I przyznam, że mam z tym mieszane odczucia. Z jednej strony trudno nie uśmiechnąć się na widok auta, które przypomina, że hot hatch może być czymś więcej niż szybkim pudełkiem do miasta. Z drugiej – loteria przy zakupie samochodu zawsze pachnie trochę zabawą w sztuczny głód. Tyle że w przypadku GR Yarisa Toyota ma jeden mocny argument: to auto od początku było zrobione z innej gliny niż większość współczesnych sportowych wersji popularnych modeli.
Mały Yaris, wielkie emocje i jeszcze większa niedostępność
GR Yaris już w podstawowej wersji jest jednym z tych samochodów, które wyglądają jak efekt uboczny rajdowej obsesji, a nie pracy działu planowania gamy modelowej. Krótki, napompowany, z napędem na cztery koła i trzycylindrowym turbodoładowanym silnikiem 1.6, od dawna funkcjonuje bardziej jako zabawka dla kierowców niż rozsądny wybór do codziennego życia. I właśnie dlatego Toyota może sobie pozwolić na ruch, który przy zwykłym aucie brzmiałby groteskowo.
W Japonii ruszyły zgłoszenia do zakupu dwóch specjalnych wersji: GR Yaris Morizo RR oraz GR Yaris Sébastien Ogier 9x World Champion Edition. Każda z nich ma być ograniczona do 100 egzemplarzy na tamtejszym rynku. Zwycięzcy losowania zostaną wyłonieni 1 lipca, a pierwsze dostawy zaplanowano na początek sierpnia. Samo zgłoszenie trwa krótko, więc całość ma tempo bardziej przypominające drop kolekcjonerskiego zegarka niż klasyczną sprzedaż samochodu.

Ceny też nie są już z rejonu sympatycznego miejskiego hatchbacka. GR Yaris Morizo RR kosztuje w Japonii 9 milionów jenów, czyli około 230 tysięcy zł. Wersja Sébastien Ogier 9x World Champion Edition została wyceniona na 8,45 miliona jenów, czyli około 215 tysięcy zł. Dla porównania zwykły GR Yaris w Japonii startuje znacznie niżej, więc dopłata za limitowany charakter, detale i nazwiska jest bardzo konkretna.
Morizo RR, czyli auto dopieszczone przez człowieka, który naprawdę jeździ
Morizo RR jest wariantem bardziej technicznym, torowym, skupionym na tym, jak samochód zachowuje się pod obciążeniem. Nazwa Morizo odnosi się do Akio Toyody, prezesa Toyoty, który pod tym pseudonimem startuje w motorsporcie. I tu akurat ta narracja nie brzmi jak marketingowa naklejka na masce. Toyoda faktycznie jeździ, a GR Yaris Morizo RR korzysta z doświadczeń z 24-godzinnego wyścigu na Nürburgringu w 2025 roku.
Auto ma specjalnie zestrojone zawieszenie, zmodyfikowane elektryczne wspomaganie kierownicy i dedykowany tryb napędu 4WD. W trybie Morizo bazowy rozdział momentu między osiami wynosi 50:50, co ma dawać bardziej neutralne, przewidywalne prowadzenie. Do tego dochodzi karbonowy tylny spojler, karbonowa maska, przedni spoiler, progi, matowobrązowe felgi, żółte zaciski hamulcowe i lakier Gravel Khaki.
Łatwo byłoby przewrócić oczami na te wszystkie detale, bo branża motoryzacyjna uwielbia robić limitowane wersje z przeszyć, plakietek i wyjątkowych kolorów. Tutaj jednak część zmian dotyka realnego prowadzenia. Mniejsza kierownica z zamszowym obszyciem, zmienione łopatki i przełączniki, tabliczka z numerem seryjnym – to już dodatki dla kolekcjonera. Ale zawieszenie, aerodynamika i układ napędu są dokładnie tym, co odróżnia dobrze pomyślaną wersję specjalną od samochodu z pamiątkową metką.

Ogier Edition gra innym nastrojem
Druga odmiana, GR Yaris Sébastien Ogier 9x World Champion Edition, idzie bardziej w stronę rajdowego hołdu. Powstała jako ukłon w stronę dziewiątego tytułu mistrza świata WRC zdobytego przez Sébastiena Ogiera. Bazuje na GR Yarisie Aero Performance i ma własne ustawienia napędu na cztery koła, w tym tryb SEB z bardziej tylnym rozdziałem momentu 40:60 oraz tryb Morizo dostosowany do luźniejszej nawierzchni.
Wizualnie jest bardziej powściągliwa, choć nadal wystarczająco charakterystyczna, żeby kolekcjonerzy od razu wiedzieli, na co patrzą. Lakier Black Gravite, matowoczarne koła, niebieskie zaciski hamulcowe, trójkolorowy akcent inspirowany francuską flagą i specjalne emblematy tworzą zestaw, który ma przemawiać do fanów rajdów, a nie tylko do ludzi zbierających limitowane plakietki.
I tu właśnie Toyota dobrze rozgrywa emocje. Morizo RR jest bardziej osobistym autem Akio Toyody, niemal technicznym podpisem człowieka, który lubi sprawdzać samochody na torze. Ogier Edition ma w sobie więcej sportowej legendy i sentymentu do WRC. Oba auta są blisko siebie, ale sprzedają dwa różne marzenia. Jedno o precyzji dopracowanej przez kierowcę-testera z najwyższego szczebla firmy. Drugie o rajdowym nazwisku, które dla fanów tej dyscypliny naprawdę coś znaczy.

Loteria drażni, ale działa
Toyota wcale nie musi mocno tłumaczyć, dlaczego te auta są limitowane. GR Yaris od lat ma status samochodu dla ludzi, którzy jeszcze wierzą, że mały hatchback może dawać więcej frajdy niż duży, ciężki SUV z trybem sportowym ukrytym w menu. W epoce elektryfikacji, norm emisji i coraz bardziej cyfrowych wnętrz taki model wygląda jak ostatni buntownik z homologacyjnego zaplecza.
Czy loteria jest sprawiedliwsza niż klasyczna sprzedaż kto pierwszy, ten lepszy? Może trochę. Przynajmniej teoretycznie utrudnia sytuację, w której wszystko wykupują najsprawniejsze portfele i handlarze. Czy rozwiązuje problem spekulacji? Pewnie nie całkiem. Przy tak małej liczbie egzemplarzy część aut i tak szybko stanie się obiektem inwestycyjnych westchnień, a nie normalnej jazdy.

Szkoda, bo GR Yaris najlepiej broni się wtedy, gdy jest brudny, rozgrzany i używany zgodnie z przeznaczeniem. Samochody tego typu starzeją się najładniej nie w klimatyzowanych garażach, ale w pamięci kierowców, którzy naprawdę nimi jeździli. Mam wrażenie, że Toyota doskonale o tym wie, tylko jednocześnie świetnie rozumie dzisiejszy rynek. Rzadkość stała się walutą. Limitacja bywa równie ważna jak konie mechaniczne.
Puenta? Hot hatch jeszcze żyje, tylko coraz trudniej go spotkać
Specjalne GR Yarisy są trochę irytujące przez swoją niedostępność, ale też dziwnie pokrzepiające. Pokazują, że w dużym koncernie nadal da się znaleźć przestrzeń na samochód z charakterem, z motorsportowym zapleczem i z detalami, które nie powstały wyłącznie po to, by dobrze wyglądać w konfiguratorze.
Nie każdy będzie zachwycony loterią. Ja też nie jestem pewna, czy chcę świata, w którym prawo do kupienia auta trzeba najpierw wygrać. Ale wolę taki absurd wokół małego, ostrego hot hatcha niż kolejną limitowaną wersję SUV-a z czarnym dachem i pakietem stylistycznym nazwanym od górskiego szlaku. GR Yaris wciąż przypomina, że motoryzacja potrafi mieć puls. Nawet jeśli tym razem trzeba mieć szczęście, żeby usiąść za kierownicą.
