Druk 3D odblokował wiele możliwości, zarówno tych dobrych, jak i tych złych. Na szczęście wydaje się, że częściej niż coś złego, przynosi pozytywne skutki. Gdyż poza odpustowymi stoiskami ze średniej jakości figurkami, pozwala ludziom na artystyczne wyzwolenie, bez potrzeby zamawiania drogich form. Co prawda niesie to ze sobą i konsekwencje, lecz wystarczy te charakterystyczne wady wliczyć w design i gotowe.
Kolor, kształty i drug 3D. Te lampy mają w sobie mnóstwo “czegoś”
Jedni powiedzą, że tym czymś jest kicz i marnowanie świata na taki plastik, inni zaś dostrzegą tutaj odważny projekt. A stoi za nim walijski twórca Charlie Firth, który przekazuje swój zmysł artystyczny w formie niecodziennych lamp. Są one połączeniem zmysłu rzeźbiarskiego z wręcz dziecięcą wizją przedmiotów użytkowych, które są wyzwolone z ram narzuconych przez dorosłych mówiących o praktyczności, minimalizmie i dopasowaniu do wieku.

W swoich projektach nie boi się korzystać z kształtów dosłownie przywodzących na myśl dziecięce klocki, które pełnią tę samą rolę, ale realizowaną w innym stylu. Każde zagięcie czy grubość warstwy, a nawet specyficzna siateczka powstająca w wyniku nakładania kolejnego poziomu filamentu inaczej rozpraszają światło, tworząc unikalny charakter lampy.
Czytaj też: Twój ulubiony zakreślacz wygląda szokująco dobrze jako lampa. Stabilo musi tę wizję użyć
Chociaż są to obiekty 3D, to każdy produkt zyskuje życie najpierw w postaci płaskiego obrazu 2D. Autor w nietypowy sposób, nakłada na siebie kolejne warstwy kształtów, szukając właściwej kombinacji. Dopiero później zbiera odpowiednie fragmenty transformując powszednie kształty w cyfrowe figury trójwymiarowe, a następnie przemieniają się w gotowy wzór. Dzięki takiej wolności artystycznej, Firth nie jest w zasadzie obarczony żadnymi limitami. Praca na dwóch, różnych od siebie płaszczyznach daje szeroką perspektywę interpretacji idei, co później dosłownie rzuca inne światło.


W dzisiejszych czasach, często jak popatrzymy na design przedmiotów codziennego użytku, z łatwością dostrzeżemy oszczędność formy. Samochody elektryczne mają coraz bardziej zaokrąglone, wręcz pękate bryły, smartfony wyglądają jak kanapka z aluminium i plastra szkła, a kolory ograniczają się często do spektrum uwięzionego między czernią i bielą na przeciwnych biegunach.
Te lampy zaś, chociaż nieme, to wykrzykują na całego chęć pozbycia się dotychczasowych ram i przypomnienia ludziom jak ważna jest zabawa. Nie tylko ta “tradycyjna” w okresie dojrzewania, ale i chęć obcowania z formami i kształtami, upstrzonymi przeróżnymi kolorami. Nie ma to być oczywiście chaos, no, może taki powierzchowny, który wymaga chwili obcowania z przedmiotem w celu dostrzeżenia ukrytego sensu.

Nie, w tej zabawie chodzi o harmonię dopasowania obiektów pasujących do siebie, czy to w sensie dosłowny, czy przez dobieranie w pary pełne komunikujących się ze sobą kontrastów. Jak na przykład gładka powierzchnia z chropowatą lub okręgi z kwadratami. Zabawa to poszukiwanie i zgłębianie granic wyobraźni.
W swojej serii Colorful Rebellion, oznaczającej właśnie wyzwolenie z okowów szarej rzeczywistości, walijski artysta tworzy lampy z pozoru niepraktyczne, będące za dnia rzeźbami o korespondujących elementach, lecz po zmroku ukazują swoje drugie oblicze. Chropowatość jest nagle niewidoczna w blasku żarówki, zaś chłodne partie zyskują ciepły poblask.

Sama seria narodziła się zresztą w szczególnie trudnym czasie pandemii. Charlie Firth okres izolacji spędził w wynajmowanym apartamencie, który nagle przestał być tymczasowym przystankiem. Z racji swojej natury, takiego miejsca nie można było modyfikować pod swój gust. Właściciel za to utrzymywał mieszkanie w neutralnej kolorystyce, wzmacniającej trudy życia w kwarantannie. Poprzez swoje prace, takie jak te lampy, twórca może zmyć złe wspomnienia.
Źródło: designboom
