Europejczycy wcale nie rezygnują z wakacji. W badaniu Europ Assistance 77% ankietowanych deklaruje, że nadal planuje letni wyjazd, mimo droższych lotów, niepewności gospodarczej i coraz bardziej kapryśnych kosztów podróży. To sporo, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że wakacje dla wielu osób przestały być niewinną przyjemnością, a stały się pozycją w domowym budżecie wymagającą niemal takiej uwagi jak rata kredytu czy większy remont.
Tani lot bywa początkiem drogich wakacji
Najbardziej zdradliwe w planowaniu urlopu jest dziś to, że cena biletu lotniczego potrafi przykryć resztę kosztów. Widzimy promocyjne 199 zł, a potem dopiero zaczyna się dopisywanie: bagaż, wybór miejsca, transfer z lotniska oddalonego o godzinę drogi, obiad w mieście, w którym kawa kosztuje tyle, co porządne śniadanie w Polsce. I nagle okazuje się, że oszczędność była bardziej estetyczna niż realna.
To szczególnie ważne przy popularnych europejskich kierunkach. Z danych przytaczanych w analizach podróżniczych wynika, że ceny biletów lotniczych na wybranych trasach z Amsterdamu wzrosły średnio o 13,1%, a koszt lotu dla czteroosobowej rodziny, bez opłat za bagaż, poszedł w górę z 808 euro do 914 euro, czyli z około 3420 zł do około 3860 zł. To już nie jest różnica na lody i magnesy z wakacji, tylko kwota, którą realnie czuć.
Dlatego coraz bardziej przekonuje mnie zasada, że przy szukaniu tanich wakacji nie powinno się pytać wyłącznie, dokąd najtaniej dolecieć. Lepsze pytanie brzmi: ile będzie kosztował cały dzień na miejscu? Bo tani kierunek zaczyna się dopiero wtedy, gdy po wylądowaniu nie trzeba nerwowo przeliczać każdego biletu autobusowego i każdego obiadu.
Pociąg wraca do gry
Podróż koleją przez Europę brzmi pięknie, dopóki nie spojrzymy na rozkład, liczbę przesiadek i ceny w ostatniej chwili. A jednak w tym sezonie pociąg faktycznie może być bardziej rozsądną opcją niż samolot, zwłaszcza przy krótszych dystansach i planowaniu z wyprzedzeniem. Badanie Raisin pokazało, że ceny przejazdów kolejowych z Amsterdamu wzrosły tylko o 2,5%, a na 9 z 10 analizowanych tras pociąg wypadał taniej niż lot. Wyjątkiem była podróż do Londynu.

Nie chodzi więc o to, by nagle udawać, że każdy urlop powinien zaczynać się na dworcu i kończyć zdjęciem z kubkiem kawy w wagonie. Bardziej o zmianę automatyzmu. Przez lata pierwszym odruchem było wpisanie kierunku w wyszukiwarkę lotów. Teraz opłaca się sprawdzić także pociąg, autobus, dojazd własnym autem albo wakacje bliżej domu. Trochę mniej romantycznie, ale często taniej i spokojniej.
Wakacje blisko domu przestały być planem awaryjnym
Jeszcze kilka lat temu staycation brzmiało jak elegancka nazwa dla sytuacji, w której nie udało się nigdzie wyjechać. Teraz ten trend wygląda znacznie poważniej. Dane Airbnb pokazują, że 25% podróżnych w takich krajach jak Francja, Niemcy, Szwecja, Portugalia i Holandia planuje w 2026 roku wakacje we własnym kraju. Ci, którzy wyjeżdżają za granicę, częściej wybierają krótsze dystanse. W Szwecji mediana odległości rezerwacji spadła od 2023 roku o 26% i wynosi mniej niż 500 kilometrów.
Trudno mi się temu dziwić. Bliski wyjazd daje mniej poczucia wielkiej wyprawy, ale często zabiera też mniej energii. Nie ma lotniska o czwartej rano, kolejki do kontroli, nerwowego ważenia walizki i kalkulowania, czy kosmetyczka zmieści się jeszcze w małym bagażu. Jest za to większa szansa, że urlop zacznie się odpoczynkiem, a nie logistycznym testem charakteru.
Najtańsze miasta nie zawsze są tam, gdzie patrzymy
W zestawieniach najbardziej opłacalnych city breaków coraz mocniej widać Europę Środkową, Wschodnią i Bałkany. W rankingu Post Office Travel Money dla 2026 roku najwyżej znalazło się Sarajewo, gdzie koszyk typowych kosztów turystycznych dla dwóch osób wyceniono na 287 euro, czyli około 1210 zł. Dalej pojawiły się między innymi Bukareszt za 299 euro, czyli około 1265 zł, Tirana za 304,50 euro, czyli około 1290 zł, oraz Belgrad za 307 euro, czyli około 1300 zł.

To są miasta, które często przegrywają w głowie z bardziej oczywistymi kierunkami. Paryż, Barcelona czy Amsterdam mają swoją siłę, ale potrafią zjeść budżet szybciej niż człowiek zdąży powiedzieć, że przecież miało być tylko na trzy dni. Sarajewo, Tirana czy Belgrad wymagają odrobinę większej ciekawości, za to mogą dać coś, czego w najbardziej obleganych miejscach Europy coraz trudniej szukać: poczucie odkrywania miasta, a nie tylko realizowania listy obowiązkowych punktów.
Czerwiec i wrzesień są dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na elastyczność
Największym luksusem w tanim podróżowaniu nie zawsze są pieniądze. Często jest nim elastyczność. Kto może wyjechać poza szczytem sezonu, ten nadal ma większą szansę złapać sensowną cenę i uniknąć tłumów. Skyscanner wskazuje, że w 2026 roku najtańszym tygodniem letnich podróży ma być okres od 29 czerwca do 5 lipca, a czerwiec i wrzesień pozostają miesiącami, w których łatwiej połączyć dobrą pogodę z niższymi cenami.
Oczywiście to rada z gwiazdką. Rodzice dzieci szkolnych, osoby pracujące w konkretnych terminach czy ci, którzy muszą dopasować urlop do grafiku całej rodziny, nie zawsze mogą po prostu wybrać wrzesień i cieszyć się pustszą plażą. Ale nawet wtedy warto patrzeć szerzej: zmienić dzień wylotu, sprawdzić pobliskie lotniska, porównać pakiet z samodzielną rezerwacją i policzyć koszty na miejscu, zanim klikniemy rezerwuj.

Budżetowe wakacje stały się ćwiczeniem z rozsądku
Trochę szkoda tej dawnej beztroski, w której wakacje wybierało się bardziej sercem niż arkuszem kalkulacyjnym. Ale może nie wszystko w tej zmianie jest złe. Droższe podróżowanie zmusza nas do większej uważności. Do pytania, czy naprawdę potrzebujemy najbardziej oczywistego kierunku. Czy tydzień bliżej domu nie da nam więcej odpoczynku niż trzy dni w miejscu, do którego lecimy tylko dlatego, że wszyscy już tam byli. Czy warto dopłacać do zdjęcia z miasta, które znamy głównie z Instagrama.
Tanie wakacje w 2026 roku nadal są możliwe, ale coraz rzadziej trafiają się przypadkiem. Trzeba je złożyć z kilku rozsądnych decyzji: terminu, środka transportu, kierunku, noclegu i sposobu wydawania pieniędzy na miejscu. To mniej spontaniczne niż dawniej. Za to może bardziej uczciwe wobec naszego portfela i naszego zmęczenia.
