Bo prawda jest taka, że pierwszym krokiem, zamiast diagnozowania się poprzez kolejne rolki, powinny być badania. A według portalu Pacjent.gov.pl warto zwracać uwagę m.in. na nagłe zmiany masy ciała, przewlekłe zmęczenie, problemy z koncentracją, wypadanie włosów czy uczucie ciągłego zimna albo nadmiernego gorąca.
W praktyce oznacza to kontrolne badania laboratoryjne z krwi, przede wszystkim TSH, a w razie wskazań także FT3, FT4 oraz przeciwciała przeciwtarczycowe. Lekarz może też zlecić badanie obrazowe, np. USG tarczycy.
W dyskusjach o tarczycy coraz częściej mówi się też o tym, czego rzeczywiście potrzebuje. A potrzebuje konkretnych pierwiastków do prawidłowego działania. Jod, selen czy cynk są realnie ważne dla produkcji hormonów tarczycy i całego metabolizmu. Potwierdzają to zarówno źródła NIH, jak i przeglądy badań dotyczących żywienia w chorobach tarczycy.
Orzechy brazylijskie – łatwo przesadzić
Przez długi czas sama widziałam w internecie bardzo proste porady: jedz orzechy brazylijskie, bo mają dużo selenu i wspierają tarczycę. To prawda – selen odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu organizmu, bierze udział m.in. w metabolizmie hormonów tarczycy.
Tylko że w mediach społecznościowych bardzo często pomijany jest jeden szczegół: orzechy brazylijskie należą do najbardziej skoncentrowanych źródeł selenu w diecie. A nadmiar tego pierwiastka również może okazać się w jakiś sposób szkodliwy.
NIH zwraca uwagę, że zbyt wysokie spożycie selenu może prowadzić m.in. do problemów żołądkowych, łamliwości paznokci, wypadania włosów czy charakterystycznego czosnkowego zapachu z ust.
Tu pojawia się problem współczesnego podejścia do zdrowia i do weryfikacji zdobytych informacji. Bardzo łatwo zamienić rozsądną, różnorodną dietę w obsesję na punkcie superfoods. Rozsądniej jest więc zjeść kilka takich orzechów tygodniowo niż codziennie sięgać po nie garściami.
Czytaj też: Dieta jeszcze nigdy nie była tak przyjemna. Nowa supetruskawka robi furorę
Algi i jod – tarczyca ich potrzebuje, ale nadmiar też może zaszkodzić
Jod jest bardzo ważny dla produkcji hormonów tarczycy. Bez niego organizm zwyczajnie nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować. Dlatego wiele osób zaczyna sięgać po algi, kelp albo suplementy z ogromnymi dawkami jodu. Szczególnie często robią to osoby z Hashimoto, które szukają sposobu, żeby wesprzeć pracę tarczycy.
Ale tutaj też trzeba uważać. Zarówno niedobór, jak i nadmiar jodu mogą negatywnie wpływać na funkcjonowanie tarczycy. NIH oraz przeglądy badań podkreślają, że zbyt wysokie spożycie tego pierwiastka również może prowadzić do zaburzeń hormonalnych.
I szczerze mówiąc – właśnie to najbardziej mnie zaskakuje. Bardzo często słyszę, że dieta jest prosta jak matematyka: skoro czegoś potrzebujemy, to więcej znaczy lepiej. A organizm nie działa jednak tak zero-jedynkowo i żadna skrajność nie jest dla niego dobra.
Zwłaszcza że w Polsce od lat funkcjonuje jodowanie soli, więc wiele osób dostarcza już pewną ilość jodu każdego dnia. Dorzucanie do tego suplementów i dużych ilości alg może sprawić, że zamiast pomóc sobie – przesadzimy.
Ryby są świetne dla tarczycy, ale warto patrzeć szerzej
Ryby regularnie pojawiają się w zaleceniach dotyczących zdrowia tarczycy i trudno się temu dziwić. Są źródłem jodu, selenu i wielu innych składników ważnych dla organizmu.
Nawet najzdrowsze produkty powinny być elementem zróżnicowanej diety, a nie jedynym rozwiązaniem na wszystkie problemy. To zresztą powtarza się praktycznie przy każdym temacie związanym z tarczycą. Mam wrażenie, że organizm dużo bardziej lubi regularność i równowagę niż dietetyczne skrajności.
Czy brokuły, kapusta i soja naprawdę szkodzą tarczycy?
To chyba jeden z najbardziej przesadzonych internetowych mitów ostatnich lat. Chodzi o przekonanie, że niektóre produkty powszechnie uznawane za korzystne dla zdrowia jednocześnie szkodzą tarczycy.
Brokuły, kalafior, jarmuż czy kapusta regularnie pojawiają się na listach produktów zakazanych przy Hashimoto. Podobnie soja. Tymczasem dostępne badania sugerują, że warto podejść do tego spokojniej. Dostępne przeglądy badań sugerują, że przy normalnym spożyciu nie ma powodu, by automatycznie wyrzucać warzywa krzyżowe z diety osób z Hashimoto.

Owszem, warzywa krzyżowe zawierają związki, które w bardzo dużych ilościach mogą wpływać na wykorzystanie jodu przez organizm. Ale mówimy tutaj o naprawdę dużym i regularnym spożyciu, szczególnie surowych produktów.
A mam wrażenie, że wiele osób niepotrzebnie zaczyna bać się jedzenia niektórych produktów. Bo nagle okazuje się, że ktoś wyrzuca z diety brokuły, kapustę czy tofu, mimo że w rozsądnych ilościach mogą być elementem normalnej, wartościowej diety.
Największy problem współczesnych porad żywieniowych polega chyba na tym, że bardzo lubimy skrajności. A tarczyca wyjątkowo ich nie lubi.
Czytaj też: Czy zdrowy styl życia nie stał się dla nas kolejnym źródłem napięcia? Czasami czuję się nim przytłoczona
Tarczyca potrzebuje spokoju bardziej niż cudownych diet
Jod, selen i cynk są ważne. Organizm realnie ich potrzebuje. Ale równie ważne jest to, żeby nie próbować leczyć się internetowymi trendami i dietetycznymi ekstremami. Kluczowe są regularne badania i konsultacje lekarskie.
Zwłaszcza przy Hashimoto czy innych chorobach tarczycy łatwo wpaść w spiralę ciągłego eliminowania kolejnych produktów. A później okazuje się, że zamiast spokojnej, dobrze zbilansowanej diety zostaje lista zakazów, stres i poczucie, że praktycznie wszystko może zaszkodzić.
A ponadto istotna jest także regularna aktywność fizyczna. Wpływa nie tylko na ogólną kondycję organizmu, ale też na metabolizm, samopoczucie i gospodarkę hormonalną. Badania sugerują, że umiarkowany, regularny wysiłek może wspierać funkcjonowanie organizmu również u osób z niedoczynnością tarczycy czy Hashimoto. I nie mam na myśli wyciskania siódmych potów na siłowni, ale o regularność – spacery, jazdę na rowerze, pływanie czy trening wykonywany kilka razy w tygodniu.

No i tutaj pojawia się dziś największe wyzwanie. Internet potrafi być świetnym miejscem do zdobywania wiedzy, informacji, ale równie łatwo można wpaść w spiralę strachu i sprzecznych porad. Jednego dnia czytam, że soja jest absolutnie zakazana, drugiego – że bez suplementów z jodem nie da się zadbać o tarczycę. Dlatego coraz bardziej zwracam uwagę na to, skąd pochodzą informacje.
Zdecydowanie większe zaufanie budzą we mnie źródła medyczne, publikacje naukowe czy materiały instytucji zdrowotnych niż kilkudziesięciosekundowe rolki obiecujące szybkie rozwiązania. I mam wrażenie, że przy tematach zdrowotnych szczególnie ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku. Nie każda viralowa porada będzie dobra dla mojego organizmu, a ciągłe analizowanie każdego produktu potrafi zamienić normalne dbanie o siebie w zwyczajny stres.
A przede wszystkim bazuję na opinii lekarskiej i zaleceniach medycznych. Wiem, że organizm naprawdę dużo lepiej funkcjonuje wtedy, gdy okażemy mu trochę uwagi i troski.
Czytaj też: Badanie ujawnia zaskakująco korzystny wpływ kawy. Chyba przekonam się do jej picia
