powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Tantal, lite złoto i kilka dni pracy nad jedną tarczą. Atelier Wen już nie gra w lidze mikrobrandów

Jeszcze kilka lat temu wysoka cena i napis Made in China tworzyły w świecie luksusowych zegarków dość ryzykowne połączenie. Kolekcjoner przyzwyczajony do Genewy, Le Brassus czy Schaffhausen mógł co najwyżej unieść brew. Atelier Wen konsekwentnie pracuje nad tym, żeby podobna reakcja stała się zwyczajnie nieaktualna.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Tantal, lite złoto i kilka dni pracy nad jedną tarczą. Atelier Wen już nie gra w lidze mikrobrandów
Chcesz czytać więcej treści jak „Tantal, lite złoto i kilka dni pracy nad jedną tarczą. Atelier Wen już nie gra w lidze mikrobrandów"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Najnowszy Inflection Shuò, przygotowany wspólnie z Massena LAB, jest chyba najbardziej bezczelnym krokiem w tym kierunku. Kosztuje 33 800 franków szwajcarskich, czyli około 155 tysięcy zł przed podatkami, powstanie w zaledwie 50 egzemplarzach i korzysta z materiałów oraz technik, które spokojnie odnajdują się w katalogach znacznie starszych europejskich manufaktur.

Mam wrażenie, że właśnie cena będzie dla wielu osób bardziej interesująca niż sam zegarek. Atelier Wen zaczynało przecież w 2018 roku od kampanii na Kickstarterze. Za marką stoją Francuzi Robin Tallendier i Wilfried Buiron, których połączyła fascynacja Chinami i irytacja tym, jak łatwo chińskie rzemiosło sprowadza się na Zachodzie do taniej produkcji masowej. Ich pierwotnym celem był zegarek wysokiej jakości z chińską duszą. Osiem lat później proszą klientów o kwotę, za którą można wejść bardzo głęboko w świat uznanych szwajcarskich marek.

Tantal sprawia, że już sama koperta jest pokazem możliwości

Inflection pojawił się wcześniej jako pierwsza stała kolekcja zegarków z kopertą i pełną zintegrowaną bransoletą wykonaną z tantalu o czystości 99,9%. Shuò rozwija tę konstrukcję. Koperta ma 40 mm średnicy, 45 mm od ucha do ucha i 10,2 mm grubości. Wodoszczelność wynosi 100 metrów. Bransoleta zwęża się z 22 do 18 mm, otrzymała szybkie wypinanie oraz czterostopniową mikroregulację możliwą do wykonania podczas noszenia.

Tantal jest tu ważniejszy, niż sugerowałaby rubryka materiał koperty. Ma charakterystyczny ciemny, lekko niebieskawy odcień, dużą gęstość i bardzo wysoką odporność na korozję. Jednocześnie obróbka oraz polerowanie tego metalu potrafią być wyjątkowo trudne. Atelier Wen dodatkowo skomplikowało sobie życie przez formę koperty pełną wklęsłości, wypukłości, polerowanych faz i szczotkowanych powierzchni.

W branży, w której stalowa koperta potrafi kosztować tyle co nowe auto, przynajmniej tutaj łatwo wskazać coś więcej niż logo uzasadniające cenę.

Złota tarcza powstaje przez kilka dni i jeden błąd może ją zniszczyć

Prawdziwa demonstracja rzemiosła zaczyna się jednak pod szkłem. Bazę tarczy wykonano z litego 18-karatowego białego złota. W zależności od wersji pierścień godzinowy również jest biały albo powstaje z różowego złota. Sama tarcza waży około 14,6 grama, więc szlachetny metal nie pełni tu roli cienkiej dekoracyjnej warstwy.

Powierzchnię wykańcza ręcznie Coralie Mercier dla szwajcarskiego GT Cadrans techniką tremblage. Rytownik prowadzi rylec po złocie, tworząc tysiące drobnych, nieregularnych nacięć. Obróbka jednej tarczy może zajmować kilka dni, a poważny błąd oznacza konieczność rozpoczęcia pracy od początku. Właśnie od migotania tak przygotowanej powierzchni pochodzi nazwa Shuò, oznaczająca coś błyszczącego lub promiennego.

Jeszcze ciekawiej wygląda skala godzinowa. Atelier Wen i Massena LAB sięgnęły po pomysł tarczy typu California, ale potraktowały go bardzo swobodnie. W górnej połowie znalazły się specjalnie zaprojektowane cyfry arabskie, w dolnej ręcznie kaligrafowane chińskie znaki. Wszystkie indeksy są później grawerowane ręcznie. Całość uzupełnia wzór huiwen oraz niebieskie wskazówki.

Efekt jest luksusowy, lecz trudno pomylić go z kolejnym europejskim zegarkiem inspirowanym wzorami sprzed pół wieku. I właśnie w tym kierunku Atelier Wen wydaje mi się szczególnie przekonujące. Chińskie odniesienia znajdują się w projekcie z konkretną funkcją estetyczną, zamiast pełnić rolę egzotycznego ornamentu doklejonego na potrzeby marketingu.

W środku pracuje Girard-Perregaux. To również ciekawy symbol

Mechanizm dostarcza Girard-Perregaux. Automatyczny GP03300 został jednak mocno zmodyfikowany dla Atelier Wen. Pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę, ma 27 kamieni i zapewnia około 48 godzin rezerwy chodu. Został wyregulowany w pięciu pozycjach oraz pod kątem temperatury.

Przez szafirowy dekiel można zobaczyć szkieletowane mostki pokryte rutenem. Ich kształt nawiązuje do przedstawień wiatru znanych z historycznego chińskiego malarstwa. Pojawiają się faliste pasy, polerowane śruby oraz rotor pokryty różowym złotem 5N.

Można oczywiście dostrzec pewną ironię w tym, że marka walcząca o pozycję chińskiego zegarmistrzostwa korzysta ze szwajcarskiego mechanizmu. Mnie ten zabieg akurat nie przeszkadza. Dzisiejsze niezależne zegarmistrzostwo coraz częściej przypomina mi dobrą restaurację – znaczenie ma pochodzenie składników, ale jeszcze większe to, kto je wybiera, łączy i co ostatecznie trafia na stół.

50 zegarków za około 155 tysięcy zł. Chętnych trzeba jeszcze wybrać

Cała seria obejmuje 50 sztuk. 40 egzemplarzy otrzyma pierścień godzinowy z różowego złota i trafi do szerszej sprzedaży. Pozostałych 10 z białym złotem zarezerwowano dla dotychczasowych klientów Atelier Wen oraz Massena LAB.

Producent dodatkowo nie prowadzi zwykłej sprzedaży według zasady kto pierwszy, ten lepszy. Potencjalny nabywca zgłasza zainteresowanie, a marka przyznaje poszczególne egzemplarze. Po otrzymaniu przydziału trzeba wpłacić 50% ceny. Dostawy mają ruszyć w styczniu 2027 roku i potrwać do kwietnia.

33 800 franków szwajcarskich daje obecnie około 155 tysięcy zł, jeszcze przed doliczeniem podatków. Przy takim poziomie cenowym Atelier Wen trafia do miejsca, gdzie kończą się argumenty o atrakcyjnym stosunku jakości do ceny, a zaczyna walka o pieniądze bardzo doświadczonych kolekcjonerów.

Inflection Shuò pokazuje, jak szybko zmienia się geografia luksusu. Szwajcaria nadal posiada historię, nazwiska i ogromny kapitał prestiżu. Atelier Wen ma za sobą zaledwie osiem lat. Coraz trudniej jednak oceniać takie zegarki przez pryzmat kraju pochodzenia. Patrzę na ręcznie grawerowaną złotą tarczę, pełną tantalową bransoletę i indywidualnie opracowany mechanizm Girard-Perregaux i myślę, że większym problemem Atelier Wen może być dziś przekonanie klientów do nieznanego logo niż udowodnienie im jakości samego zegarka.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Tantal, lite złoto i kilka dni pracy nad jedną tarczą. Atelier Wen już nie gra w lidze mikrobrandów"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX