To może być prawdziwy przełom dla wielu, którzy chcieliby sobie zrobić tatuaż, ale nie są do końca przekonani, czy tak wiążąca decyzja jest im po drodze. Badacze stworzyli specjalny rodzaj atramentu, który można niejako wyłączyć, a nawet na stałe go wyłączyć bez bolesnego procesu.
Nadchodzi nowa era tatuaży? Naukowcy stworzyli taki, który można sobie wyłączyć
Na razie jeszcze nie wprowadzono nowej metody do powszechnego użytku, lecz została już opisana przez naukowców i opublikowana na łamach dziennika naukowego Matter & Light. Widać jednak, że zespół złożony z Carsona Brunsa, Mollie Stockton, Emily Gardner i Hyejin Kwon, dobrze wiedzą, jak chcą pokierować rozwojem tej technologii i nazywają swoje odkrycie PhotoTat, nie wykluczając, że w przyszłości otrzyma atrakcyjniejszą nazwę.
To jest tatuaż, który możesz mieć i za każdym razem, gdy zdecydujesz, że już nie chcesz, aby był widoczny lub po prostu nie chcesz na niego patrzeć, zwyczajnie go wyłączasz. I tyle. Nie musisz go ponownie włączać.
– powiedział współautor badania Carson Bruns, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Kolorado
Trzeba przyznać, że brzmi to bardzo atrakcyjnie i niewątpliwe nawet jak spełnienie marzeń dla osób, które żałują swoich decyzji z wczesnych lat życia, a dzisiaj po prostu muszą sobie jakoś radzić. Nowy tatuaż jest zrobiony przy pomocy tuszy fotochromatycznych, które są wrażliwe na konkretne światła. Ta zależność pozwala na zmianę ich kolorów (tak jak w okularach, gdzie soczewki ciemnieją), kiedy są uderzane wskazanym światłem o odpowiednich parametrach. Tusze wykorzystują także plastik PMMA, który już jest stosowany w medycznych implantach.

Te tatuaże będą ciekawe do eksperymentów oraz wymagały omówienia ze studiem, które by je wykonywał. Bowiem wystawienie ich na konkretne światło sprawi, że się pojawią na wiele godzin, ale też ostre słońce może sprawić, że po wyjściu z domu natychmiast znikną. Mogą też całkowicie zmieniać po prostu kolor, na przykład z ostro różowego, na zielony.
Czytaj też: Oto pierwszy bezbolesny tatuaż permanentny. Naklejasz go, gdzie chcesz i w 15 minut jest gotowy
Eksperymentowanie z tuszami było ciekawą częścią pracy zespołu naukowców, gdyż sprawdzali działanie na różne sposoby, od skór do wykorzystania w laboratorium po własną. Bruns wspomina, że na przykład wytatuował swoją nogę we wzór łusek, a każda zawierała inny kolor. Przez co badacz dosłownie mienił się w świetle niczym syrenka z bajek Disney’a. Taka elastyczność umożliwia także mieszanie permanentnych rozwiązań już dzisiaj używanych, do wzbogacania czarnego tuszu dynamicznymi barwami.

Co więcej, tego typu praktyka może znaleźć także zastosowanie w medycynie, a mianowicie we wszystkich przypadkach kiedy lekarz rzeczywiście musi wykonać na ciele pacjenta tatuaż, który niestety później zostaje na całe życie i przypomina o najgorszych chwilach w życiu.
Nie do końca też naukowcy tak znowu czekają, aż będą mogli zacząć zarabiać na swoich badaniach. Bowiem do sprzedaży jest już dopuszczony jeden z atramentów PhotoTat. Jednak jego cena jest bardzo wysoka i jest to na razie tylko fioletowy, którego mała buteleczka to koszt około 400 złotych. Twórcy liczą, że ich wynalazek się przyjmie wśród fanów tatuaży. To by umożliwiło rozszerzenie linii i rozpoczęcie produkcji masowej. Ta powinna pozwolić na zmniejszenie ceny.
Źródło: livescience
