Odnaleźli zaginione miasto na północy Polski. Stolzenberg opustoszał w tajemniczych okolicznościach

Gdzieś w gęstwinie lasów, niedaleko wsi Zagrody pod Sławoborzem, ziemia skrywała wyjątkowy sekret. Miejscowe przekazy od pokoleń mówiły o czymś więcej niż tylko o starych kamieniach, ale dopiero teraz mamy twarde dowody, które potwierdzają te doniesienia. Pod warstwą gleby i korzeni drzemią fundamenty całego miasta, które nagle i bez wyraźnego powodu zniknęło z kart historii. To nie jest legenda. Ślady istnienia osady znanej jako Stolzenberg, przewijały się w niemieckich dokumentach już w XIX wieku, jednak brakowało twardych poszlak. Dopiero połączenie historycznych zapisków z nowoczesnymi technologiami pozwoliło archeologom potwierdzić, że to nie była zwykła wieś, lecz pełnoprawny średniowieczny organizm miejski.
...

Skanowanie laserowe odsłoniło regularny plan urbanistyczny

Prace, które ruszyły na dobre w latach 2020-2021, przyniosły pierwsze konkretne znaleziska. W ziemi leżały narzędzia, metalowe okucia i monety z okresu od XIII do XV wieku. Prawdziwy przełom nastąpił jednak, gdy w ubiegłym roku sięgnięto po technologię skanowania laserowego LiDAR oraz zaawansowane badania geofizyczne. Na obszarze około sześciu hektarów, wyraźnie odgraniczonym fosą i wałem, zarejestrowano ponad półtora tysiąca anomalii. Każda z nich to potencjalny ślad po dawnych konstrukcjach ukrytych pod darnią. Sam rów forteczny, otaczający niegdyś osadę, imponuje głębokością sięgającą 5,5 metra, co świadczy o sporym znaczeniu i bogactwie tego miejsca.

Czytaj też: Grupa śmiałków opuściła Afrykę 100 tysięcy lat temu. Ślad po nich nagle zaginął

Na obszarze około sześciu hektarów, otoczonym wałem i fosą, zarejestrowaliśmy ponad 1,5 tys. anomalii, czyli nietypowych form terenowych, sugerujących obecność ukrytych po ziemią struktur, np. dawnych budynków. Odwierty potwierdziły obecność takich nawarstwień, przekraczających dwa metry głębokości – tłumaczy Piotr Wroniecki

Odwierty potwierdziły istnienie grubych warstw kulturowych. Co ciekawe, układ wielu z nich układa się w regularny szachownicowy wzór, charakterystyczny dla miast lokowanych na tzw. prawie niemieckim. W centrum da się nawet wypatrzyć prawdopodobny plac rynkowy, otoczony niezabudowanymi w pełni działkami, oraz ślad głównej drogi prowadzącej do bramy.

Co sprawiło, że miasto wymarło?

To chyba największa zagadka dotycząca Stolzenberg. Dlaczego ludzie opuścili domy, warsztaty i całe swoje życie? W średniowieczu miasta upadały z różnych powodów, ale rzadko decydowała o tym jedna, spektakularna katastrofa. Częściej był to powolny proces, splot kilku niekorzystnych czynników. Możliwości jest sporo. Miasto mogło podupadać gospodarczo, tracąc na znaczeniu na rzecz rosnących konkurentów. Równie prawdopodobne są przyczyny naturalne, jak zmiany w dostępności wody czy wyjałowienie ziemi. Brak wyraźnych śladów pożogi czy walk każe odrzucić teorię gwałtownego zniszczenia w ogniu bitewnym. Wygląda na to, że mieszkańcy po prostu… się wynieśli. Krok po kroku, rodzina za rodziną, aż ostatni odebrali klucze.

Czytaj też: Pradawna forteca w krainie Drakuli. Technologia LiDAR ujawniła zagubioną budowlę

Badacze z Fundacji Relicta nie spoczywają na laurach. Plany na kolejne sezony są ambitne. Kluczowe będzie precyzyjne datowanie początków miasta oraz ustalenie momentu i przyczyn jego wyludnienia. Szczególnie ważne będzie odnalezienie kościoła i przykościelnego cmentarza, o których wspominają dokumenty z 1291 roku. Takie odkrycie mogłoby dać bezcenne informacje o samych mieszkańcach: zarówno ich zdrowiu, diecie, jak i pochodzeniu. Realizacja tych planów wymaga jednak pieniędzy. Fundacja zabiega o wsparcie lokalnych samorządów i leśników, mając nadzieję, że unikatowy charakter znaleziska przekona ich do współfinansowania prac.

Chcemy zainteresować naszych partnerów, czyli Nadleśnictwo Świdwin i Gminę Sławoborze, partycypacją w kosztach badań tego unikatowego obiektu – podkreśla Marcin Krzepkowski