Można się uśmiechnąć, bo trudno wyobrazić sobie skromniejszą modernizację. Z drugiej strony mam wrażenie, że właśnie w tej ostrożności ukrywa się cały charakter małego V-Stroma. To motocykl dla osób, które chcą jeździć, wozić bagaż i rzadko odwiedzać stacje paliw. Kolorowy ekran ani kilkanaście elektronicznych ustawień nie są mu szczególnie potrzebne.
Suzuki zmieniło lampę, poprawiło moduł ABS, przygotowało nowe kolory i lekko podniosło cenę. Reszta pozostała znajoma. Bardzo znajoma.
Nowa twarz powstała dzięki dwóm projektorom LED
Najbardziej widoczna zmiana pojawiła się z przodu. Okrągły reflektor zachował swój klasyczny kształt, ale dotychczasowe oświetlenie zastąpiły dwa ustawione pionowo projektory LED. Po bokach umieszczono także światła pozycyjne wykonane w tej samej technologii.
Niby drobiazg, jednak dotychczasowa lampa zdradzała wiek konstrukcji szybciej niż jakikolwiek element motocykla. Nowe oświetlenie porządkuje wygląd przodu i sprawia, że V-Strom 250 prezentuje się znacznie świeżej. Charakterystyczny dziób, wysoka szyba, osłony dłoni i rozbudowane owiewki nadal nadają mu wygląd znacznie większej maszyny.

Suzuki przygotowało cztery warianty kolorystyczne. Klienci w Japonii będą mogli wybierać pomiędzy żółto-czarnym, czerwono-czarnym, matowoczarnym oraz biało-czarnym malowaniem. Szczególnie żółta wersja dobrze pasuje do rodziny V-Stromów i łatwo pomylić ją z motocyklem o wyższej pojemności.
Poza reflektorem producent zastosował zmodernizowany moduł sterujący układem ABS. Nie pojawiła się jednak kontrola trakcji, system ride-by-wire ani rozbudowane tryby jazdy. Kto liczył na małą technologiczną rewolucję, może spokojnie odłożyć instrukcję obsługi.
Silnik ma 24 KM, a cały motocykl waży 191 kg
Pod owiewkami pracuje znany dwucylindrowy silnik o pojemności 248 cm³. Chłodzona cieczą jednostka rozwija 24 KM przy 8000 obr./min oraz 22 Nm przy 6500 obr./min. Napęd trafia na tylne koło przez sześciobiegową skrzynię.

Osiągi nie wywołają nagłego przypływu adrenaliny. Zwraca za to uwagę masa wynosząca 191 kg w stanie gotowym do jazdy. Jak na motocykl tej klasy to dużo. V-Strom 250 jest cięższy od wielu współczesnych maszyn o wyższej mocy, dlatego podczas manewrowania może sprawiać wrażenie poważniejszego, niż sugeruje pojemność silnika.
Taka konstrukcja ma jednak drugą stronę. Motocykl powinien być stabilny, przewidywalny i spokojny w prowadzeniu. Siedzisko znajduje się na wysokości 800 mm, więc dostęp do ziemi będzie łatwiejszy niż w wielu modnych maszynach adventure. Dla początkującej osoby albo niższego kierowcy może mieć to większe znaczenie niż liczba elektronicznych asystentów.
Oba koła mają średnicę 17 cali i są wykonane ze stopów lekkich. Prześwit wynosi 160 mm. Trudno więc traktować V-Stroma 250 jako pełnoprawny motocykl terenowy. To przede wszystkim wygodna maszyna szosowa, która wygląda, jakby była gotowa na daleką wyprawę. Szutrowa droga do pensjonatu raczej jej nie przestraszy, ale kamienisty podjazd w górach nie jest naturalnym środowiskiem tego modelu.
Zasięg może być jego najmocniejszym argumentem
Suzuki wyposażyło motocykl w 17-litrowy zbiornik paliwa. Oficjalne spalanie w cyklu WMTC wynosi 32,1 km/l, czyli około 3,1 l/100 km. Teoretycznie pozwala to przejechać ponad 500 km na jednym tankowaniu.

W praktyce wynik będzie zależał od prędkości, obciążenia, pogody i stylu jazdy, ale nawet wyraźnie niższy zasięg nadal prezentowałby się bardzo dobrze. To właśnie tutaj niewielki silnik zaczyna mieć więcej sensu. V-Strom 250 nie powstał po to, aby dominować na autostradzie. Ma spokojnie pokonywać kolejne kilometry, nie drenując przy okazji portfela.
Turystyczny charakter podkreślają osłony dłoni, wysoka szyba, aluminiowy bagażnik i stopka centralna. Na pokładzie znajduje się również gniazdo 12 V. Trochę szkoda, że Suzuki nie zastąpiło go portem USB, skoro zdecydowało się już na odmłodzenie przedniej części motocykla. Widocznie każda modernizacja ma swoje granice.
Kierowca otrzymuje klasyczny ekran LCD pokazujący między innymi prędkość, obroty, poziom paliwa, aktualny bieg, średnie spalanie, przebieg oraz termin wymiany oleju. Nie wygląda tak efektownie jak współczesne wyświetlacze TFT, ale wszystkie najważniejsze informacje znajdują się w jednym miejscu.
Cena wzrosła, choć zakres zmian jest symboliczny
Odświeżony Suzuki V-Strom 250 kosztuje w Japonii 685 300 jenów, czyli około 15 900 zł. Poprzednia wersja była wyceniona na 668 800 jenów, czyli około 15 500 zł. Różnica wynosi zatem mniej więcej 400 zł.

Podwyżka nie jest ogromna, zwłaszcza że obejmuje nowy reflektor, zmieniony moduł ABS oraz nowe malowania. Wciąż pozostaje jednak pytanie, czy producent nie powinien przy okazji zająć się masą motocykla albo przynajmniej wymienić gniazda 12 V na bardziej współczesne złącze.
W Polsce V-Strom 250 nie jest obecnie oferowany. Najmniejszym przedstawicielem tej rodziny w oficjalnej gamie Suzuki jest znacznie mocniejszy i droższy V-Strom 800. Szkoda, ponieważ niedroga maszyna turystyczna o umiarkowanej mocy mogłaby zainteresować początkujących motocyklistów, osoby dojeżdżające do pracy oraz kierowców, którzy po prostu nie chcą podnosić z parkingu ćwierćtonowego kolosa.
Mały V-Strom nie imponuje tabelą osiągów. Nie zachwyca też nowoczesnością. Trudno mi jednak całkowicie go skreślić. W świecie motocykli coraz większych, droższych i bardziej skomplikowanych jego prostota ma swój urok. Szkoda jedynie, że Suzuki potrzebowało tak dużo czasu, aby zobaczyć światło. Dosłownie.
