Dostajemy tytan, szkło szafirowe, automat Miyota, 200 metrów wodoszczelności, zakręcaną koronkę i konstrukcję odporną na wstrząsy. Przy cenie 409 euro, czyli około 1 790 zł, zaczynam rozumieć, dlaczego Expedition Field Post jest jednym z tych Timexów, przy których logo marki przestaje automatycznie oznaczać prosty zegarek za kilkaset złotych.
Timex Expedition Field Post zrobił się znacznie bardziej ponury
Model nie jest całkowitą nowością. Konstrukcja pojawiła się pierwotnie w 2022 roku pod nazwą Expedition North Titanium Automatic, a później została przemianowana na Expedition Field Post Titanium Automatic. Najnowsza odmiana zachowuje znany format, ale tytanowa koperta otrzymała czarną powłokę IP. Zmiana jest prosta, za to wizualnie bardzo skuteczna.

Na czarnej, wyraźnie teksturowanej tarczy znalazły się duże cyfry arabskie oraz wskazówki i indeksy pokryte Super-LumiNovą o lekko żółtawym odcieniu. Daje to delikatny efekt postarzenia, ale bez przesadnego udawania zegarka odnalezionego po 50 latach w wojskowym magazynie. Przy godzinie trzeciej znajduje się niewielkie okienko daty.
Podoba mi się zwłaszcza zestawienie czarnej koperty z ciemnobrązowym skórzanym paskiem. W teorii łatwo byłoby tutaj otrzymać zegarek wyglądający jak element wyposażenia pracownika ochrony. Brąz trochę uspokaja całość i sprawia, że Field Post spokojnie można założyć również do codziennych ubrań. Pasek ma 20 mm szerokości, szybkie teleskopy i wykonano go ze skóry pochodzącej z dostawców zrzeszonych w Leather Working Group.
Tytan zaczyna mieć znaczenie, kiedy zegarek nosi się cały dzień
Koperta ma 41 mm średnicy, 50 mm lug-to-lug i 13,5 mm grubości. Nie jest więc maleńka, szczególnie jak na klasycznego field watcha, ale tytan pomaga utrzymać wagę na bardzo rozsądnym poziomie 65,49 g.
Expedition ma być noszony podczas wycieczki, pracy w ogrodzie, jazdy na rowerze czy zwykłego weekendu poza miastem. Kilkadziesiąt gramów mniej na nadgarstku po kilku godzinach naprawdę można docenić.

Z przodu znajduje się odporne na zarysowania szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną. Koperta jest odporna na wstrząsy, koronkę można zakręcić, a deklarowana wodoszczelność wynosi 200 metrów. Timex podaje, że zegarek nadaje się również do pływania, snorkelingu, surfingu i rekreacyjnego nurkowania.
To ciekawa kombinacja, bo zegarki terenowe często wyglądają, jakby miały przeżyć koniec cywilizacji, po czym w tabeli parametrów znajdujemy 50 albo 100 metrów wodoszczelności. Tutaj specyfikacja faktycznie nadąża za wyglądem.
Automat Miyota nie jest egzotyczny i właśnie dobrze
W środku pracuje japoński automatyczny mechanizm Miyota 8215. Ma 21 kamieni i rezerwę chodu sięgającą około 40 godzin. Mechanizm napędza ruch nadgarstka, można go również dokręcać koronką. Od spodu widać go przez przeszklony dekiel.

Miyota 8215 nie należy do kalibrów, którymi kolekcjoner będzie chwalił się przy kolacji przez następne pół godziny. Jest za to konstrukcją dobrze znaną, szeroko stosowaną i pasującą do charakteru tego modelu. W zegarku zaprojektowanym z myślą o codziennym użytkowaniu bardziej przekonuje mnie łatwość serwisowania niż pogoń za komplikacją mechaniczną, której właściciel być może nawet nigdy nie wykorzysta.
Przeszklony dekiel jest przy tym sympatycznym dodatkiem. Field watch kojarzy się przede wszystkim z użytecznością, ale skoro w środku znajduje się mechanika, trudno mieć pretensję do Timexa, że pozwala czasem na nią popatrzeć.
Cena pokazuje, jak mocno zmienił się Timex
W europejskim sklepie nowa odmiana kosztuje 409 euro, czyli około 1 790 zł. Jeszcze kilka lat temu wydanie blisko 1 800 zł na Timexa dla części klientów mogło brzmieć dziwnie. Marka skutecznie jednak przesuwa się w stronę ciekawszych mechanicznych modeli, jednocześnie nie próbując przeskakiwać cenowo do segmentu szwajcarskich zegarków za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych.

Oczywiście można znaleźć tańsze automaty. Można też znaleźć tańsze field watche. Znacznie trudniej połączyć w tej cenie tytanową kopertę, szafir, automat, 200 metrów wodoszczelności, odporność na wstrząsy i wygląd, który nie sprawia wrażenia poskładanego z katalogu militarnych ozdobników.
Timex zmienił właściwie tylko kolor, ale trafił w punkt. Czarna wersja wygląda dojrzalej i trochę drożej, niż sugerowałaby cena. A przy zegarku za około 1 800 zł jest to całkiem przyjemny bonus.
