Timex stworzył cyfrowy model inspirowany sportowymi zegarkami z lat 80. i zrobił to na tyle konsekwentnie, że można przez chwilę zastanawiać się, czy przypadkiem nie patrzymy na zapomniany model sprzed dekad. Trochę plastikowy, trochę futurystyczny, odrobinę dziwaczny. W czasach identycznych czarnych ekranów na nadgarstkach właśnie ta dziwność może okazać się jego największą zaletą.
Timex stworzył własne fałszywe wspomnienie
Rynek zegarków pokochał archiwa. Producenci coraz częściej wracają do swoich dawnych modeli, zmieniają kilka szczegółów, poprawiają mechanizm i sprzedają nam dzieciństwo, młodość albo epokę, której nawet nie mieliśmy okazji przeżyć. Timex sam robi to regularnie, czego dobrym przykładem są kolejne reedycje spod szyldu Q Timex.

Retroware Digital wybiera ciekawszą drogę. Nie jest odtworzeniem konkretnego historycznego zegarka. Projektanci połączyli charakterystyczne elementy dawnych cyfrowych modeli sportowych, szczególnie stylistykę Timexów Triathlon i Ironman z połowy lat 80., i zbudowali z nich zupełnie nową konstrukcję.
Mam wrażenie, że właśnie dlatego zegarek tak dobrze bawi się pamięcią. Widzimy masywną kopertę z żywicy, ogromny ekran, mocno zaznaczone przyciski i cyfry wyglądające jak zaprojektowane przez kogoś, kto w 1985 roku próbował przewidzieć, jak będziemy żyć w XXI wieku. Wszystko się zgadza, chociaż oryginału nigdy nie było.
To zresztą ciekawy etap mody na retro. Samo kopiowanie dawnych produktów najwyraźniej zaczyna być zbyt oczywiste. Można już projektować nowe przedmioty według zasad starego świata i sprzedawać emocje związane z przeszłością bez konieczności odnajdywania konkretnego modelu w archiwum.
Cyfry zajmują pół zegarka i trudno patrzeć gdzie indziej
Retroware Digital nie należy do dyskretnych zegarków. Koperta ma 46 mm średnicy i 50 mm długości lug-to-lug, więc na nadgarstku jest spora. Zrobiono ją z lekkiej żywicy, podobnie jak pasek. Całość ma matowe wykończenie, które jeszcze mocniej podkreśla sportowo-elektroniczny charakter projektu.

Pierwsze skrzypce gra jednak wyświetlacz. Godzina pojawia się w formie wielkich, zaokrąglonych cyfr zajmujących większość ekranu. Są trochę niepoważne, trochę komiksowe i zdecydowanie mniej techniczne od tego, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne zegarki cyfrowe. Pod nimi mieści się mniejsza część ekranu z dodatkowymi informacjami, w tym kalendarzem.
I dobrze, bo zegarkom cyfrowym naprawdę przydała się odrobina szaleństwa. Przez lata były projektowane przede wszystkim jako narzędzia. Czytelny ekran, kilka funkcji, możliwie praktyczna obudowa. Później smartwatche zaczęły walczyć o kolejne sensory i aplikacje. Retroware Digital przypomina, że ekran na nadgarstku może być również elementem stylistycznym.
Tym bardziej że Timex zachował fizyczne przyciski. Po bokach znajdują się standardowe elementy sterujące, a dwa dodatkowe przyciski umieszczono bezpośrednio z przodu koperty i przeznaczono do obsługi stopera. W 2026 roku, gdy niemal wszystko mamy przesuwać palcem po szkle, wciskanie dużego plastikowego przycisku ma zaskakująco dużo uroku.

Funkcjonalnie bez rewolucji. I chyba wystarczy
Pod względem możliwości Retroware Digital pozostaje klasycznym zegarkiem cyfrowym. Dostajemy chronograf, timer, alarm i pełny kalendarz. Jest także charakterystyczne podświetlenie INDIGLO, które Timex rozwija od początku lat 90.
Wodoszczelność wynosi 50 metrów, więc zegarek poradzi sobie z codziennym użytkowaniem i lekkim pływaniem, choć zdecydowanie nie powstał jako sprzęt do poważniejszych wodnych przygód. Mechanizm jest oczywiście kwarcowy, zasilany baterią.

I właśnie w tym miejscu pojawia się kwestia ceny. Retroware Digital kosztuje na rynku amerykańskim 149 dolarów, czyli około 550 zł. Jak na zegarek z żywiczną kopertą i zestawem funkcji znanym z cyfrowych modeli od dekad, nie jest to symboliczna kwota. Trudno więc bronić jego wartości za pomocą tabeli parametrów.
Tyle że osoby zainteresowane tym modelem prawdopodobnie nie będą kupowały tabeli parametrów. Płaci się za projekt – za te wielkie cyfry, absurdalnie rozbudowaną kopertę i estetykę przyszłości, która zdążyła się zestarzeć, zanim naprawdę nadeszła.
Retro przestało oznaczać odgrzewanie staroci
Retroware Digital dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniło się nasze podejście do nostalgii. Dawniej retro oznaczało przede wszystkim powrót konkretnego produktu. Teraz wystarczy zestaw odpowiednich kształtów, materiałów, kolorów i skojarzeń.


Timex zbudował więc zegarek przypominający artefakt z alternatywnych lat 80. – takich, w których elektronika była jeszcze ekscytująca, przyszłość wyglądała jak ciekawsze miejsce, a sześć fizycznych przycisków na jednym urządzeniu nikomu nie wydawało się przesadą.
Czy 149 dolarów za taki eksperyment to dużo? Moim zdaniem trochę tak. Jednocześnie znacznie łatwiej wybaczyć tę cenę produktowi, który ma własny charakter, niż kolejnemu poprawnemu cyfrowemu zegarkowi z niewielkim ekranem i czterema przyciskami.
Retroware Digital jest dziwny, duży i świadomie staromodny. Patrzę na niego i mam wrażenie, że gdzieś już go widziałam. Dopiero po chwili przypominam sobie, że przecież nie mogłam.
