Kosztuje 378 350 franków szwajcarskich przed podatkami, czyli około 1,75 miliona zł. Powstanie zaledwie 20 egzemplarzy. Ma 40 mm średnicy, ponad 400 elementów mechanizmu i niewielką niebieską tarczę, na której można sprawdzić godzinę. Ta ostatnia funkcja sprawia niemal wrażenie uprzejmego dodatku, bo wzrok szybko ucieka w stronę wirującego tourbillonu, młoteczków repetiera i konstrukcji przypominającej miniaturową maszynownię.
Kosmiczny deszcz na tarczy bez logo
Niewielki cyferblat umieszczono asymetrycznie, w okolicy godziny drugiej. Jego powierzchnia została wykonana ze szkła awenturynowego, którego połyskujące drobinki przywodzą na myśl nocne niebo. Na wypukłej podstawie ręcznie nakładane są fragmenty materiału w dwóch odcieniach, tworzące charakterystyczne dla marki przejście fumé.
Później pojawiają się precyzyjne nacięcia, w które wpuszczane są cienkie i zakrzywione pasma masy perłowej. Układają się w jasne smugi przypominające meteory. Ze względu na wypukły kształt tarczy każdy element trzeba wcześniej dopasować do jej krzywizny. Kilka białych linii wygląda lekko i spontanicznie, choć stoją za nimi godziny pracy ludzi, którzy najwyraźniej mają znacznie pewniejsze ręce niż większość z nas podczas naklejania szkła ochronnego na telefon.
Moser zrezygnował z indeksów, podziałki i własnego logo. Pozostały dwie smukłe wskazówki. Mam wrażenie, że akurat tutaj taka powściągliwość była konieczna. Wokół dzieje się już tyle, że dodatkowe napisy zamieniłyby zegarek w mechaniczną gazetkę ścienną. Poza tym nabywca modelu za blisko 2 miliony zł raczej nie potrzebuje nazwy producenta wydrukowanej na tarczy, aby przypomnieć sobie, co właśnie założył.

Zegarek, który potrafi podać godzinę dźwiękiem
Repetier minutowy należy do najbardziej skomplikowanych mechanizmów stosowanych w tradycyjnym zegarmistrzostwie. Po uruchomieniu bocznego suwaka zegarek wybija aktualny czas. Osobne sekwencje dźwięków informują o pełnych godzinach, kwadransach oraz minutach, które upłynęły od ostatniego kwadransa. Rozwiązanie powstało przed elektrycznym oświetleniem, gdy odczytanie godziny po ciemku stanowiło realny problem. Dziś wystarczyłoby dotknąć ekranu telefonu, ale trudno oczekiwać, że klient tej marki będzie szukał najprostszej odpowiedzi.
W modelu Cosmic Rain młoteczki i gongi przeniesiono na przednią stronę mechanizmu. Można więc nie tylko usłyszeć, lecz również zobaczyć, jak zegarek wybija czas. Gongi znajdują się na jednym poziomie, co wymagało bardzo dokładnego ukształtowania, ustawienia i dostrojenia poszczególnych elementów. Wydrążona koperta z tytanu pełni rolę komory rezonansowej, wzmacniającej wibracje.
Gdy wiele drogich produktów demonstruje status głównie wielkim logo, możliwość obserwowania pracy niezwykle skomplikowanego mechanizmu wydaje się odświeżająca. Nadal mówimy o luksusie dostępnym dla garstki kolekcjonerów, ale przynajmniej wiadomo, gdzie trafiła część pieniędzy.

Wirująca klatka i włos sprężyny uformowany w walec
Na godzinie szóstej pracuje jednominutowy latający tourbillon. Balans wraz z wychwytem umieszczono w obracającej się klatce, która wykonuje pełny obrót w ciągu 60 sekund. Historycznie konstrukcja miała ograniczać błędy chodu wywoływane przez grawitację. W zegarku noszonym na nadgarstku jej praktyczna rola pozostaje dyskusyjna, za to wizualnie działa znakomicie. Patrzenie na regularny ruch maleńkich elementów ma w sobie coś z obserwowania pracującego silnika przez szklaną pokrywę.
Moser zastosował cylindryczny włos sprężyny balansu. Zamiast rozwijać się płasko, układa się on pionowo wokół osi. Każdy egzemplarz jest ręcznie formowany przez siostrzaną firmę Precision Engineering AG, a jego wykonanie zajmuje znacznie więcej czasu niż produkcja konwencjonalnego włosa. Taka geometria ma poprawiać izochronizm, czyli zdolność mechanizmu do utrzymywania równych okresów drgań.

Ponad 400 części w kopercie o średnicy 40 mm
Wewnątrz pracuje ręcznie nakręcany kaliber HMC 909. Mechanizm składa się z 415 komponentów, działa z częstotliwością 3 Hz i zapewnia 90 godzin rezerwy chodu. Wszystkie mostki zostały zaprojektowane z myślą o szkieletowanej konstrukcji, a odsłonięte krawędzie są ręcznie wykańczane, fazowane i polerowane. Koperta ma 40 mm średnicy oraz 14,4 mm grubości, a całość uzupełnia szary pasek z nubukowej skóry aligatora.
Szkieletowane zegarki bywają wizualnie męczące. Czasami przypominają szufladę ze śrubkami wysypaną na nadgarstek. Cosmic Rain także wymaga chwili skupienia, jednak ma wyraźnie zbudowaną kompozycję. Niebieska tarcza przyciąga wzrok, tourbillon stanowi przeciwwagę, a repetier zajmuje lewą część mechanizmu. Panuje kontrolowany przepych, co w tej klasie cenowej wcale nie jest oczywiste.

Luksus coraz częściej sprzedaje niemożliwe
Nikt nie potrzebuje zegarka wybijającego godzinę gongami. Tym bardziej nie potrzebuje wersji z ręcznie wykonywanym deszczem meteorów i cylindryczną sprężyną balansu. Właśnie dlatego takie przedmioty nadal powstają. Ich sensem stało się pokazanie, jak daleko można przesunąć możliwości rzemiosła, gdy budżet schodzi na dalszy plan.
H. Moser Cosmic Rain jest jednocześnie zachwycający i absurdalny. Zachwyca liczbą niewidocznych na pierwszy rzut oka decyzji konstrukcyjnych. Absurdalny pozostaje rachunek odpowiadający cenie nieruchomości. Nie zamierzam udawać, że ten wydatek można racjonalnie uzasadnić. Mogę jednak przyznać, że w świecie ekranów, subskrypcji i urządzeń projektowanych na kilka lat życia ręcznie zbudowana maszyna składająca się z 415 części ma osobliwą siłę przyciągania. Nawet wtedy, gdy godzinę szybciej sprawdzimy na telefonie.
