Dlatego dość dziwnym uczuciem było zobaczyć, jak działa nowa technologia marki Tefal. Producent przekonuje, że z Fusion Core ten schemat ma wyglądać inaczej.


Marka wprowadza właśnie nową generację patelni, w których największy nacisk położono na odporność na zarysowania i długotrwałe użytkowanie. Sama nazwa Fusion Core odnosi się do sposobu połączenia powłoki z konstrukcją naczynia. Zamiast traktować ją wyłącznie jako warstwę nałożoną na powierzchnię patelni, Tefal podczas produkcji zespala ją z rdzeniem w bardzo wysokiej temperaturze. W efekcie ma ona stać się integralną częścią konstrukcji.
Czytaj też: Z Tefal Freezi zrobicie lody całą rodziną. Sądzę, że to jakościowa i kreatywna rozrywka dla dzieci
Metalowa łopatka nie ma już oznaczać katastrofy
To właśnie odporność jest głównym atutem stojącym za Fusion Core. Tefal określa nowe patelnie jako „nie do zdarcia” i deklaruje, że konstrukcja została przygotowana również z myślą o korzystaniu z metalowych akcesoriów kuchennych.
Z codziennej perspektywy to wydaje się być bardzo wygodne. Patelnie z powłoką nieprzywierającą nauczyły mnie całego zestawu zasad. A właściwie wcześniej zrobili to rodzice, podobnie jak zapewne w wielu polskich domach: drewniana łopatka, drewniana łyżka, broń Boże żadnego krojenia na powierzchni i najlepiej jeszcze pilnowanie, żeby podczas przechowywania inne naczynie jej nie porysowało. Fusion Core ma sprawić, że podczas korzystania z patelni nie trzeba będzie przejmować się wszystkimi tymi zasadami.

Czytaj też: Z tą parownicą Tefal AeroSteam Elite wyprasowałam “całe” mieszkanie
Jest też kilka funkcji, które już dobrze znam
Ale Fusion Core nie sprowadza się tylko do nowej powłoki. Patelnie wykorzystują zaawansowane dno indukcyjne, które według producenta ma pomagać w równomiernym rozprowadzaniu ciepła. Jest też dobrze znany z produktów Tefal Thermo-Signal. Wskaźnik zmienia kolor na intensywnie czerwony, gdy patelnia osiąga temperaturę odpowiednią do rozpoczęcia smażenia.
Ciekawe jest też to, że patelnię mogę przenieść z płyty grzewczej prosto do piekarnika. Naczynia z serii mogą być używane w temperaturze do 270 stopni Celsjusza. To daje znacznie więcej możliwości niż samo smażenie kotleta czy jajecznicy, a szczególnie przydatne jest to przy daniach, które najpierw obsmażam, a później dopiekam.

Jedna technologia, ale patelnia nie musi wyglądać zawsze tak samo
W ofercie Tefala znajdują się tradycyjne patelnie w różnych rozmiarach, modele głębokie, woki oraz patelnie do naleśników. Technologia trafiła również do rodziny Ingenio z odpinaną rączką.
To rozwiązanie znam przede wszystkim jako odpowiedź na wiecznie przepełnione kuchenne szafki, ale przydaje się również wtedy, gdy wszystkie palniki albo pola płyty indukcyjnej są zajęte. Po odpięciu rączki naczynia można wkładać jedno w drugie. Według Tefal pozwala to zaoszczędzić nawet 70 proc. miejsca. Można też jednym kliknięciem odpiąć uchwyt, przenieść naczynie z płyty do piekarnika, postawić je na stole albo schować do lodówki.
Fusion Core to technologia, która ma usunąć kilka drobnych ograniczeń, o których podczas gotowania zdążyłam nauczyć się myśleć automatycznie. Mniej pilnowania, jakiej łopatki używam, mniej obaw o kolejną rysę i więcej swobody przy korzystaniu z jednego naczynia na różnych etapach przygotowywania potrawy.
Jeżeli deklarowana przez Tefal odporność rzeczywiście dobrze zniesie kilka lat normalnego, niezbyt delikatnego traktowania, to właśnie trwałość może okazać się najważniejszą cechą Fusion Core. Bo patelnia jest jednym z tych kuchennych przedmiotów, od których nie oczekuję spektakularnych udziwnień, ale chcę przede wszystkim, żeby dobrze smażyła i nie wyglądała na zużytą po stosunkowo krótkim czasie.
Czytaj też: Z tymi okularami poczujesz się prawie jak Spider-Man. Nieoficjalny projekt podbija sieć
