Nowe Gazelle Ultimate C380+ 2.0 i Ultimate T11+ dobrze pokazują ten kierunek, bo mówimy o rowerach miejskich ze wspomaganiem do około 45 km/h. To prędkość, przy której codzienny dojazd przestaje być sympatycznym kompromisem, a zaczyna przypominać realną zmianę sposobu poruszania się po mieście.
Holenderska szkoła jazdy
Gazelle ma za sobą bardzo długą rowerową historię, bo działa od 1892 roku, a jej DNA kojarzy się z wygodnymi, praktycznymi rowerami do codziennego życia. Tu nie chodzi o sportową nerwowość ani o sprzęt do pozowania pod kawiarnią z ceramicznym kubkiem w dłoni. Holenderskie rowery miejskie od lat mają być czymś w rodzaju codziennego narzędzia – wygodnego, trwałego, przewidywalnego. Nowa seria Ultimate przenosi ten charakter na rynek Ameryki Północnej, gdzie klasa 3 pozwala na wspomaganie do około 45 km/h.

I tu pojawia się ciekawy zgrzyt. Europa przyzwyczaiła nas do e-bike’ów z limitem wspomagania do 25 km/h, a szybsze konstrukcje wpadają już w kategorię speed pedeleców, ze znacznie bardziej formalnym traktowaniem. W USA klasa 3 jest czymś bardziej oswojonym, choć lokalne przepisy nadal mogą ograniczać, gdzie takim rowerem można jeździć. Z perspektywy polskiego użytkownika Gazelle Ultimate w tej wersji jest więc bardziej zapowiedzią kierunku niż prostą zakupową rekomendacją. Pokazuje, jak mógłby wyglądać rower do pracy, gdyby infrastruktura i przepisy były przygotowane na większą prędkość.

45 km/h zmienia wszystko. Także odpowiedzialność
Przy 25 km/h rower elektryczny nadal zachowuje sporo z klasycznego roweru. Przy 45 km/h zaczyna się inna rozmowa. Droga hamowania, masa sprzętu, reakcje kierowców, pieszych i innych rowerzystów – wszystko robi się poważniejsze. Dlatego w takich konstrukcjach dużo ciekawsze od samej deklaracji prędkości jest to, co dzieje się wokół niej.
Gazelle stawia na silnik centralny Bosch Performance Line Sport, który oferuje do 85 Nm momentu obrotowego i 600 W mocy, z możliwością podniesienia parametrów przez aplikację Flow do 90 Nm i 700 W. Do tego dochodzi akumulator Bosch Powertube o pojemności 540 Wh, zintegrowany z dolną rurą ramy i możliwy do wyjęcia do ładowania. Rower można też połączyć z dodatkowym zasilaniem Bosch PowerMore 250, co jest praktyczne szczególnie wtedy, gdy dojazd do pracy przestaje oznaczać kilka kilometrów po płaskim, a zaczyna obejmować przedmieścia, dłuższe odcinki i powroty pod wiatr.

Ważne są też elementy, które w tańszych e-bike’ach bywają traktowane jak dodatki do tabelki. Gazelle daje amortyzowany widelec o skoku 80 mm, opony o szerokości 55 mm, hydrauliczne hamulce tarczowe Shimano MT420, zintegrowane światła, pełne błotniki, bagażnik, stopkę, dzwonek i blokadę tylnego koła. To zestaw, który bardziej przypomina gotowy środek transportu niż bazę do doposażenia. Przy takim rowerze naprawdę nie chce się po zakupie odkrywać, że błotniki trzeba dobrać osobno, lampka ledwo żyje, a bagażnik kończy się tam, gdzie zaczynają się prawdziwe zakupy.
Dwa pomysły na szybki dojazd
Ultimate C380+ 2.0 jest wariantem bardziej spokojnym w obsłudze. Ma pasek Gates CDC i bezstopniową piastę Enviolo Trekking o zakresie 380%. To konfiguracja dla osób, które chcą mieć możliwie mało zabawy z napędem. Mniej smaru, mniej regulacji, mniej codziennego zawracania głowy. Cena wynosi 4999 dolarów, czyli około 18 400 zł. Rower jest dostępny w wersji z niskim przekrokiem oraz z klasyczniejszą ramą, a do wyboru są kolory Between Blue i Turmeric Yellow.

Ultimate T11+ idzie w stronę bardziej mechanicznego, bezpośredniego odczucia jazdy. Ma 11-rzędowy napęd Shimano CUES i występuje jako limitowana wersja w kolorze Frozen White, wyłącznie z ramą o niskim przekroku. Kosztuje 4499 dolarów, czyli około 16 500 zł. Oba modele mają deklarowaną masę bez akumulatora około 27 kg. To sporo, ale w świecie szybkich rowerów elektrycznych z pełnym wyposażeniem nie jest to zaskoczenie. Taki sprzęt kupuje się raczej z myślą o jeździe, windzie, garażu i stojaku pod biurem, a nie codziennym wnoszeniu na czwarte piętro w kamienicy.
Rower, który pokazuje problem większy niż sama cena
Patrząc na Gazelle Ultimate, coraz mocniej widzę, że w e-bike’ach do miasta nie chodzi już wyłącznie o baterię i silnik. Prawdziwe pytanie brzmi: czy miasta są gotowe na rowery, które jadą prawie jak motorowery, ale nadal wyglądają jak rowery? Na szerokiej, dobrze oddzielonej infrastrukturze taka prędkość może skrócić dojazdy i ograniczyć potrzebę wsiadania do auta. Na wąskich drogach rowerowych pełnych pieszych, hulajnóg, dzieci i krawężników zaczyna pachnieć konfliktem.

Dlatego szybkie e-bike’i budzą u mnie jednocześnie ciekawość i ostrożność. Rozumiem ich urok. Dojazd 15 czy 20 km do pracy przestaje być wyprawą, a staje się czymś do wpisania między poranną kawę a pierwsze spotkanie. Z drugiej strony 45 km/h wymaga lepszych hamulców, większej uwagi i dojrzałości użytkownika. W mieście wystarczy chwila nieuwagi, źle otwarte drzwi samochodu albo pieszy, który uzna, że rower na pewno jedzie wolno.
Gazelle pokazuje więc bardzo konkretny kierunek: e-bike jako pełnoprawny pojazd do codziennego życia, wygodny, szybki i wyposażony od razu tak, jak powinien być wyposażony rower użytkowy. Tyle że wraz z takim sprzętem rośnie też potrzeba sensownych przepisów i infrastruktury. Bo jeśli rower ma naprawdę zastępować samochód, nie wystarczy dać mu mocniejszy silnik. Trzeba jeszcze stworzyć przestrzeń, w której taka prędkość nie będzie proszeniem się o kłopoty.
