Limitowane edycje bywają pięknie opakowaną pokusą dla kolekcjonerów, a czasem tylko droższą wersją czegoś, co już znamy. Tutaj sprawa jest ciekawsza, bo TAG Heuer połączył swój najbardziej dostępny, codzienny język wzorniczy z jednym z najbardziej rozpoznawalnych wyścigów świata. I zrobił to w formie, która nie krzyczy z nadgarstka jak kombinezon sponsora.
Motorsport to naturalne środowisko TAG Heuera
TAG Heuer i wyścigi samochodowe to duet, który trudno traktować jak marketingowy przypadek. W tle są dawne zegary deskowe Autavia, chronografy Carrera i Monaco, Formuła 1 oraz wieloletni związek z Indianapolis 500. Nowy Formula 1 Solargraph x Indy 500 korzysta z tej historii.
Zegarek ma 38 mm średnicy, stalową piaskowaną kopertę, stalową bransoletę i obrotowy bezel wykonany z materiału TH-Polylight. To rozmiar, który coraz bardziej mnie przekonuje, bo po latach zegarków udających narzędzia dla nurków, pilotów i pół drużyny ratunkowej wraca rozsądek. 38 mm na codziennym zegarku sportowym brzmi po prostu wygodnie. Nie trzeba mieć nadgarstka zawodnika IndyCar, żeby wyglądało to proporcjonalnie.
Na tarczy pojawia się czarna opalina, brązowy pierścień minutowy, indeksy z Super-LumiNova i logo Indy 500 przy godzinie szóstej. Brąz jest tu ważny, bo od razu odsuwa projekt od bezpiecznej czerni z czerwienią, czyli zestawu, po który marki motoryzacyjne sięgają z automatu. Efekt jest bardziej retro, trochę przykurzony, jak stary plakat z toru, który ktoś oprawił zamiast próbować go cyfrowo wygładzić.

Solargraph, czyli sportowy zegarek bez rytuału nakręcania
W środku pracuje kaliber TH50-00, czyli mechanizm Solargraph zasilany światłem. To kwarc solarny, więc od razu odpada część romantycznego uniesienia typowego dla mechanicznych zegarków. I dobrze. Coraz częściej widzę, że w praktyce wiele osób chce zegarka pięknego, markowego i wygodnego, ale bez trudnej obsługi.
Pełne naładowanie ma dawać do 10 miesięcy pracy, a krótka ekspozycja na światło wystarcza na cały dzień działania. Żywotność akumulatora określono na maksymalnie 15 lat. W zegarku inspirowanym motorsportem taka funkcjonalność wydaje mi się całkiem trafiona. Samochody wyścigowe nie są przecież kochane za to, że trzeba im ciągle coś wybaczać. Mają działać precyzyjnie, przewidywalnie i w odpowiednim momencie.
Wodoszczelność 100 metrów też dobrze pasuje do codziennego charakteru tego modelu. Nie czyni z niego sprzętu do wypraw specjalnych, ale pozwala traktować go swobodnie. To ważne, bo Formula 1 Solargraph nie wygląda jak zegarek do pudełka i miękkiej ściereczki. Bardziej jak coś, co powinno łapać drobne rysy razem z właścicielem.

Cena, limitacja i ten dobrze znany dylemat kolekcjonera
TAG Heuer Formula 1 Solargraph x Indy 500 kosztuje w Europie 2200 euro, czyli około 9300 zł. To już cena, przy której kończy się niewinna sympatia do ładnego gadżetu, a zaczyna bardzo świadoma decyzja. Zwłaszcza że mówimy o zegarku kwarcowym, nawet jeśli zasilanym światłem i opakowanym w atrakcyjną historię.
Edycja jest limitowana do 1110 sztuk, co nawiązuje do 110. edycji Indianapolis 500. Ten zabieg rozumiem. W świecie kolekcjonerskim liczby są jak przyprawy – użyte z umiarem dodają charakteru, użyte nachalnie zostawiają niesmak. Tutaj limitacja pasuje do okazji, choć oczywiście podbija temperaturę zakupu. Kto się waha, ten wie, że za chwilę może oglądać zegarek już głównie na rynku wtórnym, często z mniej sympatyczną ceną.
Mam jednak mieszane uczucia wobec samego pojęcia dostępności w przypadku takich modeli. Formula 1 Solargraph ma być bardziej przystępnym wejściem w świat TAG Heuera, ale 9300 zł za zegarek nadal nie jest spontanicznym zakupem po obejrzeniu wyścigu w niedzielę. To raczej propozycja dla kogoś, kto chce kawałek motoryzacyjnej mitologii na nadgarstku i umie zaakceptować, że za logo, historię oraz limitację płaci się równie realnie jak za stal i mechanizm.

Najbardziej przekonuje mnie w nim powściągliwość. Indy 500 to wydarzenie, które aż prosi się o przesadę: flaga w szachownicę, ostre kolory, wielkie napisy, może jeszcze jakaś grafika przypominająca prędkościomierz. TAG Heuer wybrał spokojniejszą drogę. Logo wyścigu jest widoczne, ale nie przejmuje całej tarczy. Brązowe akcenty ocieplają projekt, stalowa bransoleta trzyma go bliżej klasycznego zegarka sportowego niż sezonowej pamiątki.
Nie będę udawała, że 2200 euro za solarny kwarc to okazja. To drogi zegarek, mocno oparty na emocjach i marce. Ale akurat w tym przypadku emocje są podane z wyczuciem. Formula 1 Solargraph x Indy 500 ma w sobie trochę zapachu toru, trochę starego motorsportowego plakatu i trochę rozsądku współczesnego zegarka, który po prostu ma działać. A w świecie limitowanych edycji to już całkiem dużo.
