A jednak im dłużej patrzę na takie projekty, tym bardziej mam wrażenie, że w świecie najdroższych aut zaczyna liczyć się już nie sama prędkość, lecz uzasadnienie zachwytu. Bogaty klient nie chce po prostu kolejnego rzadkiego samochodu. Chce przedmiotu, który będzie opowieścią o nim samym, nawet jeśli ta opowieść ma 1600 KM i pali tyle, ile mały jacht motorowy.
Ostatni rozdział W16 dostał bardzo literacką okładkę
Bazą tej jedynej w swoim rodzaju wersji jest Bugatti W16 Mistral, czyli roadster limitowany do 99 egzemplarzy. Już sam seryjny Mistral należy do tych samochodów, które istnieją bardziej w sferze kolekcjonerskiego mitu niż normalnej motoryzacji. Ma 8-litrowy, czteroturbodoładowany silnik W16 o mocy 1600 PS, jest pożegnaniem drogowej ery tej jednostki i kosztował wyjściowo 5 milionów euro netto, czyli około 21,5 miliona złotych. Cała produkcja była wyprzedana zanim większość ludzi zdążyła w ogóle zapamiętać, jak ten samochód wygląda.

Wersja Le Retour du Jeune Prince idzie jeszcze dalej, bo powstała jako pojedynczy egzemplarz w programie Bugatti Sur Mesure. Inspiracją była nie tylko klasyczna opowieść Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, lecz także osobisty tekst właściciela auta, pomyślany jako literacka kontynuacja losów młodego księcia. Bugatti zaczęło pracę nad projektem w 2023 roku, a cały samochód podporządkowano motywom ziemi, księżyca, gwiazd i powrotu.
Z jednej strony można wzruszyć ramionami: kolejny miliarder zamówił zabawkę z własnym motywem przewodnim. Z drugiej – w epoce, w której zwykłe samochody coraz bardziej przypominają tablety na kołach, taki absurdalnie drogi przedmiot przywraca motoryzacji coś niemal staroświeckiego. Rzemiosło, detal, intencję, powolność procesu. Nawet jeśli jest to powolność dostępna dla promila promila klientów.

Gwiazdy na lakierze i róża w dźwigni
Karoseria tej wersji Mistrala została utrzymana w ciepłych odcieniach miedzi, brązu i ziemi. Lakier ma reagować na światło, a na tylnych partiach nadwozia i skrzydle pojawiają się srebrne gwiazdy nakładane w wieloetapowym procesie. Z przodu uwagę przyciągają złote akcenty wokół znaku Bugatti, miedziane zaciski hamulcowe i dopasowane emblematy EB na kołach. Gdy wysuwa się hamulec aerodynamiczny, odsłania się ukryta kompozycja z księciem i lisem.
W kabinie motyw literacki jest jeszcze bardziej dosłowny. Są dwa odcienie skóry – jasny Terre d’Or i ciemniejszy Driftwood – haftowany księżyc na panelach drzwi, gwiazdy na zagłówkach, detale w brązowym karbonie oraz srebrna róża umieszczona w dźwigni zmiany biegów. Co ciekawe, róża powstała na bazie skanu 3D prawdziwego kwiatu, a potem została zamieniona w miniaturową rzeźbę.

Brzmi to jak bardzo kosztowny sen kolekcjonera, ale też jak dobry test gustu. Przy takich projektach jeden haft za dużo potrafi zamienić subtelność w butikową wystawkę. Tu Bugatti korzysta z symboli, które same w sobie są mocne i dobrze znane, więc łatwo byłoby przesadzić. Mam jednak wrażenie, że projekt broni się właśnie dlatego, że nie opiera się na wielkim napisie, oczywistym cytacie czy dekoracji wziętej z pamiątkowego kubka. To raczej samochód dla kogoś, kto chce mieć prywatny mit zamknięty w metalu, skórze i karbonie.
Hipersamochody coraz częściej są biżuterią dla ludzi, którzy mają już wszystko
W przypadku zwykłej motoryzacji personalizacja oznacza kolor lakieru, felgi, tapicerkę i może pakiet stylistyczny. W świecie Bugatti to już za mało. Klient, który ma dostęp do aut za kilkadziesiąt milionów złotych, nie kupuje wyłącznie osiągów, bo osiągi stały się tam czymś oczywistym. 1600 PS, absurdalna prędkość, limitacja i ręczna praca są punktem wyjścia, a nie finałem.

Właśnie dlatego luksus przesuwa się w stronę narracji. Auto ma mieć własny kod, własny sekret, własny zestaw symboli. W jednym egzemplarzu może to być koń Ettore Bugattiego, w innym księżyc i Mały Książę, w kolejnym porcelanowa biel albo złoto nakładane tak cierpliwie, jakby chodziło o renowację muzealnego przedmiotu. Coraz częściej widzę w tym pewien paradoks: im bardziej współczesna technologia ujednolica samochody dla mas, tym mocniej luksusowe marki uciekają w ślady ludzkiej ręki.
Oczywiście pozostaje pytanie, czy auto o emisji CO2 na poziomie 495 g/km i średnim zużyciu paliwa 21,8 l/100 km może być dziś traktowane inaczej niż jako ekstrawagancki relikt. Może właśnie dlatego Bugatti tak mocno otula je poezją, rzemiosłem i sentymentem. Mechanicznie to końcówka epoki, estetycznie – próba nadania jej miękkiego lądowania.

Piękno na zamówienie bywa podejrzane, ale tu trudno odmówić mu uroku
Nie będę udawała, że samochód za ponad 21 milionów złotych netto w podstawie jest czymś, co należy rozpatrywać normalnymi kategoriami. To przedmiot skrajnie oderwany od codzienności. Można na niego patrzeć jak na kaprys, jak na popis albo jak na luksusowy przypis do dziecięcej książki, którą dorośli od dekad czytają trochę po to, by poczuć się mniej dorosłymi.
A jednak jest w tym projekcie coś ujmującego. Może dlatego, że przy całej swojej przesadzie nie krzyczy wyłącznie pieniędzmi. W16 Mistral Le Retour du Jeune Prince pokazuje, że nawet w świecie hipersamochodów da się jeszcze opowiadać o pamięci, wyobraźni i prywatnych wzruszeniach. Trudno mi się temu dziwić. Skoro ktoś może mieć niemal wszystko, zaczyna szukać rzeczy, których nie da się po prostu wybrać z konfiguratora.
