnowszego etapu badań naukowcy natrafili na pochówki, które okazały się wyjątkowo dobrze zachowane. To właśnie stan czaszek pozwolił na coś, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawało się niemożliwe: odtworzenie wyglądu konkretnych osób. Na podstawie skanów i modeli 3D badacze krok po kroku odbudowali mięśnie i tkanki twarzy, korzystając z naukowych danych o ich grubości i rozmieszczeniu. Dopiero później dodali elementy bardziej interpretacyjne, jak fryzury czy zarost, tworząc także wersje artystyczne rekonstrukcji.
Najwięcej emocji wzbudziła rekonstrukcja młodego mężczyzny pochowanego w nietypowym, łodziowatym sarkofagu z cegły. Miał około 25-30 lat i wszystko wskazuje na to, iż nie był zwykłym mieszkańcem. Badacze sądzą, że mógł być jednym z synów króla Daniela, prawdopodobnie Romanem lub Szwarnem. To odkrycie ma ogromne znaczenie, bo choć źródła historyczne wspominają o pochówkach w tej świątyni, do tej pory nie udało się odnaleźć samego grobu władcy.
Obok niego spoczywał drugi mężczyzna – zupełnie inny, choć równie fascynujący. Miał około 45-50 lat, a jego ciało nosiło wyraźne ślady przemocy. Urazy czaszki i oczodołu sugerują, że brał udział w walkach. Naukowcy uznają go za elitarnego wojownika, człowieka, którego życie naznaczyła wojna.
Czytaj też: Odzyskali zaginiony film z XIX wieku. Widać na nim bunt maszyny przeciw człowiekowi
Jednak najbardziej poruszająca okazała się historia młodej kobiety. Miała około 20 lat i została pochowana poza główną częścią świątyni, pod zakrystią. Nie znamy jej imienia, nie wiemy, dlaczego zmarła tak wcześnie ani kim było dziecko, którego szczątki znaleziono razem z nią. Mimo to jej twarz stała się symbolem całego odkrycia. To najstarsza znana z wyglądu mieszkanka Chełma. I ktoś, kto przez ponad 700 lat pozostawał całkowicie anonimowy.
Rekonstrukcje, które można dziś oglądać w kryptach, mają podwójny charakter. Z jednej strony są wynikiem ścisłych obliczeń i analiz antropologicznych, z drugiej – próbą przywrócenia tym ludziom indywidualności. Naukowcy podkreślają, że nie wszystkie cechy da się odtworzyć z kości. Kolor oczu czy włosów pozostaje w sferze przypuszczeń, ale już kształt twarzy, proporcje i wiele detali mają solidne podstawy naukowe. O ile dawniej nauka skupiała się głównie na przedmiotach i strukturach, tak dziś coraz częściej przywraca pamięć o konkretnych ludziach. Doczekaliśmy więc wyjątkowo interesujących czasów.
Źródło: Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Nauka w Polsce



