Kraszewski napisał ponad dwieście powieści. Czy zna pani kogoś, kto je wszystkie przeczytał?

Nie. Ale czy to jest miara jego wielkości i roli w naszej literaturze? Czy twierdząca odpowiedź na takie pytanie tę wielkość istotnie poświadcza? Czy przeciętny czytelnik przeczytał  wszystko, co wyszło spod pióra Stefana Żeromskiego? Czy każdy miłośnik poezji zna wszystkie tomiki poezji Czesława Miłosza?

Pewnie jednak o to łatwiej… Ale jak w ogóle Kraszewski zdołał napisać tak wiele książek? Zatrudniał pomocników jak Dumas?

Kraszewski wszystkie dzieła napisał sam. Nikomu nie dyktował powieści – choć go o to posądzano. I nie pisał bez przerwy. Na prace literackie poświęcał godziny popołudniowe i nocne. Znamy porządek dnia Kraszewskiego – jego opis pozostawił Aleksander Brzostowski, porządkujący pisarzowi bibliotekę w okresie drezdeńskim. Znajdziemy tam taki fragment: „Nie uwierzycie też może, gdy powiem, że Kraszewski na cały ogrom wszystkich prac literackich potrzebował zaledwie 5 do 6 godzin dziennie, gdyż pisał mniej więcej od wpół do ósmej wieczorem do dwunastej, do pierwszej lub najdalej do wpół do drugiej w nocy, (…) Zasiadłszy raz do biurka i przygotowawszy zawczasu pewną ilość piór gęsich, pisał już bez wytchnienia, pisał nieustannie, nieoderwanie, z niedoścignioną szybkością. Na zapełnienie drobnym, a wcale wyraźnym pismem całej stronicy potrzebował nie więcej jak około 10 minut”. A dwutomową powieść pisał 10 dni.

„Tajemnicę” jego kreatywności wyjaśnia jedna z myśli, które kładł na kartach tytułowych wielu swych dzieł. To „Nulla dies sine linea” – „Ani dnia bez linijki” – maksyma przypisana przez Pliniusza greckiemu malarzowi Apellesowi.

Systematyczność byłaby więc jedną z dróg, którymi doszedł Kraszewski do takiej ilości stworzonych dzieł. Dorobek pisarza jeden ze znawców jego twórczości Józef Bachórz szacuje na: 220 powieści w 400 tomach, 150 opowiadań, nowel i obrazków; ponad 20 dzieł dramatycznych, 10 tomów poetyckich, ponad 20 tomów dzieł naukowych (m.in. o historii Litwy, etnografii, historii kultury i językoznawstwa), 21 przekładów na języki obce oraz „niezliczona” ilość artykułów do czasopism. Był pisarz także muzykiem amatorem, utalentowanym malarzem i rysownikiem. Tę dziedzinę artystycznej twórczości ukochał chyba najbardziej. Malował obrazy olejne, akwarele, zostawił około 2000 rysunków – do dziś zachowało się, niestety, tylko 900. W wieku dojrzałym nauczył się akwaforty, pod koniec życia malował też na porcelanie. Był zapalonym kolekcjonerem – a jego kolekcje są ważną częścią narodowego dziedzictwa. Zajmowała go również działalność społeczna – był w Żytomierzu kuratorem szkół, dyrektorem teatru szlacheckiego i zajmował się budową gmachu teatralnego, stojącego tam do dziś, na którym umieszczono kilka lat temu tablicę upamiętniającą zasługi pisarza.

Czyli grunt to systematyczność?

Nawet zamierzona, praktykowana jako „metoda na życie” systematyczność nie wyjaśnia wszystkiego. Zapewne były też przyczyny psychologiczne, osobowościowe. Był też „duch czasów”. Zrodził potrzebę twórcy-przewodnika narodu, wieszcza. I choć ten ostatni termin zarezerwowany jest właściwie dla wielkich poetów romantycznych, Maria Janion napisała o Kraszewskim, że wszystkie tematy, dylematy romantyzmu „przerobił” na powieść. Pozostawszy więc w kręgu wielkich problemów romantyzmu – podał je w łatwiejszej, bardziej „demokratycznej” formie. Powieści i artykułu prasowego. Dotarcie jak najszybciej do jak największej ilości czytelników i danie im duchowej strawy – to był jego cel. Strawa ta miała powodować dźwiganie się uciśnionego narodu, bronić go w chwilach zwątpień i wzmożonych represji. Miała czynić rodaków mądrzejszymi, wprowadzać ich na drogę postępu – który jest istotą świata.

Cóż, wśród studentów polonistyki krąży rada, by podczas egzaminów sięgać po zapomniane powieści Kraszewskiego, bo nie znają ich nawet egzaminatorzy i można do woli fantazjować na ich temat.

Wyjdę może na starego zgreda, ale rada owa nie jest argumentem przeciw Kraszewskiemu, tylko przeciw tym polonistom.

Krytycy Kraszewskiego twierdzą, że ilość dzieł nie przeszła w jakość. Są jakieś zapomniane arcydzieła czy perły, niemające odpowiednika w twórczości innych pisarzy?

Nie ma żadnego zapomnianego arcydzieła Kraszewskiego, bo nie pisał arcydzieł. Jest natomiast wiele wartościowych dzieł, interesujących także dla człowieka współczesnego. Pisarz, który nie był ulubieńcem literaturoznawców, w ostatnim czterdziestoleciu jest przez nich na nowo „odkrywany” (chociaż ze świadomości młodego pokolenia odchodzi, bo usunięto go z lektur szkolnych). „Zdziwienia Kraszewskim” z 1990 r., „Kraszewski, pisarz współczesny” z 1996 r., „Europejskość i rodzimość. Horyzonty twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego” z 2006 r. – to tylko niektóre tytuły tomów rozpraw, które wydobyły z dzieł pisarza tematy i sprawy niezmiernie zajmujące dla czytelnika współczesnego. Objął bowiem refleksją, zdiagnozował, opisał i zaproponował sposoby rozwiązań w – rzec można – wszystkich sprawach istotnych dla narodu. Będącego w niewoli politycznej i rozpoczynającego trudną drogę budowy nowego społeczeństwa kapitalistycznego, z wielkim bólem przełamującego ograniczenia narzucone przez „szlachecki punkt widzenia”. Pisał o oświacie dla ludu, palącej konieczności rozwiązania kwestii włościańskiej, potrzebie ratowania zabytków przeszłości (szczególnie na Kresach), modzie na bywanie w „kurortach” i specyficznej kulturze owych miejsc, deklasacji przedstawicieli warstwy szlacheckiej… 

 

W „Ostatnim z Siekierzyńskich” zaleca zdeklasowanemu szlachcicowi zajęcie się handlem, choć jednocześnie pokazuje, że tradycyjne wyobrażenia na temat honoru czynią tę drogę właściwie niedostępną. Temat uzdrowiska znajdziemy w „Wielkim nieznajomym”. Pisarz osobiście przeprowadzał akcje inwentaryzacji zabytków Wołynia – opisując i rysując niszczejące ślady wielkości i dramatycznych dziejów tych ziem. Postulował także fotografowanie zabytków! Bo i w dziejach fotografii w Polsce ma swoje miejsce – jako pierwszy prywatny kolekcjoner zdjęć.

Ale znamy go przede wszystkim jako twórcę, sięgającego po wątki historyczne. Tymczasem dziś nawet „Stara baśń" okazuje się wyzwaniem dla młodzieży. A i ekranizacja nie należała do udanych. 

Kraszewski stworzył własny model powieści historycznej: powieść dokumentalną, opartą na rzetelnej wiedzy, gdzie tkankę fabularną buduje się z historycznych faktów, a głównym bohaterem jest często król, hetman, ważna postać naszych dziejów. Ten model najpełniej realizuje cykl „kronik historycznych”, zaczęty „Starą baśnią” i zakończony „Saskimi ostatkami”. To 29 powieści w 78 tomach. Zważywszy, że poza tym cyklem powstało kilka powieści na temat dramatycznego momentu utraty niepodległości, można powiedzieć, że całe dzieje przedrozbiorowe Kraszewski opisał systematycznie w powieściach. I tu ciągle trzeba przypominać, że ten rzetelny, ale łatwy, bo powieściowy wykład dziejów, otrzymał naród w niewoli politycznej. To m.in. dlatego współcześni wręcz czcili Kraszewskiego, czego najbardziej widocznym dowodem był jubileusz pięćdziesięciolecia jego pracy literackiej z 1879 r. Na krakowskie obchody jubileuszu zjechało 12 tysięcy przedstawicieli wszystkich regionów Polski. Pisarz był także bardziej od innych obiektywny w ocenach i komentowaniu naszych dziejów. Także bardziej krytyczny. 

Z kolei dzięki cyklowi poetyckiemu „Anafielas. Pieśni z podań Litwy” Kraszewski uważany jest na Litwie do dziś za jednego z tych, którzy uratowali pamięć o przedchrześcijańskiej kulturze tego narodu. Szedł więc pisarz drogą, którą w XX w. prowadzili nas i Jerzy Giedroyć, i Czesław Miłosz.

Wracając do urody dzieł pisarza – w wielu z nich osiągnął poziom dobrej literatury, co pozwala do dziś czytać z dużą przyjemnością „Hrabinę Cosel”, „Matkę królów”, „Ulanę” czy „Jermołę”. A „Starą baśń” bym wręcz zalecała. Znajomość mitologii greckiej jest kulturowym obowiązkiem, bo bez tego nie będziemy rozumieć dużej części dzieł  europejskich. Czy ten sam obowiązek nie dotyczy dzieła, które wykorzystuje nasze mity narodowe? A filmowa wersja tej powieści istotnie jest słaba. Powieść jest lepsza, więc spróbujmy ją czytać.

Czy Kraszewski nie został trochę wyparty przez Sienkiewicza? Czy „Krzyżacy 1410” ustępują Sienkiewiczowskim „Krzyżakom”?

Henryk Sienkiewicz rzeczywiście odebrał Kraszewskiemu część czytelników. Jego powieść jest literacko doskonalsza. Na temat roli Kraszewskiego w dziejach naszej powieści oraz na temat obu dzieł o bitwie pod Grunwaldem wypowiedział się Tadeusz Różewicz w „Przygotowaniu do wieczoru autorskiego”.

Pisał: „Daleki jestem od robienia z Kraszewskiego polskiego Balzaka, Kraszewski to Kraszewski. Nie robię z niego prekursora polskiej »antypowieści«, ale był prekursorem Sienkiewicza, Prusa (nie jestem nb. pewien, czy »Krzyżacy« Kraszewskiego są gorszą powieścią od »Krzyżaków« Sienkiewicza). Nie zamierzam głosić, że Kraszewski jest Zolą czy Dostojewskim, ale broniłbym go przed pobłażliwą pogardą moich współczesnych”. Uwierzmy staremu poecie. „Krzyżacy 1410” Kraszewskiego są powieścią, którą warto przeczytać. Choćby dlatego, że mówi również o tym, że nie potrafiliśmy wykorzystać tego wielkiego zwycięstwa.

Kraszewski był z pokolenia romantyków. Jego powieści zaczęły ukazywać się od początku lat trzydziestych XIX w. Nasza powieść znajdowała się wówczas w powijakach. To Kraszewski, dzięki ogromowi napisanych utworów i podjętych w nich tematów, dzięki odpowiadaniu w nich na najżywotniejsze wyzwania współczesności, przyczynił się do stworzenia klimatu, w którym „wybuchła” powieść czasów pozytywizmu. To Kraszewski stworzył czytelnika, wręcz stworzył popyt na powieść. A ponadto dał tyle wzorów, pomysłów fabularnych, że pozytywiści mogli czerpać z tej skarbnicy pełnymi garściami. Eliza Orzeszkowa ujęła to tak: „Jak gałęzie z drzewa swego, z niego początek swój bierzem”.

Powieściopisarze polscy wzięli istotnie z Kraszewskiego tak wiele, opracowawszy jego wzory najczęściej o klasę lepiej, że ta ilość zapożyczeń, odniesień, także polemik, w pełni uzasadnia słowa Orzeszkowej. Oto kilka dzieł, tematów i postaci wywiedzionych z Kraszewskiego. Janko, niedoszły muzykant, pierwowzór ma w „Historii kołka w płocie”. Niezłomnego Juranda ze Spychowa i losy nieszczęsnej Danuśki odnajdziemy w „Waligórze”. Zainteresowanie dziejami starożytnego Rzymu i okresem prześladowania chrześcijan rozbudził przed Sienkiewiczem Kraszewski w dwóch powieściach: „Caprea i Roma” i „Rzym za Nerona”. Jedna z najbardziej wzruszających postaci z „Lalki” Prusa – Rzecki – ma odpowiednik w „Dzienniku starego dziada” (a i erotyczne fantazje Izabeli Łęckiej można wywieść z Kraszewskiego). Ofiarny doktor Judym Żeromskiego nawiązuje zaś do bohatera „Ostapa Bondarczuka”. Kraszewski jest też pisarzem, który najpełniej w naszej literaturze opisał rolę kobiety w społeczeństwie. Znajdziemy w jego powieściach wszystkie niemalże funkcje, w jakich kobieta występuje. Od tych tradycyjnych – matki Polki, strażniczki domowego ogniska, tradycji narodowej i dawnego obyczaju – po kobiety poszukujące własnego miejsca w życiu, łamiące normy społeczne i obyczajowe.

Jeśli ktoś mówi o wtórności Kraszewskiego, to zapytać należy: wobec czego miałby być wtórny? Jego dzieła mają rzeczywiście wiele odpowiedników, ale późniejszych. To on był wzorem. I jeszcze jedno – był pisarzem, który wprowadził polską powieść do Europy. Ponad 70 jego dzieł miało w XIX w. przekłady na języki obce.

Pojawiają się jednak zarzuty, że rok 2012 powinien być rokiem Prusa, nie Kraszewskiego. W czym Kraszewski przerastał Prusa?

 

Prus jest oczywiście pisarzem lepszym od Kraszewskiego. Szkoda, że trzeba było dokonać wyboru między tymi twórcami. Sejm może jednak wybrać tylko trzech patronów roku. Uhonorowano w Kraszewskim przedstawiciela inteligencji polskiej. Jego z nią związki Manuela Kalicka w „Polityce” tak niedawno określiła: „Kiedy dorastał, inteligencja – warstwa społeczna, do której przynależność obecnie ponoć jest passé i trąci myszką – dopiero się rodziła. Józef Ignacy Kraszewski (…) był jednym z jej pierwszych przedstawicieli”.  I dodać należy, że był przez swoich współczesnych uznany za jednego z jej najwybitniejszych przedstawicieli, wręcz za postać inteligencję symbolizującą. A cechą wyróżniającą tej warstwy było poczucie misji i życie będące tej misji spełnieniem. W tym pojęciu mieścił się i obowiązek podtrzymywania polskości, ze szczególnym naciskiem na dbałość o język i kulturę polską, i walka o sprawiedliwość, i walka z pojmowaniem „innego” jako wroga. I to między innymi z owego poczucia misji wzięło się tytaniczne dzieło życia Kraszewskiego.

Z zaskoczeniem znalazłem w internecie popularyzującą Kraszewskiego stronę http://projekt-kraszewski.blogspot.com. Czyli są jednak  ludzie, którzy nie zapominają o Kraszewskim. 

Ta strona i wnioski z niej wypływające to najwspanialszy prezent, jaki czytelnicy z początku XXI w. mogli Kraszewskiemu ofiarować. A nawiasem mówiąc – pisarz zapewne żywo interesowałby się internetem, był bowiem bardzo czułym obserwatorem współczesności. Interesowało go wiele nowości, które rodziły się na jego oczach, jak choćby wspomniana już fotografia.