To drobiazg wykonany z półprzezroczystej organzy, na której nadrukowano wizerunek klasycznego zegarka. Z daleka wygląda jak elegancki, lekko nostalgiczny model na bransolecie. Z bliska okazuje się tekstylną iluzją – lekką, trochę absurdalną i zaskakująco dobrze pomyślaną. W świecie, który potrafi sprzedać nam kolejną aplikację do mierzenia stresu, snu i liczby kroków do lodówki, dodatek pozbawiony jakiejkolwiek funkcji ma w sobie coś wyjątkowo odświeżającego.
Zegarek dla tych, którzy i tak sprawdzają godzinę w telefonie
Prawda jest taka, że klasyczny zegarek już dawno przestał być przedmiotem pierwszej potrzeby. Godzinę widzimy na ekranie telefonu, laptopa, samochodowego wyświetlacza, mikrofalówki i czasem nawet na lodówce, która nieproszona przypomina, że jest 23:48 i być może naprawdę nie potrzebujemy kolejnego deseru.
Zegarek przetrwał, bo z czasem stał się czymś więcej niż narzędziem. Jest biżuterią, sygnałem stylu, małym komunikatem o tym, czy bliżej nam do sportowego minimalizmu, retro, złota, stali, mechaniki czy estetyki człowieka, który w sobotę rano czyści bransolety szczoteczką do zębów.
Organza Watch podkręca tę logikę do granic. Skoro zegarek i tak coraz częściej pełni rolę ozdoby, EGNARTS postanowiło stworzyć ozdobę, która nawet nie udaje urządzenia. Nie ma koperty, szkła, mechanizmu ani koronki. Jest nadruk, przezroczysta tkanina i pomysł, który działa dokładnie dlatego, że jest tak bezczelnie prosty.
Luksus, który kosztuje mniej niż wieczór na mieście
Słowo luksus w przypadku tego dodatku warto traktować z pewnym przymrużeniem oka. Organza Watch kosztuje 33 tysiące wonów, czyli około 90 zł. Trudno więc mówić o zegarku, który ma aspiracje do sejfu, ubezpieczenia i rodzinnej legendy przekazywanej przez trzy pokolenia.
Jest za to luksusowy w innym, bardziej modowym znaczeniu. Przypomina drobne dodatki, które wyglądają jak przypadkowo znalezione podczas podróży, w niszowym butiku albo na targu w Seulu. Nie są oczywiste, nie mają wielkiego logo i nie próbują przekonać wszystkich wokół, że ich właścicielka właśnie wygrała ranking statusu społecznego.
Mam wrażenie, że właśnie takie przedmioty coraz częściej budują ciekawy styl. Nie kolejny model sneakersów, który wszyscy widzieli już pięćset razy na TikToku, ani torba tak rozpoznawalna, że z daleka można przewidzieć jej cenę. Bardziej przekonuje mnie detal, który daje ludziom pretekst do drugiego spojrzenia.

W przypadku Organza Watch to spojrzenie jest niemal obowiązkowe. Najpierw widzisz zegarek. Potem orientujesz się, że przecież on nie ma prawa działać. I nagle cały ten prosty pomysł zaczyna być znacznie ciekawszy niż kolejny klasyczny dodatek.
Trochę iluzji, trochę ironii i dużo letniego stylu
EGNARTS jest marką z Seulu, która lubi przetwarzać znane elementy garderoby i przesuwać ich znaczenie o kilka kroków dalej. W jej projektach pojawiają się ubrania o zmiennych funkcjach, wielowarstwowe konstrukcje, nawiązania do odzieży roboczej i lekko dekonstrukcyjny charakter. Organza Watch dobrze pasuje do tego sposobu myślenia – bierze przedmiot znany wszystkim i odbiera mu najważniejszą funkcję.
Zostawia za to formę.
Brązowa lub czarna wersja może wyglądać dobrze na opalonej skórze, przy lnianej koszuli, prostym topie, dużej białej koszuli noszonej do jeansowych szortów czy nawet do wieczornej sukienki, która potrzebuje jednego detalu rozbijającego zbyt grzeczną całość. Organza sprawia, że dodatek jest lekki, niemal niewidoczny, a nadruk zegarka działa jak mały wizualny żart.
Nie każda moda musi być śmiertelnie poważna. Czasem wystarczy rzecz, która podważa własną kategorię. Zegarek bez czasu jest przecież kompletnie niepraktyczny, ale nie ma w tym żadnej wady. Praktycznych przedmiotów mamy już w życiu wystarczająco dużo.
Moda przestaje szukać uzasadnienia
Przez lata dodatki tłumaczyły się funkcjonalnością. Torebka miała mieścić rzeczy, zegarek odmierzać czas, okulary chronić oczy, buty pozwalać chodzić. Oczywiście wszystko to nadal jest potrzebne, ale moda coraz częściej odpuszcza konieczność racjonalnego uzasadnienia.
Organza Watch wydaje się symbolem tego podejścia. Jest zbędny w najlepszym możliwym sensie. Nie poprawi organizacji dnia, nie policzy spalonych kalorii, nie odbierze połączenia i nie pomoże odnaleźć zgubionego telefonu. Można go założyć wyłącznie po to, by mieć na nadgarstku coś dziwnego, lekkiego i przyjemnie nieoczywistego.
Latem szczególnie łatwo przesadzić z modą, bo każda stylizacja zaczyna się od tej samej bazy: przewiewna sukienka, top, szorty, koszula, sandały. W takim układzie jeden nieoczywisty dodatek potrafi zrobić więcej niż kolejna warstwa ubrań, która przy trzydziestu stopniach szybko staje się karą.
