Restomody to coraz prężnej rozwijający się trend wśród fanów czterech kółek, a dokładnie mówiąc warsztatów, które posiadają warunki i zdolności do wykonywania nie tylko samych napraw i odnów, lecz i wprowadzania modyfikacji na wysokim poziomie. To właśnie dzięki takim praktykom, możemy śnić na jawie, co by było, gdyby Ford Model 40 Special Speedster z 1934 roku jeździł dzisiaj po drogach.
Cudo argentyńskich zapaleńców. Ten restomod sprawił, że kultowy Ford powrócił na szosę w nowoczesnym wydaniu
Ów Speedster to dzieło głównego projektanta fabryki Ford, E.T. “Bob” Gregorie’a. Został on zaproponowany przez syna Henry’ego Forda, który może nie miał inżynieryjnego drygu swojego ojca, to miał ogromny zmysł projektanta doceniającego ponadczasowe konstrukcje. Nawet dzisiaj, patrząc na jego Model 40, nie da się chociaż ulotnie zapragnąć posiadania tego samochodu. Ma szyk, ma styl, ma charakter nieosiągalny dla współczesnych samochodów.

I to właśnie ten pojazd, a raczej jego historia, spotkała na swojej drodze małokreatywnie nazwane studio Iconic Auto Sports zapaleńców z Argentyny. Na szczęście założyciele – Arturo Arrebillaga i Francisco Orden – swoje braki w pomysłowości co do nazywania warsztatu, doskonale nadrabiają oddaniem sztuce restaurowania samochodów, a czynią to z profesjonalizmem docenianym dosłownie rok w rok.
Czytaj też: Poczciwy Ford Escort przeszedł taką metamorfozę, że trudno go nie pragnąć
Świadczy o tym szereg nagród zdobywanych dosłownie rok w rok podczas wydarzeń zrzeszających entuzjastów klasycznych wozów. Ich warsztat już dawał drugie życie takim niezapomnianym konstrukcjom jak Mercedes Benz SSK i Alfa Romeo 8C. Teraz poszli podobną drogą, przynajmniej jeżeli mówimy o formie, gdyż postawili na doskonałego Speedstera z 1934. Ich restomod znów pokazuje, dlaczego nawet z tak nudną nazwą warsztatu, nie mają powodów do wstydu.
Oto projekt SP40 i niestety nie będzie ich wiele na świecie
Od razu jak się popatrzy na restomod SP40, wysyła on zupełnie inne wibracje przez powietrze. Zupełnie inne w porównaniu do dzieł warsztatów próbujących swoje siły z klasykami. Chociaż tak samo jak inni, Iconic Auto Sports użyli włókna węglowego do stworzenia karoserii, co znacząco ułatwia proces jej tworzenia i zmniejsza wagę nadwozia, to ma w sobie zaklętego ducha przeszłości. Ten samochód bez zmrużenia okiem przejechałby przez plan zdjęciowy filmy osadzonego w futurystycznych latach 30. XX wieku.

Poza materiałem karoserii, obecny jest i inny wynalazek naszych czasów, czyli lampy LEDowe dumnie okrągłe na froncie samochodu. Koła są zdecydowanie większe niż pierwowzór, lecz zamiast odbierać, to nadają SP40 jeszcze więcej retro charakteru idealnie pasującego do ducha sceny restomod. Jednak chociaż pod maską nie czeka silnik z 1934 roku, tylko 5-litrowy Ford Coyote o 480 KM mocy, a kokpit wyraźnie jest współczesnym tworem – szczególnie, że ma pasy bezpieczeństwa – to po prostu nie da się zaprzeczyć udźwignięcia legendy.

Specyficzna, wąska szyba przed kierowcą, piękny grill czekający na końcu długiej maski zdobionej kolejnym elementem odprowadzającym gorąc pracującego silnika. Ten design zmuszający do zagadkowego spojrzenia, czy to jeszcze samochód, a może początek samolotu? I wreszcie okrągłe, piękne reflektory, które w 2026 roku chyba bezpowrotnie odeszły do lamusa.
Wnętrze jest wykończone nowocześnie, lecz ze smakiem pasujące do atmosfery przywoływanej przez ikoniczną formę pojazdu. Cieszą oko analogowe wskaźniki prędkości, obrotów i poziomu benzyny, które podobnie jak światła, ustępują miejsca nudnym dzieciom XXI wieku.

Twórcy z warsztatu Iconic Auto Studios zapowiadają, że ich restomod wyjedzie na drogi w ograniczonej liczbie do zaledwie 40 sztuk i każda z nich ma zostać wyceniona na około 500 tysięcy dolarów. Zatem nie jest to na każdą kieszeń, lecz tego się można było spodziewać. I chociaż nie podano żadnej informacji o osiągach w rozpędzaniu od zera do setki, to spójrzmy prawdzie w oczy. Jeżeli to jest czyjeś pytanie po zobaczeniu tego pojazdu, to na niego nie zasługuje.
SP40 ma tylko jedno właściwe pytanie: kiedy mogę wyjechać?
Źródło: monochromewatches
