"Czasem intuicja bardzo wyraźnie nam podpowiada, że to, czego nam tak brakuje, to my sami: nasza chęć lub zdolność pełnego zaistnienia we własnym życiu i przeżycia go tak, jakby było naprawdę ważne. W jedynym momencie, który istnieje: teraz” – pisał Jon Kabat-Zinn, autor programu redukcji stresu opartej na uważności (MBSR).

Tymczasem nasze życie coraz bardziej przypomina podróż pędzącym pociągiem. Rozgorączkowani, niecierpliwi, w drodze ku przyszłym wydarzeniom niemal nie zauważamy tego, co tu i teraz. Czasem rzucimy tęskne spojrzenie w okno pociągu, żal ściśnie serce, że mijamy tak piękne miejsca, niezwykłych ludzi. Wtedy obiecujemy sobie, że kiedyś tu przyjedziemy, zatrzymamy się, nacieszymy wszystkim, wrócimy do ludzi, od których oddaliło nas życie. Kiedyś… Bo teraz nie mamy czasu. Teraz mamy swoje terminy i cele, spięte barki, zaciśnięte szczęki i obolałe kręgosłupy. Ale nic to, trzeba odebrać dzwoniące telefony, odpowiedzieć na wiadomości, wykonać kilka zadań na wczoraj.

A gdy coś idzie nie tak, urządzamy sobie bolesne połajanki: źle to rozegraliśmy, nie tak powiedzieliśmy i w ogóle jak mogliśmy tak nawalić? I zatopieni w przeszłości już nawet nie zauważamy widoków za oknem. Paradoksalnie dobrze jest, jeśli raz po raz nasz pociąg ma awarię, odetną nam prąd czy internet nie ma zasięgu. To jak nagłe przebudzenie. Raptem wszystko staje się prostsze. Wiadomo, co ważne, a co nie, czym się zająć, a co odpuścić. Znowu odbieramy świat zmysłami: widzimy kolory, czujemy smaki i zapachy, ciepły dotyk słońca na policzku. Co zadziwiające, świat się nie wali, jakoś sobie bez nas radzi. Tylko czy naprawdę potrzebujemy nadzwyczajnych okoliczności, by zacząć żyć obecną chwilą? Żaden dzień się nie powtórzy, jutro nie nadrobimy tego, co możemy przeżyć tylko dzisiaj.
 

SKĄD SIĘ BIERZE STRES?

Szukając winnego tego, że nie możemy się czuć na co dzień tak, jak byśmy chcieli, wskazujemy na stres. Stres sygnalizuje nam, że coś jest nie tak i powinniśmy interweniować – walczyć albo uciekać. Celowo wywołuje nieprzyjemne uczucia, by zmusić nas do działania. Sęk w tym, że komplikujemy sprawę, usiłując dociec, dlaczego czujemy się źle. Nasz mózg pospiesznie szuka podobnych sytuacji z przeszłości i przewiduje, co się może wydarzyć. W rezultacie stresuje nas nie tylko to, co się dzieje teraz, ale także sytuacje z przeszłości. Zamiast skupić się na działaniu, wpadamy w błędne koło myśli, które wysysają z nas energię i potęgują napięcie.

Co można wtedy zrobić? Uświadomić sobie, jakie sytuacje wywołują w nas stres i nauczyć się obchodzić z nimi w nowy sposób – czyli wyjść poza działania nawykowe. Każda konstruktywnie rozwiązana sytuacja staje się nowym punktem odniesienia i wpływa na to, jak oceniamy swoje siły. Jeśli mimo stresu świetnie poradziłam sobie z jakimś trudnym zadaniem w pracy, to ta sytuacja buduje moje zaufanie do siebie: skoro wtedy dałam radę, to teraz też sobie poradzę. A stres negatywny – dystres, zamieni się w eustres – czyli stres pozytywny, mobilizujący do działania.