Nowy zestaw nazywa się GR-PRO i jest pierwszym pełnoprawnym wejściem Brembo na rynek hamulców MTB. To układ nastawiony na gravity, z czterotłoczkowym zaciskiem, 2,3-milimetrowymi tarczami w rozmiarach 200 i 220 mm oraz bardzo charakterystycznym, czerwonym wykończeniem, którego nie da się pomylić z niczym innym. Brembo od początku stawia tu nie tylko na samą siłę hamowania, ale też na możliwość dokładnego dopasowania pracy klamki do gustu jeźdźca.
I chyba właśnie to jest w tej premierze najciekawsze. W rowerach łatwo sprzedać hamulec hasłem więcej mocy, lepsza modulacja, większa kontrola. Brembo próbuje pójść krok dalej i potraktować hamulec bardziej jak instrument do strojenia niż gotowy, zamknięty produkt. To trochę jak różnica między bardzo dobrym wzmacniaczem a takim, w którym można jeszcze ustawić brzmienie dokładnie pod własne ucho. W gravity to nie jest detal, tylko coś, co realnie wpływa na pewność jazdy.
Brembo w MTB to więcej niż nowy komponent
Sama obecność tej marki w świecie rowerów niesie za sobą spory ładunek emocjonalny. Brembo przez dekady zbudowało pozycję producenta, którego nie kojarzy się z kompromisem, tylko z hamowaniem w sytuacjach, gdy margines błędu jest wyjątkowo mały. W motoryzacji ich czerwone zaciski stały się czymś więcej niż częścią układu – trochę znakiem rozpoznawczym całej filozofii osiągów. Teraz ten sam kolor trafia do MTB i trudno nie odczytywać tego jako świadomego ruchu: marka nie chce się wtapiać, tylko od razu być widoczna.
To zresztą nie jest wejście znikąd. Już wcześniej Brembo było widoczne przy projektach gravity i współpracy ze Specialized Gravity, a prototypy tych hamulców pojawiały się na rowerach zjazdowych jeszcze przed oficjalną premierą. Dzisiejszy debiut wygląda więc mniej jak spontaniczny eksperyment, a bardziej jak moment, w którym długi okres testów i torowo-wyścigowej kultury marki został wreszcie przepchnięty do produktu dla zwykłych klientów.
Jest w tym odrobina nostalgii, ale nie tej taniej, kolekcjonerskiej. Raczej takiej, która działa na wyobraźnię ludzi wychowanych na dźwięku silników, czerwonych zaciskach za felgą i przekonaniu, że dobre hamulce mają własny charakter. W rowerach ten charakter zwykle bywa bardziej ukryty, bo tu nie ma huku wydechu ani pisku opon. Ale każdy, kto jeździ szybko po stromym terenie, wie, że dobrze wyczuwalny hamulec potrafi budzić równie silne emocje jak dobry silnik.
Co właściwie wnosi GR-PRO?
Na papierze GR-PRO wygląda jak hamulec zbudowany bez kompleksów. Dostajemy dwuczęściowy kuty zacisk z czterema tłoczkami 18 mm, kutą pompę, długą 65-milimetrową klamkę, stalowy przewód w oplocie z rdzeniem PTFE oraz autorski olej mineralny o niskiej lepkości zamiast kojarzonego z motorsportem płynu DOT. Brembo dorzuca do tego półmetaliczne klocki i tarcze o grubości 2,3 mm, wzorowane układem ramion na rozwiązaniach znanych z MotoGP.
Największym wyróżnikiem nie jest jednak sam hardware, tylko regulacja. Klamka oferuje trzy niezależne poziomy strojenia: regulację zasięgu, regulację dead stroke oraz zmianę przełożenia dźwigni, opisaną jako Soft, Medium i Hard. To ostatnie rozwiązanie wydaje się najciekawsze, bo nie zmienia wyłącznie “feelingu” w marketingowym sensie, ale naprawdę wpływa na charakter hamowania – od dłuższego, łagodniejszego skoku po krótszą, bardziej bezpośrednią odpowiedź.
W praktyce oznacza to, że Brembo nie próbuje narzucić jednej wizji idealnego hamulca. Jeden rider lubi punkt kontaktu ustawiony wysoko i szybko, drugi woli trochę więcej ruchu, zanim układ “złapie” pełną moc. W większości hamulców tę różnicę reguluje się częściowo przyzwyczajeniem, częściowo ustawieniem klamki na kierownicy, a częściowo pogodzeniem się z tym, co dał producent. Tutaj można w tym realnie pogrzebać. To podejście bliższe zawieszeniu niż tradycyjnemu rowerowemu hamulcowi.
Czuć motorsport, ale nie w tani sposób
W tym produkcie najłatwiej byłoby zachwycić się samą czerwienią i legendą logo. Tylko że ciekawsze jest to, jak Brembo próbuje przetłumaczyć swój świat na realia MTB. Oplot przewodu ma ograniczać rozszerzanie się układu pod obciążeniem i poprawiać stabilność punktu styku, a specjalna konstrukcja tłoczków ma lepiej zarządzać temperaturą, gdy hamulec dostaje po głowie w długim zjeździe. To nie są dodatki z gatunku lifestyle, tylko próba przeszczepienia motoryzacyjnego myślenia o cieple, ciśnieniu i powtarzalności działania do roweru.
Oczywiście, z takim wejściem wiąże się też ryzyko. Świat MTB bywa dużo mniej wyrozumiały dla ceny i długofalowej trwałości niż motoryzacyjne legendy. A tutaj tanio nie jest. Komplet GR-PRO bez tarcz ma kosztować około 900 euro z VAT, a po doliczeniu rotorów, adapterów i drobiazgów robi się poziom mniej więcej 1100–1200 euro za pełny zestaw. Pinkbike podaje 800 euro za kit na rynku europejskim, ale również zaznacza sprzedaż tarcz osobno i start dostępności w lipcu. Tak czy inaczej, to pułap premium bez żadnych uników.
GR-PRO nie wygląda jak hamulec dla każdego. I chyba bardzo dobrze. To nie jest produkt, który ma wygrać tabelkę opłacalności w segmencie all-mountain. Bardziej przypomina komponent dla ludzi, którzy lubią wyciskać ze sprzętu konkretny charakter, szukać własnego ustawienia i mają w sobie trochę tej mechanicznej przyjemności z dłubania.
Źródło: Brembo
