I przy okazji pokazuje, jak dziwnie zmieniły się nasze oczekiwania. Koszyk z przodu, szerokie opony, pasek zamiast łańcucha, skrzynia biegów schowana przy supporcie, stalowa rama i cena 3399 euro, czyli około 14 650 zł. Brzmi jak rowerowy odpowiednik porządnych butów, które mają przeżyć kilka sezonów, błoto, deszcz i jeszcze wyglądać tak, żeby człowiek nie czuł się jak kurier w pośpiechu. Tylko że tutaj zamiast skóry mamy stal, Piniona i Gatesa.
Mieszczuch, który nie kończy się na asfalcie
Chiyoda III Select 7.1 pochodzi od niemieckiej marki Tout Terrain, specjalizującej się w trwałych, wyprawowych i użytkowych rowerach. Już sama nazwa marki sporo zdradza, ale ten model nie idzie w stronę roweru dla ludzi, którzy muszą natychmiast rzucić pracę i pojechać przez pół kontynentu. Bardziej przekonuje mnie tu skala codzienności. To rower dla kogoś, kto rano jedzie przez miasto, po południu wraca skrótem przez park, a w weekend chce zjechać z idealnie równej ścieżki bez poczucia, że właśnie robi sprzętowi krzywdę.

Pomagają w tym opony Continental Terra Adventure 700 x 50 mm. To już nie jest cienka miejska guma, która obraża się na krawężnik i każdą dziurę po zimie. Taki balon daje więcej komfortu, pewności i przyczepności, a przy polskich drogach brzmi to jak rozsądna decyzja, nie fanaberia. Producent przewidział też prześwit do 700C x 50 mm lub 650B x 54 mm, więc rama nie została zaprojektowana z myślą o jeździe wyłącznie po świeżo wylanym asfalcie.
Pozycja jest wyprostowana, kierownica ma lekki wznios i 16-stopniowe gięcie, więc całość idzie raczej w stronę spokojnej kontroli niż sportowego składania się nad ramą. To akurat rozumiem. W mieście szybciej docenia się widoczność, wygodę pleców i łatwe manewrowanie niż aerodynamiczną ambicję, która kończy się spiętym karkiem pod trzecią sygnalizacją.
Pasek i skrzynia biegów
Najmocniejszym punktem Chiyody jest napęd. Tout Terrain zestawił tu skrzynię biegów Pinion C1.9 z paskiem Gates Carbon Drive. W praktyce oznacza to brak klasycznej przerzutki, brak łańcucha do smarowania i mniej elementów wystawionych na piach, wodę oraz miejską mieszankę wszystkiego, co zimą ląduje na ulicach.

Pinion C1.9 ma 9 przełożeń i szeroki zakres pracy, a sama skrzynia siedzi nisko, w okolicy suportu. To dobre miejsce, bo masa znajduje się centralnie, a mechanizm jest zamknięty w obudowie. Przy codziennym użytkowaniu ma to większy sens, niż mogłoby się wydawać po samej specyfikacji. Zwykły napęd łańcuchowy potrafi być świetny, ale wymaga uwagi. Deszcz, pył, sól, mycie, smarowanie, regulacja – ten zestaw zna każdy, kto choć raz próbował utrzymać rower w przyzwoitym stanie przez cały rok.
Pasek Gates Carbon Drive brzmi przy tym jak rozwiązanie dla ludzi, którzy lubią jeździć, ale niekoniecznie chcą po każdej mokrej trasie urządzać w przedpokoju mały warsztat. Nie ma tu obietnicy magicznego roweru bez obsługi, bo taki sprzęt istnieje głównie w folderach reklamowych. Jest za to wyraźne przesunięcie akcentu: mniej brudu, mniej regulacji, mniej codziennych drobiazgów, które potrafią obrzydzić jazdę użytkową.
Koszyk, który wygląda jak świadoma decyzja
Z przodu pojawia się koszyk Manivelle Basket N°55 Edition. I wiem, że koszyk w rowerze za niemal 15 tysięcy złotych może brzmieć jak żart, ale właśnie w tym detalach Chiyoda ma sporo uroku. To nie jest plastikowy dodatek przykręcony z litości do praktyczności. Koszyk jest częścią charakteru tego roweru.


Limit obciążenia przedniego bagażnika wynosi 10 kg, więc mówimy o realnym miejscu na torbę, plecak, zakupy czy rzeczy potrzebne na cały dzień. Do tego rama i widelec mają sporo punktów montażowych, co pozwala dołożyć bidony, torby, bagażniki albo inne akcesoria. Widać tu myślenie o rowerze jako o przedmiocie, który żyje razem z użytkownikiem.
Jasnoszare, błyszczące malowanie też idzie w ciekawą stronę. Jest spokojne, niemal eleganckie, a kolorowy koszyk przełamuje całość na tyle, by rower nie wyglądał jak sprzęt służbowy dla kogoś, kto lubi tylko tabelki. To drobiazg, ale w rowerach miejskich estetyka ma znaczenie. Stoją pod kawiarnią, w biurze, w mieszkaniu, czasem przy wejściu do sklepu.
Cena boli, ale logika jest czytelna
3399 euro, czyli około 14 650 zł, ustawia Chiyodę daleko od spontanicznego zakupu. Za takie pieniądze można kupić bardzo dobry rower gravelowy, solidnego elektryka z niższej półki albo kilka prostszych rowerów miejskich. Trudno więc udawać, że to propozycja dla każdego.

Ale ten rower nie próbuje wygrać ceną. Jego sens leży gdzie indziej: w trwałości, prostszym utrzymaniu, uniwersalności i jakości osprzętu. Stalowa rama Tout Terrain Stratocrom, sztywny stalowy widelec, hydrauliczne hamulce tarczowe Magura MT Sport, piasta dynamo Shutter Precision PL-7, pasek Gatesa, skrzynia Pinion, szerokie opony i gotowy przedni koszyk tworzą rower, który ma być używany często, długo i bez ciągłego dopieszczania.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której myślę coraz częściej przy takich konstrukcjach. Rynek rowerowy przez lata mocno pompował sportową stronę jazdy. Lżejsze, szybsze, bardziej aerodynamiczne, bardziej wyczynowe. A przecież dla wielu osób prawdziwa rewolucja zaczyna się wtedy, gdy rower przestaje być hobby na weekend, a staje się zwykłym narzędziem do życia. Do pracy, na zakupy, na spotkanie, do lasu za miastem. W tym sensie Chiyoda III Select 7.1 jest ciekawsza niż niejeden karbonowy popis.
