Wielu z nas sprawdza czas wielokrotnie w trakcie każdego dnia. Przyznam się, że ja to mam nawet taki odruch, że jak już widzę smartfon z ekranem zwróconym ku górze, to półświadomie stukam go dwukrotnie co jakiś czas, aby skontrolować bieżącą godzinę? Po co? Sam nie wiem, może to właśnie to stałe zawieszenie w “niedoczasie”, nawet podczas wolnych chwil. Tym samym zapominam, żeby nacieszyć się narzędziem i posiadaniem tego momentu.
Ten zegar chce zahipnotyzować, czas to dla niego chwila, którą się przeżywa, nie pokazuje
Studio projektantów z Istambułu Omora Lusso, zbudowało coś stojącego w opozycji do lekkości podawania czasu. Ich zegar jest w ogóle trudno sklasyfikować jako urządzenie, którego głównym celem jest przekazywanie godziny. Ten wydaje się być bardziej pomysłem, na który ktoś wpadł dopiero po skonstruowaniu podstawowego projektu.

Zegar otrzymał nazwę Muvaqqit 60, która sama w sobie odpowiadania już na pytanie niecodziennego projektu. Bowiem odnosi się ona do historycznej funkcji mędrca udzielającego swoich umiejętności odczytywania czasu przy meczetach, aby odpowiednio regulować zegary na czas modlitw. Nie każda ze świątyń miała takiego specjalistę, lecz zawsze byli oni cenieni za swoją wiedzę astronomiczną.
To tłumaczy dość dosadnie wręcz symboliczną aurę każdego z elementów zegara Omora Lusso. W trakcie pracy, upływający czas nie jest wyróżniony znaną nam dobrze wskazówką sekundową, tylko swoistymi skrzydłami lecącego ptaka, który hipnotyzująco nimi porusza. Te srebrzyste elementy zostały wykonane z mosiądzu.

Odniesienie do historii często otwiera furtkę dla sztampowych nawiązań do minionych czasów, tutaj jednak się tego nie uświadczy. Cała konstrukcja jest bardzo wyraźnie nowoczesna, tłumacząca ducha innej epoki na współczesny kod projektu i w niewspółczesny sposób zmusza obserwatora do zatrzymania.
Czytaj też: Pamiętasz telefony z obrotową tarczą? Timex właśnie przeniósł jeden z nich na nadgarstek
Godzina jest ukazywana co minutę, podświetlając właściwe elementy, czyni to wręcz od niechcenia podświetlając stopniowo każdy element i zatrzymując się we właściwym momencie. Żeby odczytać czas, też nie można liczyć na klasyczny, cyfrowy wyświetlacz (jest zarezerwowany dla temperatury), użytkownik musi połączyć ze sobą kolejne warstwy godziny, minut, sekund i wskazania AM/PM, co wydaje się być najmniej potrzebne w tym zestawie.

Trudno jest też określić, czy projekt tego zegara jest minimalistyczny, czy wręcz przeciwnie? Owszem, jest bardzo powściągliwy w swojej ilości kolorów, stawiając na świetnie się sprawdzający, w każdych warunkach kontrast srebra, czerni i antracytu. Dodatkowo nie odchodzi radykalnie od okrągłej tarczy, tak dobrze znanej wszystkim od właściwie dzieciństwa.
Niemniej uroczystość towarzysząca każdej próbie odczytania czasu, jest daleka od minimalizmu. Tym bardziej, że lecący przez bezkres czasoprzestrzeni ptak nie ma w zasadzie żadnej innej funkcji jak ta estetyczna. Nie ukazuje on ani sekund, ani minut. Jedynie nieruchomieje podczas wyświetlania okrągłych godzin.

Na pewno każdemu kto się zdecyduje na jego zakup, będzie dostarczał wielu okazji do zadumy nad szczegółami Muvaqqita 60. Trzeba się jednak będzie spieszyć ze swoją decyzją. Ilość egzemplarzy jest drastycznie ograniczona do wyłącznie 50 sztuk, a każda kosztuje 6 tysięcy dolarów.
Wszystkie są także produkowane ręcznie w studio w Istambule i docierają do swojego właściciela wraz z certyfikatem autentyczności w specjalnym, drewnianym futerale.
Źródło: yankodesign
