
Niemożliwa eksploracja w praktyce oznacza głównie problem z czasem. Lądowniki radzieckich misji Wenera i Vega potrafiły działać na powierzchni tylko przez dziesiątki minut do około dwóch godzin – zanim elektronika i uszczelnienia przestały wytrzymywać temperaturę oraz ciśnienie. To uświadamia skalę trudności: na Marsie i Księżycu planuje się misje liczone w latach, a na Wenus wciąż walczy się o godziny.
Najnowsze doniesienia włoskich badaczy zdają się potwierdzać, że pod nieprzyjazną powierzchnią Wenus kryje się jednak o wiele więcej, niż dotąd sądziliśmy. Analiza archiwalnych danych ujawniła ślady struktury, która może znacząco wpłynąć na nasze rozumienie geologicznej przeszłości tej planety.
Radar zamiast tradycyjnych kamer. Klucz do odkrycia podpowierzchniowych struktur
Odkrycie, o którym mowa, było możliwe dzięki sprytnemu wykorzystaniu starych zapisów. Naukowcy z Uniwersytetu w Trydencie przeanalizowali dane radarowe zebrane przez amerykańską sondę Magellan na początku lat 90. ubiegłego wieku. To właśnie ta misja dostarczyła jak dotąd najlepszych map ukrytej pod chmurami topografii Wenus. Ponieważ gęsta atmosfera uniemożliwia użycie klasycznych kamer, radar pozostaje jedynym narzędziem pozwalającym zajrzeć pod powierzchnię. Włoski zespół pod kierunkiem profesora Lorenzo Bruzzone opracował własną technikę przetwarzania tych sygnałów, co zaowocowało niecodziennym znaleziskiem.
oMże to brzmieć jak zdjęcia radarowe, ale w praktyce radar w takim zastosowaniu działa bardziej jak latarka i linijka jednocześnie: wysyła impuls, a potem mierzy, co i jak do niego wraca. Różnice w odbiciu zdradzają chropowatość, nachylenie, a czasem także właściwości materiału. Na Wenus to bezcenne, bo optycznie patrzymy na planetę przez zasłonę, która jest niemal permanentna.
Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniu: radar nie prześwietla skał na metry w głąb tak, jak rentgen w szpitalu. Najczęściej czytamy jego odpowiedź z samej powierzchni albo z bardzo płytkich warstw, a o pustej przestrzeni wnioskuje się po kształcie terenu, charakterze odbicia i geometrii zapadlisk. To powoduje, że takie znaleziska są jednocześnie fascynujące i ostrożne – mocno sugerują, ale jeszcze nie zamykają dyskusji.
Nyx Mons ukrywa podziemny sekret. Co kryje się pod powierzchnią tego regionu?
Badacze skupili się na obszarze Nyx Mons, nazwanym na cześć greckiej bogini nocy. To rejon o wyraźnych cechach wulkanicznych, gdzie zaobserwowano liczne zapadliska mogące wskazywać na zawalone komory pod powierzchnią. Po zastosowaniu nowej metody analizy okazało się, że jedno z takich zagłębień prowadzi do ogromnej, pustej przestrzeni. Szacunki są imponujące: średnica tego tunelu lawowego to około kilometra, grubość jego stropu przekracza 150 metrów, a sama pusta przestrzeń sięga głębokości ponad 375 metrów. To wymiary, które przyćmiewają podobne struktury znane z Ziemi czy nawet Marsa.

Jeśli taka interpretacja się utrzyma, to będzie to jedna z najbardziej spektakularnych podziemnych formacji w Układzie Słonecznym, bo na Ziemi tunele lawowe mają zwykle skalę znacznie mniejszą – i przede wszystkim rzadko zachowują tak ogromne, stabilne sklepienia na dużych odcinkach. Na Marsie i Księżycu rozważane są duże tunele jako potencjalne schronienia dla przyszłych baz, ale Wenus dokłada do tego jeszcze jeden kontekst: mówi o tym, jak intensywny i długotrwały mógł być tamtejszy wulkanizm.
Warunki panujące niegdyś na Wenus prawdopodobnie sprzyjały powstawaniu tak monumentalnych formacji. Niższa grawitacja w połączeniu z gęstą atmosferą pozwalała lawie szybko tworzyć grubą, izolującą skorupę. Dzięki temu wewnętrzny kanał mógł pozostawać pusty przez długi czas, podczas gdy płynna skała przemieszczała się dalej pod powierzchnią. To ciekawa hipoteza, choć na jej pełne potwierdzenie przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Czy tunel ciągnie się przez dziesiątki kilometrów? Skala odkrytej struktury zaskakuje
Dostępne dane pozwoliły na zbadanie jedynie fragmentu całej struktury, w bezpośrednim sąsiedztwie zawalonego stropu. Jednak analiza ukształtowania terenu oraz obecność innych, podobnych zagłębień w okolicy sugeruje, że kanał może być częścią znacznie rozleglejszego systemu. Naukowcy podejrzewają, że podziemne tunele w tym rejonie mogą ciągnąć się nawet na długość 45 kilometrów. Taka skala dobrze koresponduje z innymi, olbrzymimi kanałami lawowymi zaobserwowanymi na Wenus, które są zazwyczaj większe niż ich odpowiedniki w innych miejscach Układu Słonecznego. Odkryta jama plasuje się w górnych granicach teoretycznych przewidywań, co czyni to znalezisko szczególnie wartościowym.
To dobry moment na prostą obserwację: jeśli tunel faktycznie jest częścią większego systemu, to zapadliska przestają być dziurami w terenie, a stają się oknami do całej historii przepływu lawy. W geologii takie układy traktuje się jak zapis hydrauliki dawnego wulkanu: gdzie płynęło, jak długo, czy przepływ był ciągły, czy pulsacyjny, i jak szybko nadbudowa tworzyła się nad kanałem. Na Wenus to szczególnie ważne, bo o jej wnętrzu i dynamice wiemy wciąż zaskakująco mało.

Przyszłość badań wenezjańskiego podziemia
Odkrycie doskonale wpisuje się w plany przyszłych misji badawczych. Zarówno europejska sonda Envision, jak i amerykańska VERITA, które mają wyruszyć w nadchodzących latach, będą wyposażone w nowocześniejsze radary. Urządzenia te pozwolą na tworzenie dużo dokładniejszych map powierzchni, a co za tym idzie, na identyfikację nawet niewielkich zapadlisk z niespotykaną dotąd precyzją. Envision ma mieć dodatkową przewagę w postaci radaru penetrującego grunt, który teoretycznie mógłby wykrywać podziemne puste przestrzenie nawet bez widocznych na powierzchni zawaleń. To narzędzie mogłoby zupełnie zmienić zasady gry w geologicznych badaniach Wenus.
Znalezisko potwierdza, że Wenus w przeszłości była planetą niezwykle aktywną wulkanicznie. Daje nam też namacalny dowód na to, że metody detekcji oparte na radarze działają. To ważny krok naprzód, choć należy pamiętać, że to dopiero początek długiej drogi. Dopiero przyszłe misje z lepszym sprzętem pozwolą zweryfikować obecne hipotezy i odkryć ewentualną sieć podobnych tuneli. Jeśli tak się stanie, otrzymamy zupełnie nowy obraz burzliwej młodości naszej bliźniaczej planety.