Nowa seria YT Decoy X CORE idealnie wchodzi w ten nieco podejrzany, ale bardzo kuszący moment rozwoju rowerów górskich z napędem. YT wraca z pełnomocnym e-enduro opartym na systemie Avinox M2S i robi to w stylu, który trudno zignorować. Nie przez subtelność. Raczej przez zestaw cech, które brzmią jak przepis na rower dla osób patrzących na stromy, kamienisty szlak z miną: no dobrze, sprawdźmy.
Avinox M2S, czyli dużo mocy w rowerze
Sercem całej serii Decoy X CORE jest napęd Avinox M2S. W standardowym trybie układ oferuje do 130 Nm momentu obrotowego i 1300 W mocy szczytowej, a w krótkim trybie Boost może dojść do 150 Nm i 1500 W. To są wartości, przy których zwykłe określenie wspomaganie zaczyna brzmieć zbyt grzecznie.
W rowerze trailowym takie parametry mogłyby pachnieć przesadą. W ciężkim e-enduro, które ma wyciągać rowerzystę na długie, techniczne podjazdy, żeby później pozwolić mu zjechać trasą wymagającą dużego skoku zawieszenia i solidnych hamulców, ta moc ma już bardziej praktyczny kontekst. Nie chodzi wyłącznie o bicie rekordów na asfalcie pod schronisko. Chodzi o to, że masa roweru, duże opony, agresywna geometria i ciężki teren szybko pokazują, gdzie kończą się delikatne systemy.

Każdy model Decoy X CORE dostaje akumulator 800 Wh. To dobra decyzja, bo przy takim silniku mniejsza bateria wyglądałaby jak zabranie bidonu na całodniową wycieczkę w lipcu i udawanie, że przecież jakoś będzie. YT nie bawi się też w różnicowanie zasięgu zależnie od rozmiaru ramy. W rowerach elektrycznych takie drobiazgi później potrafią irytować bardziej niż kolor lakieru.
Rama z aluminium i geometria, która nie prosi o łagodne traktowanie
Decoy X CORE opiera się na hydroformowanej aluminiowej ramie. Mamy 160 mm skoku z tyłu, 170 mm z przodu i układ kół mullet, czyli 29 cali na przedzie oraz 27,5 cala z tyłu. Ten miks ma swoje uzasadnienie: większe przednie koło spokojniej przejeżdża przez przeszkody, a mniejsze tylne pomaga utrzymać rower zwinniejszym w ciasnych zakrętach i przy agresywniejszej jeździe.
Geometria jest wyraźnie ustawiona pod zjazdy. Kąt główki ramy wynosi 64,2 stopnia w wyższym ustawieniu lub 63,9 stopnia w niższym, a kąt rury podsiodłowej to odpowiednio 78,4 albo 78,1 stopnia. Do tego dochodzi flip-chip, więc można delikatnie dostroić charakter roweru. Nie zrobi to z Decoya spokojnej maszyny na rodzinny objazd lasu, ale pozwoli dopasować go do trasy i własnej tolerancji na ostre zachowanie w dół.


Podoba mi się, że YT nie udaje, że to sprzęt dla każdego. Masa w okolicach 25 kg mówi jasno: ten rower będzie dawał dużo na zjazdach i podjazdach z napędem, ale po schodach do mieszkania wnosić go będą raczej osoby bardzo zmotywowane albo bardzo uparte.
Cztery wersje CORE i ceny, które nadal bolą, ale mniej niż można było się spodziewać
Seria CORE składa się z czterech modeli. Decoy X CORE 1 kosztuje 4499 euro, czyli około 19 100 zł. Jak na e-MTB z Avinox M2S, baterią 800 Wh, zawieszeniem Marzocchi i napędem SRAM Eagle 90 Transmission, wygląda to dość agresywnie cenowo. Oczywiście nadal mówimy o kwocie, za którą można kupić używane auto, ale w świecie pełnomocnych elektrycznych enduro próg wejścia został ustawiony zaskakująco nisko.
Decoy X CORE 2 kosztuje 5499 euro, czyli około 23 400 zł, i dorzuca między innymi widelec Fox 38 Float Performance, damper Fox DHX Performance, hamulce SRAM Maven Base oraz koła DT Swiss H 1900. Decoy X CORE 3 za 6499 euro, czyli około 27 600 zł, przechodzi na RockShox ZEB Ultimate i Vivid Ultimate, dostaje SRAM Maven Silver oraz koła DT Swiss HX 1700. Na górze gamy CORE stoi Decoy X CORE 4 za 7499 euro, czyli około 31 900 zł, z zawieszeniem Fox Factory, elektronicznym SRAM S1000 AXS Transmission i kołami DT Swiss HX 1500.


Jest jeszcze Launch Edition za 8499 euro, czyli około 36 100 zł, ale seria CORE wydaje się tu znacznie ciekawsza redakcyjnie. Pokazuje, że YT chce wejść mocno w segment, w którym klienci liczą każdy komponent, ale niekoniecznie chcą płacić za butikową aurę marki.
Taki rower ma sens, jeśli naprawdę jeździsz
Największa pułapka przy Decoy X CORE polega na tym, że specyfikacja łatwo robi wrażenie. 150 Nm, 800 Wh, 170 mm skoku, mullet, mocne hamulce, agresywna geometria – wszystko brzmi jak gotowa recepta na rowerowy zachwyt. Tyle że taki sprzęt ma największy sens dopiero wtedy, gdy regularnie trafia w teren, który uzasadnia jego charakter.
Do spokojnych leśnych rund, szutrowych skrótów i weekendowych wycieczek z kawą na końcu trasy byłby przesadą. Do bike parku, stromych ścieżek, kamieni, korzeni i długich podjazdów przed konkretnym zjazdem zaczyna wyglądać znacznie sensowniej. Myślę, że właśnie tam ujawnia się sedno tej konstrukcji: ma zdjąć z nóg część kary za podjazd, ale zostawić frajdę i wymagania po stronie zjazdu.

I może dlatego ten rower mnie ciekawi, choć jednocześnie trochę mnie onieśmiela. Elektryczne enduro coraz mniej przypomina kompromis, a coraz bardziej osobną kategorię sprzętu z własnymi zasadami. Decoy X CORE dobrze pokazuje, dokąd to wszystko zmierza. Więcej mocy, większe baterie, mocniejsze hamulce, bardziej zjazdowa geometria i ceny, które nadal są wysokie, ale zaczynają być bardziej racjonalne na tle konkurencji.
Nie każda osoba potrzebuje takiego roweru. Właściwie większość z nas go nie potrzebuje. Ale trudno nie zauważyć, że dla tych, którzy faktycznie jeżdżą mocno, często i w trudnym terenie, YT przygotował coś bardzo konkretnego. Trochę bezczelnego, trochę rozsądnego, a przez to całkiem intrygującego.
