Zwierzęta, które przetrwają ludzkość. Kto odziedziczy świat po nas?

Jeśli człowiek kiedyś zniknie z planety, “zwycięzcami” nie będą lwy ani orły. Świat po nas najchętniej przejmą specjaliści od przetrwania: niewybredni, odporni na stres, szybcy w rozrodzie i świetnie radzący sobie w krajobrazie, który sami zbudowaliśmy. To nie jest lista “najsilniejszych” – to lista najlepiej przystosowanych do chaosu.
...

W rozmowach o “końcu świata” zwykle mylimy dwie rzeczy: koniec cywilizacji i koniec biosfery. Ziemia ma długą historię kryzysów, po których życie wracało w nowych układach. Różnica polega na tym, że tym razem najszybciej zmienia się klimat, a równolegle tniemy siedliska, przeławiamy morza, przenosimy gatunki między kontynentami i budujemy gigantyczne “laboratorium miejskie”, w którym ewolucja działa w przyspieszonym tempie. IPCC w raporcie o skutkach zmian klimatu opisuje rosnące ryzyko dla ekosystemów, w tym zdarzenia ekstremalne i utratę bioróżnorodności wraz z dalszym ocieplaniem.

Czytaj też: Odkryto największą pajęczynę świata w mrocznej jaskini. Dwa wrogie gatunki pająków stworzyły coś niesamowitego

Skala presji jest dobrze udokumentowana: globalna ocena IPBES wskazywała, że ok. miliona gatunków roślin i zwierząt jest zagrożonych wyginięciem (część w perspektywie dekad), a uśrednione dane z grup dobrze ocenionych w Czerwonej Księdze sugerują, że mniej więcej ok. 25 proc. gatunków może być zagrożonych. To jednak wcale nie znaczy, że “po nas zostanie pustka”. Zostaną ci, którzy potrafią żyć na resztkach, w upale, w smogu, w hałasie, przy niedoborach wody, w krajobrazie pełnym betonu, kanałów, wysypisk i sztucznych raf.

Poniżej przegląd gatunków, które – biorąc pod uwagę ich biologię, strategię przetrwania i to, jak skutecznie już dziś radzą sobie w świecie zdominowanym przez człowieka – mają wyjątkowo mocną pozycję w długiej, ewolucyjnej rozgrywce. To zestawienie opiera się na badaniach nad tzw. ewolucją miejską, pokazujących, jak organizmy żywe adaptują się do środowisk przekształconych przez ludzką działalność.

Szczur wędrowny (Rattus norvegicus)

Szczur nie musi “wygrać” w dzikiej puszczy. On wygrywa w rurach, piwnicach, kanałach, na składowiskach, w portach, na terenach poprzemysłowych – wszędzie tam, gdzie środowisko jest poszatkowane, a pożywienie pojawia się nieregularnie. To strateg “ogólny”: zje praktycznie wszystko, szybko się uczy, potrafi unikać zagrożeń i działa świetnie w sieci kryjówek. To właśnie takie gatunki naukowcy często podają jako przykłady organizmów, które przystosowały się do życia “przy stole człowieka” i w środowisku zurbanizowanym.

Szczur /Fot. Freepik

W świecie po nas szczury skorzystają z tego, co zostawiamy na dekady: z infrastruktury, magazynów, tuneli, kanałów deszczowych, metra, wysypisk i ruin. Nawet jeśli zasoby żywności “ludzkiej” z czasem znikną, pozostanie ich największa przewaga: elastyczność. Szczur nie jest zależny od jednej niszy. On przenosi niszę ze sobą – robi ją z czegokolwiek, co znajdzie.

Karaczan prusak (Blattella germanica)

Karaczany są ikoną przetrwania nie dlatego, że są “niezniszczalne” w sensie dosłownym, tylko dlatego, że perfekcyjnie wykorzystują mikroklimaty: szczeliny, kanały wentylacyjne, przestrzenie pod podłogą, miejsca ciepłe i wilgotne. W warunkach miejskich i domowych to one tworzą prawdziwe “oazy stabilności”, nawet gdy na zewnątrz panują upały, susze czy gwałtowne spadki temperatur. W literaturze o ewolucji w miastach karaczany pojawiają się jako klasyczny przykład gatunków, które świetnie działają w ekosystemie człowieka.

Karaczan prusak /Fot. Wikipedia

Druga przewaga to tempo. Krótki cykl życia i duży potencjał rozrodczy oznaczają, że populacje potrafią błyskawicznie odbudowywać się po “katastrofach lokalnych”. A im częstsze są zaburzenia środowiska, tym bardziej premiuje się taki model biologii. Karaczany nie potrzebują stabilnego świata. One są stworzone do życia w świecie, który ciągle się sypie i składa na nowo.

Mrówki inwazyjne (np. Linepithema humile)

Mrówki to przykład “superorganizmu”: pojedyncza robotnica jest ważna, ale dopiero kolonia jest maszyną do przetrwania. Gatunki inwazyjne dodatkowo mają przewagę organizacyjną – tworzą rozległe struktury i potrafią dominować nad lokalną fauną, gdy warunki im sprzyjają. Mrówka argentyńska jest świetnie opisana jako model globalnej inwazji (włącznie z fenomenem ogromnych, współpracujących superkolonii), co pokazuje, jak skutecznie potrafi się rozprzestrzeniać i utrzymywać.

Mrowka argentyńska /Fot. Wikipedia

W kontekście zmian klimatu kluczowa jest jeszcze jedna rzecz: “mapa klimatycznej przydatności”. Prace modelujące zasięgi wskazują, że warunki w wielu regionach mogą stać się bardziej sprzyjające dla niektórych inwazyjnych mrówek w przyszłych scenariuszach klimatycznych. Mrówki potrafią korzystać z bardzo różnych zasobów, świetnie gospodarują wodą, tworzą sieci żerowania i szybko zajmują nowe nisze. Po nas zostanie mnóstwo krawędzi: osiedla przechodzące w zarośla, drogi przechodzące w półdzikie korytarze. Mrówki kochają takie granice.

Komary (Aedes aegypti)

Komary nie muszą “odziedziczyć świata” w sensie romantycznym. Wystarczy, że będą jednymi z największych beneficjentów cieplejszego, bardziej wilgotnego i bardziej zurbanizowanego klimatu. Badania i przeglądy dotyczące Aedes aegypti opisują, że ocieplenie i zmiany opadów mogą sprzyjać rozszerzaniu zasięgu oraz wydłużaniu sezonu aktywności, zwłaszcza tam, gdzie miasta dostarczają mnóstwo drobnych zbiorników wody (od doniczek po odpływy).

Komar – zdjęcie poglądowe /Fot. Freepik

W świecie po człowieku zniknie część “ludzkich” miejsc lęgowych, ale zostanie masa nowych: zapadnięte dachy, studzienki, kałuże w ruinach, zbiorniki w porzuconej infrastrukturze. Komary są ekspertami od korzystania z krótkotrwałych zasobów – a klimat z większą liczbą epizodów ekstremalnych (ulewy przeplatane suszami) tworzy dokładnie taki rytm.

Gołąb skalny (Columba livia)

Gołąb to nie tylko “ptak placów”. To kosmopolityczny towarzysz człowieka i jeden z najbardziej udanych przykładów komensalizmu: gatunek korzysta na naszej obecności, ale nie jest od niej bezwzględnie uzależniony. W badaniach nad rozmieszczeniem i ekologią Columba livia podkreśla się, że to gatunek szeroko rozprzestrzeniony i silnie związany z krajobrazem tworzonym przez ludzi.

Po naszym zniknięciu wiele miast zacznie się “zazieleniać”, ale jednocześnie pozostaną idealne substytuty naturalnych skał: gzymsy, mosty, wiadukty, wieżowce, ruiny. Gołębie nie potrzebują lasu pierwotnego. Potrzebują miejsc do gniazdowania i względnie łatwego dostępu do pokarmu – a ten znajdą zarówno w roślinności odrastającej na terenach miejskich, jak i w całym ekosystemie rosnących populacji owadów.

Szop pracz (Procyon lotor)

Szop to ucieleśnienie miejskiego oportunizmu. Jest wszystkożerny, ciekawski, świetnie rozwiązuje problemy i potrafi korzystać z zasobów o bardzo różnej jakości. W opracowaniach naukowych dotyczących szopów (także jako gatunku inwazyjnego w Europie) podkreśla się ich szerokie spektrum pokarmowe oraz atrakcyjność środowisk miejskich, gdzie łatwo o jedzenie i kryjówki.

Szop /Fot. Unsplash

W świecie po nas szopy będą miały “złoty okres ruin”: strychy, kominy, puste budynki i infrastruktura staną się bezpiecznymi norami. A gdy roślinność zacznie odzyskiwać miasto, szop dostanie dodatkowe zasoby: owoce, bezkręgowce, małe kręgowce, ptasie jaja. To gatunek, który nie potrzebuje stabilnej sieci troficznej. Wystarczy mu mozaika okazji.

Kojot preriowy (Canis latrans)

Kojot to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów ekspansji zasięgu w czasach nowożytnych. Przeglądy i mapowania pokazują, że od ok. 1900 r. gatunek dramatycznie rozszerzył zasięg w Ameryce Północnej, zajmując bardzo różne typy siedlisk. A w dodatku potrafi funkcjonować w miastach – badania nad zachowaniem miejskich kojotów opisują ich wysoką adaptacyjność i obecność w niemal wszystkich dużych aglomeracjach USA i Kanady.

Kojot preriory /Fot. Unsplash

Po naszym zniknięciu duże drapieżniki mogą wracać wolniej (wymagają rozległych terytoriów i stabilnej bazy pokarmowej), ale kojot nie czeka na “idealny moment”. Zjada gryzonie, ptaki, padlinę, owoce, potrafi polować elastycznie i szybko wykorzystuje nowe nisze. W praktyce może stać się jednym z pierwszych większych drapieżników, który “sklei” na nowo łańcuchy pokarmowe w krajobrazie postmiejskim.

Chełbia modra (Aurelia aurita)

W morzach i oceanach zwycięzcami potrafią być organizmy, które korzystają na zaburzeniach ekosystemów: eutrofizacji, zmianach temperatur, przełowieniu i sztucznej zabudowie wybrzeży. Klasyczne prace przeglądowe łączą częstsze i bardziej dotkliwe zakwity meduz z presją człowieka, m.in. z przełowieniem, wzrostem temperatur i modyfikacją siedlisk.

Chełbia modra /Fot. Unsplash

Jest też bardzo “nowoczesny” mechanizm: sztuczne struktury w morzu (umocnione brzegi, zatopione elementy infrastruktury, konstrukcje portowe) zwiększają liczbę miejsc, na których larwy mogą się osiadać i rozwijać w formy polipów, co sprzyja lokalnym koncentracjom i zakwitom. NOAA opisywała tę hipotezę i dane wspierające rolę tzw. ocean sprawl w promocji zakwitów. Nawet jeśli część infrastruktury w końcu zniknie, proces “zrobiliśmy im platformy startowe” będzie działał jeszcze długo.

Bonus: niesporczaki (Tardigrada)

Jeśli spojrzeć na przetrwanie w skali geologicznej, największą przewagę mają często nie wielcy drapieżnicy, tylko mali specjaliści od przeczekania. Niesporczaki potrafią wejść w stan kryptobiozy (anabiozy), w którym metabolizm spada do minimum, a organizm znosi ekstremalne susze, promieniowanie czy duże wahania temperatur. Prace przeglądowe opisują mechanizmy ich ekstremotolerancji, w tym ochronę komórek i DNA.

Niesporczak /Fot. University of Stuttgart

To oczywiście nie znaczy, że niesporczaki będą rządzić Ziemią jak z filmu SF. Ale jeśli wyobrażasz sobie planetę po serii katastrof (susze, pożary, epizody ekstremalnych temperatur), takie mikrozwierzęta mają przewagę fundamentalną: potrafią przetrwać “czas bez warunków”. A potem wrócić, gdy środowisko znowu na chwilę stanie się znośne.