Zostają dwa głośniki, telefon i pilot. Brzmi kusząco, szczególnie dla osób, które lubią muzykę, lecz nie planują urządzać salonu pod dyktando elektroniki. Oczywiście prostota ma swoją cenę. LS Luxe kosztują w Europie 4000 euro, czyli około 17 250 zł za parę. Na takim poziomie trudno już mówić o zwyczajnym sprzęcie do słuchania playlist podczas gotowania.
Głośniki, które mają pasować do kanapy
KEF ponownie zaprosił do współpracy Rossa Lovegrove’a, projektanta znanego z zamiłowania do miękkich, organicznych form. Rezultatem są obudowy z zaokrąglonymi krawędziami, które bardziej kojarzą się z designerskim wyposażeniem wnętrza niż z klasycznymi monitorami studyjnymi.
To ciekawy kierunek, bo głośniki zwykle stoją w jednym z dwóch obozów. Albo są prostymi skrzynkami, które właściciel próbuje dyskretnie wkomponować w pokój, albo przybierają formę kosztownych konstrukcji, wokół których trzeba zaplanować całą przestrzeń. LS Luxe zajmują miejsce gdzieś pośrodku. Są wyraziste, ale mają dobrze odnaleźć się obok telewizora, regału czy komody.

Do wyboru przygotowano trzy wersje wykończenia: czarną Eclipse Black, jasną Mineral White oraz metaliczną Dusk Titanium. Obudowy wykonano z formowanego kompozytu BMC, który pozwolił nadać im nietypowy kształt i ograniczyć drgania. Każda para waży 20 kg, więc mimo łagodnych linii zdecydowanie nie są to dekoracyjne drobiazgi.
Pod obudową kryje się 760 W
Elegancki wygląd łatwo mógłby odciągnąć uwagę od kwestii najważniejszej, czyli dźwięku. KEF wyposażył LS Luxe w 6,5-calowy przetwornik Uni-Q dwunastej generacji. W tej konstrukcji głośnik wysokotonowy znajduje się w centrum przetwornika średnio-niskotonowego, dzięki czemu dźwięk ma rozchodzić się bardziej równomiernie po pomieszczeniu. Nie trzeba więc siedzieć z dokładnością do kilku centymetrów w idealnym punkcie pomiędzy kolumnami.
Za membraną znajduje się również struktura MAT, która według producenta pochłania 99% niepożądanych fal emitowanych do wnętrza obudowy. Do tego dochodzi system VECO. Czujnik na bieżąco monitoruje ruch przetwornika i przekazuje informacje do układu wzmacniającego, który koryguje wykryte odchylenia. W praktyce ma to ograniczać zniekształcenia, szczególnie podczas głośniejszego słuchania i odtwarzania mocnego basu.

Każdy głośnik otrzymał dwa wzmacniacze. Sekcja nisko-średniotonowa korzysta z konstrukcji klasy D o mocy 280 W, a głośnik wysokotonowy z układu klasy AB o mocy 100 W. Łącznie para dysponuje mocą 760 W. Dane robią wrażenie, choć w sprzęcie audio same waty bywają równie mylące jak liczba megapikseli w smartfonach. Znacznie ważniejsze będą kontrola basu, przestrzeń i zachowanie zestawu przy niższym poziomie głośności. Tego nie da się uczciwie ocenić bez odsłuchu.
Cały system audio zamknięty w dwóch obudowach
Największa wygoda LS Luxe wynika z tego, że wzmacniacze, przetwornik cyfrowo-analogowy, procesor DSP i moduły sieciowe znajdują się już wewnątrz głośników. Użytkownik nie musi dobierać osobnych elementów ani zastanawiać się, czy wzmacniacz pasuje charakterem do kolumn.

Muzykę można przesyłać przez Spotify Connect, Tidal Connect, Qobuz Connect, AirPlay i Google Cast. System obsługuje nagrania w rozdzielczości do 24 bitów i 384 kHz, a ustawienia dźwięku da się dopasować w aplikacji KEF Connect. Obsługa Roon Ready ma pojawić się w 2027 roku wraz z bezpłatną aktualizacją oprogramowania.
Zestaw może również zastąpić soundbar. Złącze HDMI eARC pozwala podłączyć telewizor bez amplitunera, a oprócz niego dostępne są wejścia optyczne, koncentryczne i analogowe. Oba głośniki mają oddzielne wyjścia dla subwooferów. Gramofon także da się podłączyć, chociaż musi mieć wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy lub współpracować z zewnętrznym urządzeniem.
Luksusowe audio coraz mniej przypomina laboratorium
Mam wrażenie, że właśnie tutaj znajduje się właściwy sens LS Luxe. Ich właściciel nie płaci wyłącznie za przetworniki, moc czy kolejną metodę redukcji zniekształceń. Płaci za zdjęcie z siebie obowiązku kompletowania systemu. Kupuje gotowy zestaw, który po podłączeniu do prądu ma obsłużyć muzykę, telewizor, konsolę i część starszych źródeł.

Dla tradycyjnego audiofila może to być ograniczenie. Osobnych elementów nie da się swobodnie wymieniać, a część funkcji zależy od aplikacji i przyszłych aktualizacji. Po kilku latach świetne kolumny pasywne pozostają po prostu kolumnami. W systemie sieciowym znaczenie ma również wsparcie oprogramowania, standardy transmisji i kondycja usług streamingowych.
Z drugiej strony wiele osób nie czerpie przyjemności z porównywania kabli, wzmacniaczy i streamerów. Chcą usiąść, wybrać album i usłyszeć go w bardzo dobrej jakości. Rozumiem tę potrzebę. Dom pełen elektroniki coraz rzadziej uchodzi za symbol nowoczesności. Znacznie bardziej przekonujący staje się sprzęt, który potrafi dyskretnie wykonać skomplikowaną pracę.
Czy KEF LS Luxe są warte ponad 17 tysięcy złotych?
Bez odsłuchu nie sposób uczciwie ogłaszać nowego wzorca bezprzewodowego hi-fi. Można jednak stwierdzić, że LS Luxe dobrze wpisują się w kierunek, w którym zmierza domowe audio. Granica między sprzętem dla entuzjastów i wyposażeniem nowoczesnego salonu coraz bardziej się zaciera.

Cena pozostaje wysoka, szczególnie że dedykowane podstawy S-Luxe są sprzedawane oddzielnie. Trzeba jednak pamiętać, że konkurentem tych dwóch głośników jest cały tradycyjny zestaw: kolumny, wzmacniacz, streamer, przetwornik oraz mebel potrzebny do ustawienia elektroniki.
KEF sprzedaje więc również spokój, porządek i gotową konfigurację. Można uznać taki luksus za kosztowną fanaberię. Trudno jednak nie zauważyć, że właśnie tak coraz częściej chcemy korzystać z technologii – ma oferować wiele możliwości, lecz zajmować możliwie mało miejsca w naszym życiu.
