To wzmacniacz dla osób, które chciałyby wrócić do pasywnych kolumn, ale bez całego budowania zestawu jak ołtarzyka dla audiofilów. Ma kosztować 139 euro, czyli około 600 zł, a przy tej cenie zaczyna się robić ciekawie, bo mówimy o urządzeniu, które może połączyć komputer, telefon, odtwarzacz CD, gramofon z odpowiednim przedwzmacniaczem i klasyczne kolumny w jeden kompaktowy system.
Małe pudełko zamiast wielkiej wieży
Level 1 ma rozmiar bliższy notesowi niż tradycyjnemu wzmacniaczowi. Obudowa łączy aluminium i drewniany akcent, więc wizualnie idzie w stronę retro, ale bez nachalnego przebierania się za sprzęt z lat 70. To akurat doceniam, bo rynek audio lubi czasem przesadzać z nostalgią. Wystarczy dodać drewniane boczki, dwie gałki i już produkt udaje rodzinne wspomnienie po wujku melomanie. Tutaj ta estetyka wydaje się bardziej użytkowa: pokrętła basu i sopranów są pod ręką, wejścia są oznaczane podświetleniem, a całość można postawić na biurku bez przemeblowania pokoju.

W środku pracuje układ Texas Instruments TPA3255, często spotykany w mocnych, małych wzmacniaczach klasy D. FiiO deklaruje wyjście 2 × 300 W przy 4 omach, choć warto dopowiedzieć ważną rzecz: do uzyskania pełnych 600 W potrzebny jest mocniejszy zasilacz, a w zestawie znajduje się adapter 48 V/5 A, czyli 240 W. W praktyce dla większości domowych zestawów i tak będzie to więcej niż wystarczająco, zwłaszcza przy kolumnach podstawkowych albo biurkowym odsłuchu.
Audio dla ludzi, którzy mają różne źródła dźwięku
Najbardziej przekonuje mnie tu uniwersalność. Level 1 przyjmuje sygnał przez wejście liniowe, USB, koaksjalne i Bluetooth. Można więc podłączyć komputer, telefon, odtwarzacz CD, streamer albo inne źródło cyfrowe, a do tego skorzystać z wyjścia na subwoofer i pre-out. W efekcie ten mały wzmacniacz może obsłużyć prosty zestaw stereo, ale też układ 2.1 z dodatkowym basem.

W wielu domach leżą jeszcze porządne pasywne kolumny, które przegrały z soundbarem albo głośnikiem bezprzewodowym, bo wymagały zbyt wielu kabli, miejsca i cierpliwości. Level 1 obiecuje skrócić tę drogę. Podłączasz kolumny, wybierasz źródło, kręcisz gałką. Trochę staroświecko, ale w dobrym sensie. Takim, który przypomina, że słuchanie muzyki nie musi zaczynać się od szukania aplikacji na telefonie.
Retro jest modne, ale tu chodzi też o kontrolę
Moda na retro w audio trwa w najlepsze. Kasetowe odtwarzacze wracają jako gadżety, winyle są elementem wystroju wnętrz, a marki chętnie udają, że każda gałka ma duszę. Z Level 1 jest jednak o tyle ciekawiej, że ta analogowa powierzchnia spotyka się z całkiem współczesnym zapleczem. Bluetooth 6.0 z LDAC daje wygodne strumieniowanie w jakości wyższej niż podstawowe kodeki, a korekcję PEQ dla wejść cyfrowych można ustawiać w aplikacji FiiO Control.

Małe wzmacniacze z wielką liczbą watów często wyglądają na papierze jak cud techniki, a potem realne brzmienie zależy od zasilacza, kolumn, pomieszczenia i tego, czy ktoś oczekuje spokojnego grania przy biurku, czy miniaturowego zastępstwa dla dużego amplitunera. Level 1 zapowiada się bardzo atrakcyjnie, ale nie warto robić z niego magicznej skrzynki, która naprawi słabe kolumny i akustykę salonu. To raczej rozsądny most między wygodą a klasycznym stereo.
Dla kogo jest taki wzmacniacz?
Widzę tu trzy grupy odbiorców. Pierwsza to osoby, które chcą zbudować mały zestaw stereo na biurko, ale mają dość plastikowych głośniczków komputerowych. Druga – ci, którzy mają stare lub niedrogie pasywne kolumny i potrzebują prostego, nowoczesnego centrum sterowania. Trzecia – ludzie, którzy lubią sprzęt audio, ale nie chcą wchodzić w świat drogich klocków, osobnych DAC-ów, streamerów i wzmacniaczy wielkości mikrofalówki.

Cena około 600 zł sprawia, że Level 1 może być impulsem do odkurzenia kolumn, które kiedyś grały w salonie, a dziś stoją w kącie jak wyrzut sumienia po poprzedniej epoce elektroniki. Podoba mi się ta idea, bo w czasach jednorazowych gadżetów audio taki wzmacniacz zachęca do wykorzystania tego, co już mamy.
