Dlatego nowy Shark BreatheClear with NeverChange6 zainteresował mnie przede wszystkim obietnicą sześciu lat bez wymiany głównego filtra. Przy całej modzie na coraz bardziej inteligentny sprzęt domowy właśnie ograniczenie obsługi wydaje mi się dziś sensowniejszym kierunkiem niż dokładanie kolejnej aplikacji, konta użytkownika i powiadomień.
Shark poszedł przy tym kilka kroków dalej. Oczyszczacz obserwuje, co dzieje się w pomieszczeniu, analizuje jakość powietrza 3600 razy na godzinę i sam dostosowuje intensywność pracy.
Filtr na sześć lat brzmi świetnie. Jest tylko pewien warunek
System NeverChange6 ma pozwalać korzystać z filtra HEPA nawet przez sześć lat. Producent podaje jednak konkretne warunki testowe: żywotność określono przy użytkowaniu przez 12 godzin dziennie na maksymalnej prędkości, w pomieszczeniu o powierzchni 14 m², przyjmując moment spadku wydajności CADR o 50%.
To ważne, bo sześć lat wygląda na opakowaniu jak bardzo prosta obietnica, a rzeczywiste zużycie każdego filtra zależy przecież od otoczenia. Dom ze zwierzętami, mieszkanie przy ruchliwej ulicy czy częste palenie świec oznaczają zupełnie inne warunki niż spokojna sypialnia za miastem.
Sam pomysł i tak bardzo mi się podoba. Filtry bywają jednym z tych kosztów eksploatacyjnych, o których łatwo zapomnieć podczas zakupu urządzenia. Po dwóch czy trzech latach okazuje się, że oczyszczacz kosztował znacznie więcej, niż sugerowała cena na półce. Tutaj przed głównym filtrem znajduje się dodatkowy, zmywalny filtr Debris Defence, który zatrzymuje między innymi kurz, włosy i większe zanieczyszczenia. Ma w ten sposób chronić właściwy wkład HEPA.
Ten oczyszczacz ma wiedzieć, kiedy zaczynam gotować
Druga ciekawa zmiana dotyczy czujników. BreatheClear mierzy między innymi poziom cząstek PM1, PM2.5 i PM10 oraz lotnych związków organicznych VOC. Do tego dochodzą czujniki światła i ruchu. Gdy urządzenie wykryje aktywność albo pogorszenie parametrów powietrza, może automatycznie zwiększyć moc.
Jakość powietrza w mieszkaniu potrafi zmieniać się błyskawicznie podczas smażenia, sprzątania, używania aerozoli czy nawet wtedy, gdy kilka osób zaczyna krzątać się po pokoju. Oczyszczacz, który pracuje cały dzień z identyczną mocą, przypomina trochę ogrzewanie ustawione na jedną temperaturę niezależnie od pory dnia.
Shark dodatkowo zrezygnował z konieczności sięgania po telefon. Dane trafiają na duży ekran LCD umieszczony z przodu urządzenia. Można sprawdzić jakość powietrza, wilgotność, temperaturę oraz poziom VOC, a do dyspozycji są tryby automatyczny, ręczny i nocny.

I akurat brak obowiązkowej aplikacji uważam za zaletę. Mam wrażenie, że doszliśmy do momentu, w którym nawet sprzęt stojący pół metra od kanapy potrafi wymagać odblokowania telefonu. Czasem zwykły ekran na obudowie jest szybszym i zwyczajnie wygodniejszym rozwiązaniem.
Z powierzchnią 70 m² trzeba uważać
Shark informuje o możliwości oczyszczania pomieszczeń do 70 m². Ta liczba wymaga jednak dopowiedzenia. Dotyczy jednej wymiany powietrza w ciągu godziny. Przy 4,8 wymiany na godzinę producent wskazuje powierzchnię 14 m².
To dobry przykład, dlaczego przy oczyszczaczach warto patrzeć dalej niż na największą liczbę na pudełku. Jedna wymiana powietrza na godzinę może wystarczyć do spokojnego podtrzymywania warunków, ale osoba kupująca urządzenie z myślą o alergii, dymie czy szybkim usuwaniu pyłów będzie zwykle zainteresowana znacznie intensywniejszą filtracją.
Sam filtr ma wychwytywać 99,98% cząstek w zakresie 0,1-0,2 mikrona w warunkach testowych. Oczyszczacz waży 3,77 kg i ma około 38 cm wysokości, więc można go stosunkowo łatwo przenosić między pokojami.
Cena boli trochę mniej, gdy policzy się kolejne lata
W Wielkiej Brytanii Shark BreatheClear with NeverChange6 kosztuje 269,99 funtów, czyli około 1 360 zł. Nie jest więc tani, szczególnie jeśli zestawimy go z prostymi oczyszczaczami dostępnymi za kilkaset złotych.
Tyle że przy takim sprzęcie coraz częściej patrzę na całkowity koszt użytkowania. Jeśli filtr rzeczywiście zachowa odpowiednią wydajność przez kilka lat, brak regularnych zakupów nowych wkładów może z czasem mocno zmniejszyć różnicę cenową.
Jeszcze bardziej przekonuje mnie jednak inny kierunek. Domowe urządzenia przez lata stawały się inteligentne poprzez dokładanie funkcji. Teraz zaczynają wykorzystywać tę inteligencję do ograniczania naszej uwagi. Shark sam obserwuje powietrze, sam zmienia ustawienia, nie wymaga aplikacji, a filtr ma wystarczyć na lata.
Jeżeli właśnie w tę stronę pójdzie domowe AGD, chętnie zobaczę więcej podobnych urządzeń. Sprzęt ma oszczędzać czas również wtedy, gdy chodzi o jego własną obsługę.
