Tymczasem Teva coraz mocniej próbuje przesunąć ten obrazek w stronę biegania. Nowy Trailpeak jest jak dotąd najlżejszym butem trailowym marki i jednocześnie jednym z bardziej zdecydowanych sygnałów, że producent zamierza traktować ten segment serio. W męskim rozmiarze US 9 pojedynczy but waży mniej niż 8,3 uncji, czyli około 235 gramów. Przy modelu przeznaczonym na techniczne szlaki taki wynik zdecydowanie zwraca uwagę.
Marka od sandałów przypomina sobie o sportowych ambicjach
Łatwo zapomnieć, że Teva ma w sportowym obuwiu znacznie dłuższą historię, niż sugerowałaby współczesna popularność jej sandałów. Marka zaczynała w 1984 roku właśnie od obuwia stworzonego do aktywności outdoorowej, a pierwsze modele z całkowicie zakrytymi palcami pojawiły się w jej ofercie już w 2001 roku. Później eksperymentowała również z butami trailowymi, między innymi w seriach X1 Racer i TevaSphere.
Trailpeak wygląda jednak na próbę znacznie bardziej uporządkowaną. Przy jego projektowaniu wykorzystano Teva Bureau of Adventure, program skupiający sportowców współpracujących przy rozwoju sprzętu. Prototypy testowali między innymi ultrabiegacze Erin Ton i Mike Wardian, przekazując uwagi dotyczące stabilności, dynamiki i zachowania buta na technicznym terenie.

I ten kierunek akurat mnie przekonuje. Rynek butów trailowych jest obecnie tak zatłoczony, że dołączenie do niego z kolejną zgrabną podeszwą i kilkoma marketingowymi nazwami pianek niewiele znaczy. Jeśli Teva chce rywalizować z Salomonem, Hoką, The North Face czy coraz aktywniejszym w terenie Nike, potrzebuje własnego zaplecza i ludzi, którzy rzeczywiście spędzają wiele godzin na szlakach.
Około 235 gramów brzmi ciekawie
Współczesne trailówki potrafią wyglądać jak niewielkie pojazdy terenowe. Ogromna podeszwa, masywna konstrukcja, coraz więcej amortyzacji i wizualna sugestia, że zaraz będziemy przemierzać Andy, nawet jeśli plan przewiduje sześć kilometrów po podwarszawskim lesie.

Trailpeak idzie w stronę lekkości i zwinności. W podeszwie środkowej zastosowano piankę Hyper-Comf+ SCF, która ma być najlżejszym i najbardziej responsywnym rozwiązaniem tego typu w dotychczasowej ofercie Tevy. Wewnątrz znalazła się konstrukcja stabilizująca stopę podczas ruchów bocznych, a tradycyjne sznurowadła zastąpił szybki system zaciskowy. Za kontakt z podłożem odpowiada guma Spider Rubber Endure z 3-milimetrowymi kołkami.
Te 3 mm też sporo mówią o charakterze buta. Nie wygląda na model szykowany przede wszystkim do przebijania się przez głębokie błoto. Bardziej pasuje do twardych, kamienistych i zmiennych tras, na których liczy się pewność stawiania stopy, ale jednocześnie chcemy zachować tempo. Sama Teva wskazuje zresztą na strome zakręty, skaliste fragmenty, szybkie podbiegi i kontrolę podczas zbiegów jako środowisko Trailpeaka.
Mam wrażenie, że właśnie takie modele coraz lepiej odpowiadają temu, jak wiele osób naprawdę korzysta z butów trailowych. Nie każdy przygotowuje się do stukilometrowego ultra. Częściej biegamy po lesie, zabieramy buty w góry, wykorzystujemy je na szybkich wycieczkach i chcemy, żeby po zejściu ze szlaku nadal dało się w nich normalnie funkcjonować.

Przy okazji Teva przypomniała sobie, że but terenowy może być ładny
Jeszcze kilka lat temu estetyka obuwia trailowego sprawiała wrażenie kwestii drugorzędnej. Miało trzymać się skały, błota i korzeni. Jeśli przy okazji wyglądało jak element wyposażenia ekipy ratowniczej, trudno.
Dziś trail przeniknął do codziennej mody, więc sytuacja mocno się zmieniła. Salomony chodzą po centrach Warszawy równie często jak po beskidzkich ścieżkach, a techniczna odzież outdoorowa dawno wyszła poza schroniska.
Pokazane warianty kolorystyczne łączą beże, czerń, pomarańcz, błękit i żółte akcenty. Konstrukcja pozostaje techniczna, ale wizualnie jest znacznie lżejsza niż wiele agresywnie zaprojektowanych modeli konkurencji.


To może okazać się zaskakująco ważne. But za kilkaset złotych coraz rzadziej dostaje tylko jedno zadanie. Jeśli nadaje się na trening, weekend w górach i zwykły dzień poza domem, łatwiej uzasadnić jego zakup.
160 dolarów oznacza, że taryfy ulgowej raczej nie będzie
Teva Trailpeak ma zadebiutować 1 września w cenie 160 dolarów, czyli około 595 zł. To amerykańska cena katalogowa – szczegółów dotyczących polskiej ceny i dostępności na razie nie podano.
Kwota ustawia model dokładnie wśród poważnych butów trailowych. I dobrze, choć jednocześnie oznacza brak miejsca na sentyment do marki od kultowych sandałów. Za około 600 zł biegacze mają dziś ogromny wybór i wiele konstrukcji od producentów z bardzo mocną pozycją w tej kategorii.

Dlatego Trailpeak jest dla Tevy ciekawszym testem niż mogłoby się wydawać. Marka nie musi udowadniać, że zna outdoor – robi to od ponad 40 lat. Musi przekonać biegaczy, że potrafi przełożyć swoje doświadczenie na lekki, szybki i technicznie dopracowany but.
Jeśli Trailpeak rzeczywiście okaże się tak zwinny, jak sugerują jego masa i konstrukcja, za jakiś czas hasło Teva może przestać automatycznie przywoływać sandały. A zmiana pierwszego skojarzenia z marką bywa trudniejsza niż zaprojektowanie nowej podeszwy.
