Supermoce zwierząt, czyli instrukcja obsługi natury

Gdyby przyroda miała dział R&D, jej inżynierowie pracowaliby bez wytchnienia: jedni testowaliby nowe “zmysły”, inni doskonaliliby naprawę tkanek, a jeszcze inni wymyślali sposoby, jak widzieć ciepło albo rozmawiać ultradźwiękami. Wiele zwierząt naprawdę ma “supermoce” i robi z nich codzienny użytek, bez fanfar, po prostu po to, by przeżyć.
...

To nie są “magiczne sztuczki”. To zestaw bardzo konkretnych rozwiązań biologicznych: białek, komórek, nerwów i fizyki w wersji terenowej. A kiedy przyjrzeć się im z bliska, robi się jeszcze ciekawiej – bo w tych “supermocach” często widać podpowiedzi dla medycyny, technologii, a nawet tego, jak projektować czujniki i materiały.

Regeneracja: naprawa ciała jak po aktualizacji systemu

Najbardziej filmowa supermoc to ta, której wciąż zazdrości nam medycyna: zdolność do odrastania utraconych części ciała. Królem popkultury jest aksolotl – płaz, który potrafi zregenerować kończynę, ogon, fragmenty serca, a nawet elementy układu nerwowego. W podobnej lidze grają traszki. Z kolei w świecie bezkręgowców regeneracyjne rekordy biją wypławki: małe robaki, które potrafią “odtworzyć siebie” z niewielkiego fragmentu ciała. Jeżeli dodać do tego rozgwiazdy (odrastające ramiona) i ryby danio pręgowanego (zaskakująco sprawna regeneracja serca), dostajemy cały katalog biologicznych mechanizmów “naprawczych”.

Czytaj też: Zwierzęta, które przetrwają ludzkość. Kto odziedziczy świat po nas?

Jak to działa? Regeneracja nie polega na tym, że rana “sama się goi” jak u komiksowego Wolverine’a, tylko że organizm uruchamia program budowy od nowa. Po urazie w miejscu uszkodzenia tworzy się struktura przypominająca biologiczny plac budowy – blastema. Komórki w okolicy rany potrafią cofnąć się w rozwoju albo zmienić swoją rolę, zaczynają się dzielić i układać w plan: tu będzie kość, tu mięsień, tu naczynia, tu nerwy. Kluczowe jest też mapowanie – skąd ciało wie, co ma odtworzyć i w jakiej kolejności. W grę wchodzą sygnały chemiczne (molekularne drogowskazy), napięcia w tkankach, a nawet to, jak przebiegają impulsy nerwowe w okolicy rany.

Aksolotl /Fot. Unsplash

Dlaczego człowiek nie robi tego samego? Nasze tkanki w wielu sytuacjach wybierają szybszą, bezpieczniejszą drogę: bliznowacenie. Blizna jest jak prowizoryczny mur – chroni, ale nie odtwarza architektury. U zwierząt o wysokiej regeneracji bliznowacenie bywa “wyciszone”, a układ odpornościowy działa inaczej: zamiast rozkręcać długotrwały stan zapalny, szybciej przechodzi do fazy przebudowy. To właśnie ta równowaga – między obroną a odbudową – jest jednym z najgorętszych tematów badań regeneracji.

Magnetorecepcja: kompas w głowie

Jednym z najbardziej nieintuicyjnych zmysłów jest magnetorecepcja – zdolność wyczuwania pola magnetycznego Ziemi. Korzystają z niej ptaki wędrowne (np. rudziki), żółwie morskie, łososie wracające do rzek, a także niektóre owady. Dla nich pole magnetyczne nie jest abstrakcją z podręcznika fizyki, tylko częścią nawigacji: czymś jak dodatkowa warstwa mapy, działająca nawet wtedy, gdy nie widać słońca ani gwiazd.

Czytaj też: 10 najlepiej zakamuflowanych zwierząt świata

Jak to może działać? Biologia prawdopodobnie używa co najmniej dwóch “kompasów”. Pierwszy ma naturę chemiczno-kwantową i bywa łączony z białkami zwanymi kryptochromami, obecnymi w siatkówce oka. W uproszczeniu: światło pobudza reakcje, w których powstają pary cząsteczek o sprzężonych stanach elektronów. Pole magnetyczne Ziemi potrafi delikatnie przesuwać równowagę tych reakcji, a to może przekładać się na sygnał nerwowy. Dla ptaka mogłoby to oznaczać coś w rodzaju “wzoru” nałożonego na obraz – jak subtelny filtr informujący o kierunku.

Drugi mechanizm jest bardziej “mechaniczny”: w tkankach mogą występować mikroskopijne kryształki magnetytu, które zachowują się jak drobinki kompasu. Jeśli są sprzężone z receptorami, minimalne siły działające w polu magnetycznym mogą zmieniać ich położenie i uruchamiać sygnał. To wciąż temat pełen sporów i dociekań, ale sedno jest fascynujące: natura umie zamienić ekstremalnie słaby sygnał fizyczny w użyteczną informację o świecie.

Ultradźwięki i echolokacja: widzenie dźwiękiem

Nietoperze i delfiny “widzą” dźwiękiem. Wysyłają impulsy ultradźwiękowe (u człowieka poza zakresem słyszenia), a potem analizują echo odbite od przeszkód i ofiar. Nietoperz w locie potrafi wyłapać różnicę między ćmą a liściem, a delfin zorientować się w strukturze obiektu w mętnej wodzie, gdzie wzrok nie daje przewagi.

Jak to działa w praktyce? To połączenie nadajnika, anteny i superkomputera, tylko że biologicznego. Nietoperz emituje serię krótkich “klików” lub złożonych sygnałów przez krtań, a odbiera echo przez uszy, których kształt działa jak kierunkowa antena. Mózg liczy czas powrotu echa (odległość), różnice między uchem lewym i prawym (kierunek) oraz zmianę częstotliwości (efekt Dopplera, czyli informacja o ruchu). Delfiny robią to w wersji wodnej: generują kliknięcia w okolicach nozdrzy, a echo zbierają głównie przez żuchwę, która przewodzi dźwięk do ucha wewnętrznego. Ich “obraz” świata jest dynamiczny: to nie zdjęcie, tylko sonarowy film.

Co ciekawe, ultradźwiękami posługują się też niektóre gryzonie (np. myszy) w komunikacji społecznej. Dla nas to cisza; dla nich – pełna emocji rozmowa.

Elektrorecepcja: zmysł, którego nie mamy w ogóle

Są zwierzęta, które wyczuwają pole elektryczne tak, jak my wyczuwamy dotyk. Rekiny i płaszczki mają niezwykle czułe narządy (ampułki Lorenziniego), dzięki którym potrafią wykrywać mikroskopijne sygnały elektryczne generowane przez mięśnie ofiary – nawet jeśli ta jest zakopana w piasku. Dziobak również korzysta z elektrorecepcji: nurkując, zamyka oczy i uszy, a “czyta” dno rzeki dzióbkiem.

/Fot. Unsplash

Inną odmianą tego świata są ryby elektryczne (np. słodkowodne ryby z Amazonii). Niektóre wytwarzają słabe pole elektryczne i obserwują, jak deformuje je otoczenie. To jak dotykanie przestrzeni prądem: obiekty przewodzą inaczej niż woda, więc pole “marszczy się” w charakterystyczny sposób, który mózg potrafi interpretować. Są też gatunki wytwarzające silne wyładowania – to już nie zmysł, tylko broń.

Widzenie ciepła: termowizja w wersji biologicznej

Węże z grupy grzechotnikowatych i pytonów potrafią wykrywać promieniowanie podczerwone, czyli ciepło obiektów. Nie oznacza to, że mają w oczach kamerę termowizyjną jak Predator, ale posiadają wyspecjalizowane jamki czuciowe w okolicy pyska. Te struktury reagują na minimalne zmiany temperatury spowodowane promieniowaniem cieplnym ofiary.

Mechanizm jest genialnie prosty: cienka błona w jamce ogrzewa się od promieniowania podczerwonego, a neurony przekładają to na sygnał. Mózg łączy informacje z obu stron pyska i dostaje coś w rodzaju “mapy ciepła” – przydatnej zwłaszcza nocą. To termiczna nakładka na rzeczywistość, która mówi: “tu jest żywe, ciepłe, warte uwagi”.

Kamuflaż i “zmiana skóry”: optyka na żądanie

Ośmiornice, mątwy i kałamarnice potrafią zmieniać barwę, wzór, a częściowo także fakturę skóry w czasie, który dla człowieka jest niemal natychmiastowy. Nie chodzi tylko o upodobnienie się do tła. To także komunikacja, odstraszanie, a czasem zmylenie przeciwnika poprzez ruchome “wzory”, które trudno śledzić.

Ośmiornica Octopus bimaculoides – zdjęcie poglądowe /UChicago

Jak to działa? W skórze głowonogów znajdują się chromatofory – komórki z barwnikiem, które działają jak maleńkie kurtyny. Gdy mięśnie wokół nich się napinają, “okienko” z barwnikiem się rozszerza i kolor staje się widoczny. Pod spodem bywają jeszcze irydofory i leukofory, które odbijają i rozpraszają światło, tworząc efekty metaliczne albo rozjaśniające. Najważniejsze: to wszystko jest sterowane przez układ nerwowy. Głowonóg nie “czeka”, aż coś się zmieni chemicznie – on dosłownie rysuje na sobie obraz impulsami nerwowymi.

Ekstremalna odporność: przetrwać suszę, próżnię i czas

Niesporczaki stały się ikoną “niezniszczalności”. Potrafią wejść w stan kryptobiozy, w którym metabolizm spada do niemal niewykrywalnego poziomu. Wysychają, kurczą się i zamieniają w coś w rodzaju biologicznej kapsuły przetrwalnikowej. Gdy pojawia się woda, wracają do aktywności.

Niesporczaki to jedne z najbardziej niezwykłych bezkręgowców na świecie /Fot. Wikimedia Commons

Klucz tkwi w ochronie tego, co w komórce najcenniejsze: białek, błon i DNA. Organizmy ekstremotolerancyjne używają mieszaniny strategii: stabilizują struktury komórkowe specjalnymi białkami, pakują wrażliwe elementy w ochronne układy, neutralizują uszkodzenia powodowane promieniowaniem i suszą. To nie jest odporność absolutna, ale imponująca jak na istotę, którą można zgubić na paznokciu.

Co nam mówią te supermoce

Wszystkie te zdolności mają wspólną cechę: są odpowiedzią na konkretny problem środowiska. Regeneracja pomaga żyć w świecie, w którym uraz nie jest wyjątkiem. Magnetorecepcja ma sens, gdy trzeba pokonać tysiące kilometrów i trafić w jedno miejsce. Echolokacja wygrywa tam, gdzie wzrok przegrywa z ciemnością lub mętną wodą. Elektrorecepcja jest bezcenna, gdy polujesz na ukryte ofiary. Kryptobioza to z kolei sztuka przetrwania tam, gdzie życie wydaje się “wyłączone”.

Czytaj też: Nie gryź, jeśli nie musisz. Najdziwniejsze strategie obronne świata zwierząt

A dla człowieka? To przypomnienie, że “normalny” sposób odczuwania świata jest tylko jednym z wielu. Przyroda zbudowała alternatywne zestawy zmysłów i narzędzi biologicznych, bo miała na to miliony lat prób. Nasze zadanie jest inne: nauczyć się je rozumieć bez mitologizowania. Bo kiedy naprawdę pojmiesz, jak działa cud regeneracji albo kompas w oku ptaka, to przestaje być bajką – a zaczyna być mapą pomysłów, które być może kiedyś wykorzystamy w medycynie, technice i ochronie przyrody.