Jan Matejko był jednym z kilku tysięcy krakowian, których od stycznia 1863 r. policja austriacka aresztowała za uczestnictwo lub za wspieranie antyrosyjskiego powstania w Królestwie Polskim. Nie było tygodnia, żeby gazety nie informowały o zarekwirowanych karabinach, strzelbach, pistoletach, a nawet kosach czy pałaszach. Tropiono transporty, zmierzające do Królestwa przez Galicję, poszukiwano ochotników z innych krajów, na przykład z Węgier, Słowacji, Czech, Włoch czy Francji. „Patrole wojskowo-policyjne, chodzące dzień i noc po ulicach naszego miasta, aresztują codziennie wiele osób” – donosił „Czas”. Niemal każda obława kończyła się aresztowaniem młodych ludzi, zdecydowanych przekroczyć granicę pomiędzy zaborami. Zapełniali cele więzienne, stawali przed sądami.

Represjonowano nie tylko uczestników walki, lecz także przedstawicieli powstańczych władz narodowych oraz osoby odpowiedzialne za werbunek ochotników. Za kratki trafili redaktorzy „Kroniki” i „Chwili”, na trzy miesiące zawieszono wydawanie „Czasu”. Rozporządzenia władz przypominały o zakazie posiadania broni, przetrzymywania w domu niemeldowanych przyjezdnych, wreszcie o konieczności posiadania urzędowych zezwoleń podczas podróży.

JAN LWIE SERCE