powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Moda i uroda

Ten zegarek jest krzywy, dziwny i wart fortunę. Właśnie dlatego tak trudno oderwać od niego wzrok

Cartier Crash od pierwszego spojrzenia wygląda tak, jakby ktoś usiadł na klasycznym czasomierzu, a potem uznał, że właściwie nie ma czego poprawiać. Koperta jest wygięta, cyfry rzymskie rozciągnięte, tarcza jakby zsunęła się z osi. W świecie luksusu, który przez dekady lubił symetrię, proporcję i kontrolę, ten zegarek sprawia wrażenie pięknego błędu.

M
Monika Wojciechowska
4h temu·4 minuty·
Ten zegarek jest krzywy, dziwny i wart fortunę. Właśnie dlatego tak trudno oderwać od niego wzrok

fot. materiały prasowe

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten zegarek jest krzywy, dziwny i wart fortunę. Właśnie dlatego tak trudno oderwać od niego wzrok"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

I właśnie za jeden z takich „błędów” zapłacono ostatnio 2 028 800 dolarów, czyli około 7,4 miliona złotych. Chodzi o Cartier London Crash z 1990 roku, który podczas aukcji Christie’s w Genewie ustanowił nowy rekord dla tego modelu. To już nie jest tylko drogi zegarek. To przedmiot z tej kategorii, w której czas przestaje być najważniejszy, a zaczyna się rozmowa o designie, rzadkości i naszej osobliwej słabości do rzeczy, które odmawiają bycia grzecznymi.

Zegarek, który powinien wyglądać źle, ale nie wygląda

Cartier Crash jest jednym z tych projektów, które trudno oceniać według zwykłych kryteriów. Gdyby anonimowa marka wypuściła dziś zegarek o tak zdeformowanej kopercie, część komentujących uznałaby go za żart, część za próbę wymuszonej oryginalności. W przypadku Cartiera działa jednak coś więcej niż metka. Ten model ma za sobą niemal sześć dekad budowania własnej legendy i ani przez chwilę nie stał się łagodniejszy.

Pierwszy Crash pojawił się w Londynie w 1967 roku. Powstał w okresie, kiedy tamtejszy Cartier działał z dużą swobodą, a moda, sztuka i kultura popularna miały wyraźną ochotę wyrwać się z garnituru. Za projektem stali Jean-Jacques Cartier i Rupert Emmerson. Przez lata wokół zegarka krążyła historia, że jego kształt zainspirował uszkodzony w wypadku samochodowym czasomierz, stopiony pod wpływem ognia.

fot. materiały prasowe

Ponad 7 milionów złotych za asymetrię

Rekordowy egzemplarz z Genewy to Cartier London Crash z 1990 roku, wykonany z 18-karatowego złota. Ma ręcznie nakręcany mechanizm, białą tarczę z podpisem „Cartier London”, charakterystyczną asymetryczną kopertę oraz oryginalne złote zapięcie typu deployant, również sygnowane londyńskimi cechami. Christie’s wskazywało przed aukcją estymację od 500 000 do 1 000 000 franków szwajcarskich, ale końcowy wynik wyniósł 1 585 000 franków. To około 7,4 miliona złotych przy obecnym kursie dolara.

Czy taka kwota brzmi rozsądnie? W klasycznym sensie nie. Ale rynek kolekcjonerski od dawna nie działa według logiki „ile materiału i pracy mieści się w przedmiocie”. Liczy się pochodzenie, liczba dostępnych egzemplarzy, stan zachowania, znaczenie w historii wzornictwa i to, czy dany obiekt potrafi uruchomić emocje u grupy ludzi z bardzo zasobnymi portfelami. Crash spełnia wszystkie te warunki.

W tym konkretnym przypadku istotne jest jeszcze coś: londyńskie Crashe są szczególnie pożądane, bo odnoszą się do najbardziej oryginalnego, najbardziej niepokornego okresu w historii modelu. Wczesna seria z 1967 roku liczyła około 20 egzemplarzy, sprzedawanych wyłącznie w butiku Cartiera w Londynie. Późniejsze modele również potrafią osiągać astronomiczne ceny, ale słowo „London” działa na kolekcjonerów niemal jak pieczęć pierwszeństwa.

Luksus coraz częściej lubi rzeczy z charakterem, nie tylko z ceną

Rekord Cartiera nie wziął się znikąd. Już w kwietniu 2026 roku inny London Crash, tym razem z 1987 roku, został sprzedany przez Sotheby’s za 15,6 miliona dolarów hongkońskich, czyli około 1,99 miliona dolarów. Przez kilka tygodni był najdroższym zegarkiem Cartiera sprzedanym na aukcji. Majowy wynik Christie’s przebił ten pułap.

Trudno nie zauważyć, że Cartier od kilku lat coraz mocniej przyciąga uwagę kolekcjonerów, którzy są już zmęczeni przewidywalnym wyścigiem wokół najbardziej oczywistych modeli Rolexa czy Patek Philippe’a. Nie twierdzę, że rynek nagle stał się bardziej romantyczny. Nadal rządzą nim pieniądze i prestiż. Ale wyraźnie rośnie apetyt na zegarki, które mają bardziej wyrazistą osobowość niż kolejna sportowa ikona z długą listą oczekujących.

fot. materiały prasowe

Dziwność, która zdążyła stać się klasyką

Wiele współczesnych produktów próbuje być inne na siłę. Powstają limitowane edycje, odważne kolory, kształty mające wywołać reakcję jeszcze przed przeczytaniem opisu. Crash niczego już nie musi udowadniać. To projekt, który przetrwał najtrudniejszy test: czas. Nadal wygląda niepokojąco świeżo, mimo że jego podstawowy pomysł pochodzi z lat 60.

Tu mam mieszane uczucia wyłącznie wobec cen, nie wobec samego zegarka. Aukcyjne rekordy potrafią zamienić obiekt kultury w tabelkę z kolejnym wynikiem, a szkoda byłoby sprowadzić Crasha do informacji, że „znów pobił rekord”. Jego urok zaczyna się dużo wcześniej, zanim na sali aukcyjnej podniesie się pierwsza tabliczka. W chwili, gdy człowiek patrzy na ten kształt i przez sekundę zastanawia się, czy ktoś naprawdę odważył się tak wygiąć elegancki zegarek.

Odważył się. A rynek, z wieloletnim opóźnieniem, nagradza tę odwagę kwotami, które wyglądają równie surrealistycznie jak sam Crash.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten zegarek jest krzywy, dziwny i wart fortunę. Właśnie dlatego tak trudno oderwać od niego wzrok"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX