Dreem 3S podchodzi do nocnego odpoczynku od strony mózgu. Ta niepozorna opaska rejestruje EEG, automatycznie rozpoznaje fazy snu i ma dostarczać dane o jakości zbliżonej do badań klinicznych. Mam wrażenie, że właśnie w tym kierunku będzie rozwijać się rynek urządzeń medycznych do domu: mniej efektownych pierścieni z kolejnym wynikiem, więcej sprzętu, z którego faktycznie może skorzystać lekarz lub zespół badawczy.
Sen przestaje być ruchem nadgarstka
W opasce umieszczono sześć suchych elektrod EEG. Dwie znajdują się z przodu głowy, dwie z tyłu, a pozostałe pełnią funkcję elektrody odniesienia i uziemienia. Układ tworzy pięć kanałów EEG. Towarzyszy mu akcelerometr 3D, który śledzi ruchy głowy, pozycję ciała oraz parametry oddechowe wyprowadzane z ruchu podczas snu.
Zebrany sygnał analizuje sieć neuronowa. Noc zostaje podzielona na 30-sekundowe fragmenty, a system przypisuje im czuwanie oraz fazy N1, N2, N3 i REM. W raporcie pojawiają się między innymi całkowity czas snu, czas potrzebny na zaśnięcie, liczba przebudzeń i okresy czuwania po pierwszym zaśnięciu. Brzmi znacznie poważniej niż komunikat zegarka, że wczorajszy sen był fair.
Sama opaska waży około 130 g i może rejestrować dane przez maksymalnie 24 godziny. Jedna godzina ładowania ma wystarczyć na około osiem godzin zapisu. To nadal sprzęt noszony na głowie, więc trudno oczekiwać wygody delikatnego pierścienia. Zyskiem jest jednak sygnał pochodzący z miejsca, w którym sen faktycznie powstaje.
Sypialnia bywa lepszym laboratorium
Klasyczna polisomnografia pozostaje najpełniejszym badaniem snu, lecz dla pacjenta oznacza noc w obcym miejscu, czujniki przyklejone do ciała i świadomość, że ktoś właśnie analizuje każde wiercenie się pod kołdrą. Trudno zasnąć naturalnie, gdy człowiek wygląda jak stanowisko testowe.

Domowy sprzęt EEG rozwiązuje część tego problemu. Pozwala zbierać pomiary w zwykłej sypialni, a przy odpowiednio zaplanowanym badaniu także przez kilka nocy. Dzięki temu lekarze i badacze mogą zobaczyć powtarzalne wzorce, zamiast opierać się na jednym wieczorze, który akurat mógł być wyjątkowo dobry albo wyjątkowo fatalny.
Właśnie dlatego Dreem 3S jest kierowany przede wszystkim do medycyny, badań klinicznych i firm rozwijających terapie neurologiczne, psychiatryczne oraz związane ze snem. Nie znajdziemy go obok smartwatchy w typowym sklepie z elektroniką. W Stanach Zjednoczonych urządzenie jest przeznaczone do użycia na zlecenie, a od czerwca 2025 roku oferuje się je pod nazwą Waveband. Powrót nazwy Dreem 3S w branżowych zestawieniach może więc sugerować premierę, choć regulacyjna historia urządzenia zaczęła się kilka lat wcześniej.
Kliniczny standard ma swoje granice
Dreem 3S otrzymał dopuszczenie FDA w procedurze 510(k) w 2023 roku. Zgodnie z dokumentacją jest przeznaczony do oceny snu u dorosłych w wieku od 22 do 65 lat. W badaniu porównawczym uczestniczyło 38 osób, a analizowany materiał obejmował ponad 303 godziny snu. Około 96,6% fragmentów zapisu uznano za odpowiednie do ręcznej oceny przez ekspertów.
Wyniki pokazują też, dlaczego ostrożność nadal jest potrzebna. Zgodność dla fazy N3 wyniosła ponad 98%, dla REM około 92%, lecz dla płytkiej fazy N1 jedynie 58%. Sen nie układa się w idealnie oddzielone szufladki, a nawet specjaliści potrafią różnić się w jego ocenie. Automatyzacja może ograniczyć część ludzkiej zmienności, ale nie zamienia nocnego EEG w nieomylną wyrocznię.
Pełna polisomnografia rejestruje ponadto znacznie więcej sygnałów. Może obejmować przepływ powietrza, wysiłek oddechowy, natlenienie krwi, ruchy kończyn, pracę mięśni i ruchy gałek ocznych. Opaska z EEG i akcelerometrem nie zastąpi całego tego zestawu w każdej sytuacji. Może bardzo dobrze opisać architekturę snu, lecz przy podejrzeniu bezdechu albo innych złożonych zaburzeń lekarz nadal może potrzebować szerszego badania.

Dokładniejszy wynik nie powinien odbierać snu
Coraz częściej widzę, że monitorowanie snu zaczyna przypominać ocenę pracy. Rano człowiek zagląda do aplikacji i dowiaduje się, czy noc wykonała plan. Gdy wynik jest niski, zmęczenie pojawia się czasem jeszcze przed pierwszą kawą. Lekarze opisali nawet zjawisko ortosomnii, czyli nadmiernego skupienia na osiąganiu idealnych parametrów snu i lęku wywołanego danymi z urządzeń.
Dreem 3S ma przewagę, bo powstał jako narzędzie medyczne, zamiast kolejnego generatora codziennego rankingu. Jego sens ujawnia się, gdy zapis służy diagnostyce, badaniu zmian w czasie albo ocenie działania terapii. Sam wykres pozostaje tylko wykresem. Dopiero kontekst objawów, rozmowa ze specjalistą i szersze dane nadają mu znaczenie.
Technologia domowego EEG wydaje mi się jednym z ciekawszych kierunków rozwoju urządzeń ubieralnych. Może oszczędzić pacjentom części wizyt w laboratorium i pokazać sen w bardziej naturalnych warunkach. Wolałabym jednak, by takie opaski pomagały nam rozumieć organizm, zamiast wychowywać kolejne pokolenie nocnych perfekcjonistów. Sen już wystarczająco łatwo zepsuć samą myślą, że koniecznie musi być doskonały.
