Timex przygotował limitowaną edycję Space Jam 30th Anniversary x Q Timex z okazji 30-lecia „Kosmicznego meczu”. Model bazuje na 38-milimetrowym Q Timexie, ma stalową kopertę, stalową bransoletę, niebieski obrotowy bezel i tarczę z Bugsem rozgrywającym swój mały mecz na tle kosmosu. Najładniejszy detal? Piłka do kosza pełni funkcję sekundnika, a siatka została namalowana od spodu wypukłego akrylowego szkła, więc przy ruchu wskazówki powstaje wrażenie rzutu do obręczy. Zegarek jest limitowany do 1000 numerowanych egzemplarzy i kosztuje 259 euro, czyli orientacyjnie około 1120 zł. Na stronie Timexa widnieje już niestety jako wyprzedany.
Nostalgia, która nie musi zachowywać powagi
Lubię takie zegarki, bo przypominają, że akcesoria nie zawsze muszą udowadniać dorosłość. Czasem wystarczy, że dobrze niosą wspomnienie. „Kosmiczny mecz” był przecież dokładnie takim popkulturowym koktajlem, który dziś brzmiałby jak pomysł z tablicy pełnej przypadkowych karteczek: Michael Jordan, Looney Tunes, koszykówka, kosmici, kreskówkowa fizyka i sportowa legenda ubrana w rodzinny blockbuster. A jednak dla wielu osób ten miks działał.
Q Timex pasuje tu zaskakująco dobrze. Sama linia ma retro charakter, ale nie jest przesadnie muzealna. To zegarek, który już w podstawowej formie wygląda jak coś wyjętego z innej dekady i przepisane na współczesny nadgarstek. Wersja Space Jam dokłada do tego kreskówkowy żart, ale nie robi z całości plastikowej zabawki z kiosku. Stalowa koperta, pięcioogniwowa bransoleta i 38 mm średnicy trzymają projekt w ryzach. Dzięki temu Bugs na tarczy może robić swoje, a zegarek nadal pozostaje zegarkiem.
Najlepszy detal to ten sekundnik
W takich limitowanych edycjach łatwo pójść najprostszą drogą: wrzucić postać na tarczę, dodać logo na deklu, zrobić pudełko z grafiką i gotowe. Timex zrobił coś przyjemniejszego, bo wykorzystał ruch zegarka jako część żartu. Piłka krążąca jako sekundnik sprawia, że tarcza nie jest tylko ilustracją. Ona cały czas gra.

Gdy zegarek nawiązuje do filmu o kosmicznym meczu koszykówki, sekundnik-piłka jest znacznie lepszym pomysłem niż kolejny nadruk z rocznicowym znaczkiem. Do tego dochodzą luminescencyjne wskazówki, indeksy i detale tarczy, więc po ciemku całość nadal ma ten lekko komiksowy klimat. Timex opisuje też kopertę jako stalową, odporną na korozję i matowienie, a zegarek ma wodoszczelność 50 m, więc spokojnie zniesie codzienne noszenie, deszcz i krótkie pływanie.
Nie każdy będzie chciał nosić Bugsa Bunny’ego na nadgarstku. Całe szczęście. Najgorsze limitowane edycje to te, które próbują jednocześnie być fanowskie i bezpieczne, przez co kończą jako grzeczny produkt z małym logo licencji gdzieś na boku. Tutaj Timex nie chowa inspiracji. Niebieska tarcza, kosmiczny klimat, królik, piłka, rocznicowy kontekst – wszystko jest na wierzchu, ale w formie, która ma urok.
Myślę, że ten zegarek sprawdzi się u osób, które lubią modę i dodatki z lekkim przymrużeniem oka. Nie musi pasować do każdej stylizacji. Wystarczy, że potrafi przełamać prosty zestaw, bluzę, denim, białą koszulę, sportową kurtkę albo codzienny strój, któremu przyda się jeden mniej typowy element.
Cena robi z niego fanowski kaprys, ale nie absurd
259 euro za kwarcowego Timexa z akrylowym szkłem to kwota, przy której część osób od razu powie, że płaci się za nostalgię. Będą miały rację. Tylko że w takich projektach nostalgia jest częścią produktu, tak samo jak stalowa koperta i bransoleta. Kupuje się nie tylko mechanizm i materiały, ale też konkretny popkulturowy kod. Q Timex sam w sobie ma retro temperament, a „Kosmiczny mecz” jest jedną z tych marek, które nie wymagają długiego tłumaczenia osobom wychowanym w latach 90.

Czy to rozsądny zakup? Pewnie nie w sensie chłodnej kalkulacji. Czy przyjemny? Zdecydowanie bardziej. I chyba właśnie o to chodzi w takich limitowanych edycjach. Nie mają zastąpić codziennego zegarka dla minimalistów ani przekonać purystów, którzy na hasło „kwarc” robią minę, jakby ktoś podał im kawę rozpuszczalną w porcelanie. Mają dać mały, dobrze zaprojektowany pretekst do noszenia wspomnienia.
Największą zaletą tej edycji jest to, że rozumie materiał źródłowy. „Kosmiczny mecz” nigdy nie był opowieścią o subtelności. To była mieszanka sportu, kreskówki i marketingowego szaleństwa, która mogła działać tylko wtedy, gdy nikt nie próbował jej nadmiernie uszlachetniać. Timex zachował ten luz. Zrobił zegarek, który jest trochę kolekcjonerski, trochę modowy, trochę zabawny i bardzo świadomy tego, że Bugs Bunny rzucający do kosza na tarczy nie potrzebuje filozofii.
I może dlatego ten model tak szybko zniknął ze sklepu. W czasach, gdy wiele akcesoriów wygląda podobnie, a limitowane edycje często kończą się na innym kolorze tarczy, tutaj jest pomysł. Prosty, czytelny, lekki. Zegarek nie próbuje wszystkim się spodobać. Trafia w ludzi, którzy pamiętają Space Jam, lubią retro Timexa i nie mają problemu z tym, że dorosły dodatek może czasem zachowywać się jak najlepsza część dziecięcej półki z VHS-ami.
