powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Moto

Ten silnik wygląda jak dzieło sztuki. Manifest przeciw elektryfikacji czy kolekcjonerska kapsuła czasu?

W świecie, w którym supersamochody coraz częściej brzmią jak futurystyczny odkurzacz, a kolejne marki ogłaszają elektryfikację jako punkt honoru, De Tomaso robi ruch w przeciwnym kierunku. Pokazało właśnie serce P900 – torowego hipersamochodu, który ma być bardziej mechaniką w stanie czystym niż technologiczno-ekologiczną deklaracją. A serce jest tu kluczowe: wolnossące, 6,2-litrowe V12, kręcące się do 12 300 obr./min i celujące w około 900 KM.

M
Monika Wojciechowska
05.02.2026·4 minuty·
Ten silnik wygląda jak dzieło sztuki. Manifest przeciw elektryfikacji czy kolekcjonerska kapsuła czasu?

fot. De Tomaso Automobili

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten silnik wygląda jak dzieło sztuki. Manifest przeciw elektryfikacji czy kolekcjonerska kapsuła czasu?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

To nie jest motor, który próbuje się wpasować w trend. To motor, który celowo wystaje ponad linię trendu – i robi to nie tylko parametrami, ale też wyglądem. Wystarczy spojrzeć na układ wydechowy, gdzie rury splatają się w coś, co bardziej przypomina rzeźbę albo fragment maszynerii z filmu sci-fi niż klasyczny kolektor. Właśnie ten element stał się twarzą premiery, bo w czasach turbo i hybrydowych układów, w których dźwięk często bywa projektowany jak aplikacja, wydech znów staje się instrumentem.

12 300 obr./min bez turbiny: to jest naprawdę wysoka poprzeczka

Takie obroty w silniku wolnossącym wymagają ekstremalnie szybkiej i stabilnej pracy całego układu: rozrządu, zaworów, smarowania, chłodzenia i przede wszystkim elementów wirujących. Im wyżej wchodzisz z obrotami, tym bardziej każdy gram i każda nierównowaga działa jak młot. Minimalny błąd w wyważeniu czy w sztywności elementu może zakończyć się awarią, która dzieje się szybciej, niż zdążysz pomyśleć. I właśnie dlatego cztery lata rozwoju jednego silnika nie brzmią jak luksus – brzmią jak wymóg, jeśli celem jest niezawodność, a nie tylko rekord w folderze PR.

W tych parametrach jest jeszcze jeden smaczek: to projekt całkowicie nastawiony na reakcję i charakter, nie na doklejanie momentu turbodoładowaniem. W praktyce oznacza to, że P900 ma oferować coś, czego coraz mniej: narastanie mocy w sposób liniowy, przewidywalny, bez turbodziury i bez tej samej, uniwersalnej mapy momentu, którą dziś dostajesz w wielu supersamochodach. To różnica między wystrzałem a śpiewem – i De Tomaso ewidentnie gra na tej drugiej nucie.

fot. De Tomaso Automobili

220 kilogramów: dlaczego ta liczba robi taką robotę

Najbardziej szokujący parametr to nie sama moc, tylko masa silnika: około 220 kg. Dla V12 to wynik, który ociera się o inżynierską przesadę. V12 z natury jest większe, dłuższe i bardziej skomplikowane niż V8 czy R6, a każdy dodatkowy cylinder oznacza więcej elementów. Jeśli udało się zejść tak nisko z masą, to znaczy, że ktoś obsesyjnie walczył o każdy kilogram: w materiałach, w projektowaniu kanałów, w osprzęcie, w konstrukcji bloku i głowic, w układzie wydechowym, w tym, co zwykle zostawia się na koniec jako margines.

Tu pojawia się jeszcze jeden detal: według części opisów silnik powstał przy współpracy z niemiecką grupą inżynieryjną Capricorn, znaną z pracy przy zaawansowanych komponentach. To nie gwarantuje cudów, ale tłumaczy, skąd ambicja, by z V12 zrobić coś krótszego, lżejszego i bardziej wyścigowego niż typowe jednostki drogowe.

De Tomaso nie sprzedaje P900 jako hipersamochodu do kawiarni. To ma być narzędzie torowe, a konstrukcja jest temu podporządkowana. Planowany święty graal to masa auta na poziomie około 900 kg i moc około 900 KM – stosunek 1:1, który automatycznie wywołuje skojarzenia z Koenigseggiem One:1, ale też z całą filozofią: jeśli chcesz czuć auto, musisz mieć masę pod kontrolą.

Napęd ma iść na tył, a przeniesieniem mocy zajmie się sekwencyjna skrzynia Xtrac – rozwiązanie z kręgu motorsportu, które jest brutalnie szybkie i brutalnie szczere. To kolejny sygnał, że P900 ma być purystyczny nie tylko w hasłach. W takim zestawie nie ma miejsca na miękką codzienność: jest za to miejsce na doświadczenie, które kolekcjonerzy dziś kupują równie chętnie co sam przedmiot. Bo w segmencie 3 mln dolarów nikt już nie płaci tylko za osiągi. Płaci się za emocję, rzadkość i fakt, że to jest ostatnie takie.

fot. De Tomaso Automobili

Paliwo syntetyczne: ratunek dla V12 czy alibi na przyszłość?

Producent podkreśla, że V12 ma pracować na paliwie syntetycznym. To temat, który świetnie brzmi, ale warto go rozbroić. E-paliwa mają sens wtedy, gdy są wytwarzane z wykorzystaniem energii odnawialnej i gdy cały łańcuch – od produkcji, przez transport, po spalanie – faktycznie bilansuje się lepiej niż klasyczne paliwa. W praktyce kluczowe są skala i koszt, a to nadal największe bariery.

Jednocześnie w świecie limitowanych hipersamochodów może to działać jak przepustka do dalszego życia idei spalinowej: skoro auto jest torowe, ma mikroskopijną produkcję, a paliwo jest syntetyczne, łatwiej bronić tezy, że to wyjątkowy przypadek, a nie krok w tył. I w tym sensie P900 jest czymś więcej niż samochodem: to test, jak długo da się jeszcze sprzedawać mechaniczny absolut w czasach, gdy normy i nastroje społeczne idą w inną stronę.

fot. De Tomaso Automobili

3 miliony dolarów i 18 sztuk: tu sprzedaje się epokę, nie tylko auto

Cena na poziomie około 3 mln dolarów i limit 18 egzemplarzy. Dla rynku to jasny komunikat: to nie ma być hit w sensie sprzedaży. To ma być artefakt. Właśnie dlatego liczy się tu narracja: wolnossące V12, absurdalne obroty, ekstremalna masa, sekwencyjna skrzynia, torowy charakter i obietnica doświadczenia, którego nie da się zasymulować w elektryku, choćby miał 1500 KM.

Najciekawsze pytanie brzmi więc nie czy to ma sens, tylko jak długo takie projekty będą jeszcze możliwe. I czy za kilka lat nie będziemy mówić o P900 jak o jednej z ostatnich maszyn, które powstały nie dlatego, że musiały, tylko dlatego, że ktoś chciał zrobić coś bezkompromisowo pięknego mechanicznie.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten silnik wygląda jak dzieło sztuki. Manifest przeciw elektryfikacji czy kolekcjonerska kapsuła czasu?"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX