Jasny błękit i pomarańcz Gulf należą do najbardziej rozpoznawalnych zestawień barw w motorsporcie. Ich siła polega na tym, że nie trzeba być fanem wyścigów, by wiedzieć, z czym się kojarzą. To kod wizualny równie trwały jak klasyczne pasy Martini Racing czy czerwony lakier Ferrari. Problem w tym, że taki kod łatwo przesłodzić. TAG Heuer tym razem postawił na czerń, tytan i karbon, więc charakterystyczne kolory dostały odpowiednią oprawę.
Gulf na ciemnym tle wygląda znacznie lepiej
Nowy zegarek nie próbuje zamienić całej tarczy w błękitno-pomarańczową flagę. Główne pole pozostaje czarne, z lekko opalizującym wykończeniem, a pasy Gulf biegną pionowo po prawej stronie cyferblatu. Przechodzą przez skalę minutową i częściowo obejmują okienko datownika. Efekt jest mocny, ale uporządkowany.
To właśnie ten umiar sprawia, że projekt wypada dojrzalej od kilku wcześniejszych modeli TAG Heuera w kolorach Gulf. Mam wrażenie, że marka przez lata trochę zbyt ochoczo korzystała z intensywnego niebieskiego, który na zegarkowej tarczy potrafił wyglądać bardziej jak kolorowa zabawka niż wyścigowa ikona. Tutaj błękit nie musi sam udźwignąć całej opowieści. Towarzyszy mu matowa czerń, grafitowy tytan i nieregularna struktura karbonowego bezela.
Zegarek ma dzięki temu bardziej współczesny temperament. Nie przypomina eksponatu wyjętego z gabloty poświęconej motorsportowi sprzed pół wieku. Widać w nim zamiłowanie do wyścigowej estetyki, ale przełożone na język obecnych modeli Formula 1 – dużych, ostrych i wyraźnie technicznych.

44 mm, tytan i karbon – dyskretnie nie będzie
Koperta ma 44 mm średnicy, więc trudno udawać, że to propozycja dla osób szukających spokojnego zegarka na każdy dzień. Formula 1 Chronograph x Gulf chce być zauważony. Ma szeroki bezel ze skalą tachymetru, mocno zarysowane przyciski chronografu i bransoletę o zdecydowanie sportowej konstrukcji.
Całość wykonano z piaskowanego tytanu klasy 2. To dobry wybór przy takich rozmiarach, bo zegarek może pozostać relatywnie lekki mimo dużej koperty. Tytan ma też właściwy dla tego projektu chłodny, techniczny charakter. Polerowana stal dodałaby mu więcej elegancji, ale odebrałaby trochę surowości, która tutaj akurat jest potrzebna.
Jeszcze ciekawiej prezentuje się bezel z kutego karbonu. Materiał ma nieregularny rysunek, dlatego każdy egzemplarz będzie wyglądał odrobinę inaczej. W zegarkach z tego segmentu karbon często bywa ozdobnikiem użytym bez większego sensu, lecz tutaj pasuje do całości. Podkreśla, że TAG Heuer nie chciał przygotować wyłącznie nostalgicznej wariacji na temat dawnych wyścigów.

Tarcza pełna detali, ale bez chaosu
Na lewej stronie tarczy umieszczono trzy liczniki chronografu. Ich układ jest pionowy, co od razu odróżnia model od bardziej klasycznych konstrukcji z subtarczami rozstawionymi symetrycznie. Pomarańczowe i błękitne wskazówki liczników współgrają z pasami Gulf, a centralny sekundnik chronografu otrzymał intensywnie pomarańczowy lakier.
Indeksy mają błyszczące czarne wykończenie, a wskazówki godzinowa i minutowa są częściowo szkieletowane. Zastosowano również Super-LumiNova, więc zegarek zachowuje czytelność po zmroku. Projektantów kusiło tu wiele elementów naraz – kolorowe pasy, karbon, różne faktury, trzy subtarcze, skala tachymetru, datownik. Mimo tego tarcza nie rozpada się na przypadkową zbieraninę.
Pomaga czarne tło i konsekwentny podział kolorów. Błękit buduje ramę tarczy, pomarańcz wskazuje elementy związane z pomiarem czasu, a reszta pozostaje grafitowo-czarna. To drobiazg, lecz właśnie takie decyzje rozstrzygają, czy zegarek po kilku miesiącach nadal ma klasę, czy zaczyna męczyć nadmiarem atrakcji.
Pod pełnym deklem z wygrawerowanym logo Gulf pracuje automatyczny Calibre 16. To mechanizm dobrze znany z oferty TAG Heuera i raczej nikt nie będzie udawał, że mamy do czynienia z zegarmistrzowskim objawieniem. Konstrukcja oferuje funkcję chronografu, datownik i około 42 godziny rezerwy chodu.

Nie widzę w tym jednak problemu. Formula 1 Chronograph x Gulf ma przede wszystkim dobrze nosić się na co dzień, działać pewnie i wytrzymać więcej niż spokojne życie w zegarkowym pudełku. Wodoszczelność do 200 metrów, zakręcany dekiel oraz tytanowa bransoleta jasno sugerują, że to model dla osób, które lubią sprzęt o sportowym charakterze, ale nie chcą go zdejmować przy każdym bardziej aktywnym weekendzie.
Limitowana edycja dla tych, którzy wolą detal od logo
TAG Heuer przygotuje 1000 egzemplarzy tego modelu. Cena wynosi 6300 euro, czyli około 27 tysięcy zł. Sprzedaż ma ruszyć 3 lipca.
To dużo za zegarek z mechanizmem, który marka wykorzystuje także w innych modelach. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w tym przypadku wartość nie opiera się wyłącznie na kalibrze. Kupuje się projekt, materiały, limit oraz bardzo konkretny motoryzacyjny kontekst. Gulf ma dziś status znaku rozpoznawczego, który działa podobnie jak dobrze dobrana kurtka vintage – nie musi tłumaczyć swojej obecności, bo od razu wnosi do stylizacji własny charakter.
