Białowieski Trójkąt Bermudzki

Andrzej Antczak z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku wspomina intruza z Bydgoszczy, który wjechał samochodem do lasu, aż do kamiennych kręgów. To dziwne miejsce położone jest niecałe sześć  kilometrów na południowy zachód od Białowieży, na polanie.  Zdezorientowany turysta wyjaśnił, że wjechał do lasu mimo  obowiązującego zakazu kierowany jakimś wewnętrznym impulsem.

Energia, której nie potrafił się oprzeć, przywiodła go dokładnie do kamiennego kręgu. Dopiero wtedy dowiedział się od leśnika, że jest w miejscu mocy. I rzeczywiście, leśna polana znacznie różni się od reszty puszczy. Zamiast typowych dębów, olch, świerków i brzóz, wokół kręgu rosną stare jabłonie, głogi i grusze. „Większość otaczających krąg drzew rozgałęzia się już od korzeni, tak że z jednego pnia wyrastają nawet po trzy, cztery drzewa – zauważa Andrzej Antczak. – Ludzie, którzy postoją wewnątrz kamiennego kręgu, jak i na otaczającej go polanie, mówią, że poprawia im się  samopoczucie, czują emanację energii, niektórym ustępują dolegliwości. Podobno widać tu czasem błękitną poświatę”.

O niezwykłych miejscach wokół Białowieży pisał już w latach 20. XX wieku leśnik i okultysta Metodiusz Romanow. Dostrzegł, że występuje tu niezwykła, niespotykana gdzie indziej koncentracja energii przyrody.  Według Leszka Mateli puszczę łączy z Gnieznem, centrum kultowym w Górach Harzu i kaplicą katarów w Druggelte linia pozytywnego  promieniowania, która przebiega przez kontynent wzdłuż uskoku tektonicznego. 

 

Podziemny Świat Hitlera 

Wiosną 1945 roku ze Świebodzic wyjechał opancerzony pociąg. Nie  wiadomo, co znajdowało się w wagonach: mówi się o dokumentach, broni i depozytach miejscowej ludności. Stacją docelową był Wałbrzych, ale skład nigdy nie pojawił się w tej miejscowości. Rozpłynął się gdzieś na trasie, a badacze tajemnic II wojny światowej twierdzą, że został zatrzymany w okolicach zamku Książ i ukryty w tunelu, który biegł aż pod zamek. Do dziś ma tam czekać na swoich odkrywców – podobnie jak ogromne podziemia,
które w tej okolicy wykopali hitlerowcy. Choć wielu badaczy uważa historię o pociągu,  a jedną z wojennych legend Dolnego Śląska, przyznają, że wydrążone pod zamkiem Książ tunele są naprawdę imponujące. Wzniesiony na wysokim skalnym cyplu w zakolu Pełcznicy, nazywany był niegdyś „Perłą Śląska”. Dwanaście tarasów (jakiż z nich widok!) zajmuje obszar ponad 12 hektarów. Zamek z przyległymi dobrami należał przez wieki do potężnego rodu Hochbergów. W 1941 r. władze III Rzeszy skonfiskowały dobra rodziny, a dwa lata później paramilitarna Organizacja Todta zabrała się za gruntowną przeróbkę rezydencji. Pod zamkiem zaczęły powstawać podziemia, których rozmiarów do dzisiaj nie znamy. Nad przebudową zamku pieczę sprawowało
35 architektów. Przy drążeniu sztolni i hal pracowali więźniowie Gross-Rosen z podobozu w Cieplicach.

„Organizacja Todta wykorzystała najstarszą i barokową część zamku Książ – mówi Andrzej Gaik, przewodnik po zamku. – Tam, gdzie w czasach księcia Bolka znajdowały się piwnice na wino, architekci zaprojektowali osobistą kuchnię Hitlera. Rozebrana została duża część korytarza i schodów, żeby zrobić przejście. Pod tzw. Czarnym Dziedzińcem Niemcy albo przesunęli cysternę, albo ją zabetonowali. W jakim celu przebudowywany był zamek? Choć twierdzi się, że miała to być najbardziej reprezentacyjna Kwatera Główna Hitlera, raczej skłaniam się ku hipotezie, że miała to być siedziba Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy z pokojami dla Hitlera”. Wielka przebudowa Książa w znacznym stopniu zniszczyła jego wnętrza, a zaraz po II wojnie światowej przed wejściem do zamku widać było gigantyczny szyb, w którym miała zostać zainstalowana winda z podziemi. Miał 50 metrów głębokości i 6 średnicy. Znane dzisiaj podziemia zamku mają dwa poziomy, które leżą 15 m i 55 m poniżej dziedzińca. Na niższym ulokowana jest stacja sejsmograficzna  Polskiej Akademii Nauk. Powierzchnia tego poziomu wynosi 3 tys. m2 – miał się tu znajdować m.in. podziemny dworzec. Po wojnie jedynie kilka osób potwierdziło, że pracowało w podziemiach. Jedna z nich, Słowak żydowskiego pochodzenia, podczas wizyty dokładnie obejrzał obecną stację sejsmograficzną. Stwierdził, że w czasie wojny to miejsce wyglądało zupełnie inaczej. Wtedy było więcej pomieszczeń, dziś ich brakuje. Turystom zostały udostępnione podziemia na pierwszym poziomie. Mają około 90 m długości i kubaturę 400 m3. Wchodzi się do nich z tarasu bogini Flory, zaraz za wejściem znajduje się wartownia, następnie mijamy wejście do windy łączącej poszczególne kondygnacje zamku z podziemiami oraz szyb klatki schodowej, która dochodzi do piwnic zamkowych. Leszek Żwirełło, warszawski archiwista, odnalazł świadków, którzy jako nastoletni chłopcy
zeszli przez szyb do podziemi zamku. Działo się to pod koniec lat 40. ubiegłego wieku. Udało im się dotrzeć na trzeci, nieznany dziś poziom podziemi, lecz nie prowadziły do nich żadne schody, tylko prowizoryczne
otwory w stropach, w które były wstawione drzewa z obciętymi konarami.

Najpiękniejsza w zamku Książ Sala Maksymiliana utrzymana w stylu baroku wiedenskiego. Po zniszczeniach wojennych została wiernie odtworzona w latach 60. i 70. XX wieku. były pierwotnie dużo większe. Wejścia do wielu tuneli, hal i komór zostały zasypane

Podziemia można zwiedzać wyłącznie z przewodnikiem (trasa „Śladami tajemnic II wojny światowej”), tel. (74) 66 43 871.

 

Karkonosze, Biały Jar

W 1953 roku pracownicy wrocławskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego aresztowali Herberta Klose, oficera niemieckiego Prezydium Policji we Wrocławiu. W czasie przesłuchań Klose zeznał, że w 1944 roku uczestniczył w ukrywaniu depozytów mieszkańców Wrocławia oraz złota z dolnośląskich banków.  Według zatrzymanego walory te, zamknięte w 56 hermetycznych skrzyniach ważących od 50 do 300 kilogramów, zostały zdeponowane w miejskim Prezydium Policji.

Część z nich w styczniu 1945 roku wyjechała z Wrocławia w kierunku Karkonoszy.  W Karpaczu skrzynie zapakowano na wozy konne i skierowano w rejon Małego Stawu. Klose miał po drodze wypadek – spadł z konia i stracił przytomność – był więc w stanie opowiedzieć historię ukrycia tylko do tego momentu. Wskazywał jednak na „rejon pod Śnieżką”. Prowadzone później przez wielu eksploratorów poszukiwania pozwoliły na wytypowanie potencjalnych miejsc ukrycia skrzyń.  Jednym z nich miał być Biały Jar „u podnóża Śnieżki”. Mimo że brakowało śladów, na początku lat 80. XX wieku oficerowie resortu spraw wewnętrznych i Ministerstwa Obrony Narodowej podjęli zakrojone na szeroką skalę poszukiwania  nazistowskiego złota.

Badania nie przyniosły wprawdzie żadnych efektów, ale eksploratorzy spędzili trochę czasu w naprawdę pięknych „okolicznościach przyrody”. Poszukiwania prowadzono w Białym Jarze, w okolicach Domku Myśliwskiego oraz Małego Stawu, nad którym stoi jedno z najbardziej urokliwych sudeckich schronisk – Samotnia.  Choć coraz częściej pojawiają się głosy, że „Złoto Wrocławia” to tylko legenda, skarb do dziś rozbudza wyobraźnię. Tym bardziej że ma leżeć w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski.

Dojście czarnym szlakiem z ronda „Biały Jar” w Karpaczu zajmuje ok. 1 godz.

 

Święty Krzyż, czyli Łysa Góra

Święty Krzyż, czyli Łysa Góra, owiany jest legendami. Miały się tu odbywać sabaty czarownic, a według Jana Długosza na szczycie składano ofiary pogańskim bożkom Lelum i Polelum. W XVI-wiecznej „Powieści rzeczy istey o założeniu klasztora na Łysey Górze” czytamy: „Na tym też miejscu był kościół trzech bałwanów, które zwano Łada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia maja, modły im czynić i ofiarować. Tedy Dąbrówka [żona Mieszka I – przyp. red.] przerzeczona pokaziwszy ich bóżnice, kazała zbudować kościół i poświęcić ku czci i ku chwale wielebnej Świętej Trójce”. Do dziś przetrwał pogański „krąg kultowy”, tzn. wał z kamieni długości 1,5–2 km pochodzący z VIII wieku.