Karbonowa rama, masa około 11 kg i nawet 185 km deklarowanego zasięgu sprawiają, że elektryczne wspomaganie coraz łatwiej potraktować jako dyskretny dodatek do normalnej szosy.
I chyba właśnie w tym kierunku będzie rozwijała się ta część rynku. Zamiast rowerów, które już z daleka zdradzają potężny akumulator i silnik, dostajemy konstrukcje coraz bliższe klasycznym modelom endurance. Dopiero po chwili można zorientować się, że pod karbonem kryje się napęd elektryczny.
Silnik jest mniejszy, a rower waży około 11 kg
Domane+ SL wykorzystuje ramę i widelec wykonane z włókna węglowego 500 Series OCLV Carbon. Trek określa nowy model jako najlżejszego Domane+ w swojej historii, a masa lekkiej konfiguracji wynosi około 24,5 funta, czyli mniej więcej 11,1 kg. Jak na elektryczną szosówkę jest to już wynik, przy którym argument o wożeniu ciężkiego roweru zaczyna wyraźnie tracić na znaczeniu.

Duży udział ma w tym nowy napęd TQ HPR40. Centralny silnik ma 200 W mocy i maksymalny moment obrotowy 40 Nm. To wartości znacznie skromniejsze niż w mocnych elektrycznych MTB, gdzie 80 czy 100 Nm przestało kogokolwiek dziwić. Tyle że Domane+ SL ma zupełnie inne zadanie. Wspomaganie ma wygładzać długie podjazdy, pomagać utrzymać tempo i oszczędzać nogi podczas wielogodzinnej jazdy.
TQ stosuje przekładnię Harmonic Pin Ring, dzięki której jednostka jest bardzo kompaktowa i obywa się bez klasycznego zestawu pasków czy przekładni znanych z wielu innych systemów. Wspomaganiem można sterować z kierownicy, dostępne są trzy poziomy pracy, a ustawienia da się modyfikować w aplikacji Trek Central.

Warto przy okazji wyprostować jedną kwestię dotyczącą prędkości. Amerykańska wersja pozwala na wspomaganie do 28 mph, czyli około 45 km/h. W Unii Europejskiej Domane+ SL kończy wspomaganie przy 25 km/h, zgodnie z przepisami dla standardowych pedeleków.
185 km brzmi świetnie, ale jest pewien warunek
Trek przygotował dwa akumulatory. Podstawowy ma 360 Wh i według deklaracji producenta pozwala przejechać w trybie Eco około 70 mil, czyli mniej więcej 113 km. Większy ma już 580 Wh, a deklarowany zasięg rośnie do 115 mil, czyli około 185 km. Trzeba jednak podkreślić, że większy akumulator jest opcją dla Domane+ SL 7 AXS oraz SL 9 AXS konfigurowanych przez Project One. Domane+ SL 6 AXS korzysta standardowo z baterii 360 Wh.
Te 185 km warto traktować jako wartość osiąganą w sprzyjających warunkach i przy oszczędnym wspomaganiu. Zasięg zmienia się wraz z masą rowerzysty, profilem trasy, temperaturą, ciśnieniem w oponach, wiatrem oraz wybranym poziomem pomocy. W górach i przy częstym korzystaniu z mocniejszego trybu wynik będzie niższy. Mimo tego połączenie 580 Wh z tak lekkim rowerem wygląda bardzo interesująco. Coraz łatwiej zaplanować całodniową trasę bez kalkulowania każdego kilometra do najbliższego gniazdka.

Dostępny jest również dodatkowy Range Extender o pojemności 160 Wh. Przy akumulatorze 360 Wh Trek mówi o zwiększeniu zasięgu mniej więcej o 40%. Dodatkową baterię montuje się w miejscu bidonu.
Z szosy endurance zrobił się także rower na gorszy asfalt
Nowy Domane+ SL nie został zaprojektowany wyłącznie pod idealnie równą szosę. Rama mieści opony o szerokości do 40 mm, a po zamontowaniu błotników maksymalna szerokość wynosi 35 mm. To otwiera drogę do jazdy po kiepskim asfalcie, ubitych drogach i lekkim szutrze. Wszystkie wersje są też przygotowane do systemu tubeless.

Z poprzedniej generacji zniknął system IsoSpeed. Trek postawił na prostszą i lżejszą konstrukcję, a komfort mają zapewniać między innymi karbonowa sztyca o średnicy 27,2 mm oraz szersze opony. Geometria Road Endurance jest spokojniejsza od pozycji znanej z wyścigowego Madone. Rowerzysta siedzi trochę wyżej, a dłuższy rozstaw osi ma poprawiać stabilność podczas wielu godzin jazdy.
Domane+ SL może zainteresować kogoś, kto jeździ po 100 czy 150 km i chce dorzucić do trasy kilka dodatkowych przełęczy, ale równie dobrze parę osób o różnej kondycji, które po prostu chcą razem pokonywać długie dystanse.
Do tego dochodzą zintegrowane przednie i tylne światła zasilane z głównego akumulatora, wyświetlacz systemu TQ oraz łączność Bluetooth i ANT+. Rower może współpracować między innymi z licznikami Garmin i Wahoo, a aplikacja Trek Central umożliwia konfigurację wspomagania, śledzenie trasy, kontrolę zasięgu i przypomnienia serwisowe.

Elektryczna pomoc ma swoją cenę
W Polsce Trek Domane+ SL 6 AXS Gen 5 kosztuje 25 999 zł. Domane+ SL 7 AXS Gen 5 został wyceniony na 31 999 zł, a Domane+ SL 9 AXS Gen 5 na 38 999 zł. Mówimy więc o sprzęcie dla osób, które już wcześniej były gotowe wydawać na rower kwoty kojarzone raczej z bardzo dobrymi szosami sportowymi.
Ciekawym punktem odniesienia jest klasyczny Domane SL 6 AXS Gen 5 za 17 999 zł. Elektryczny Domane+ SL 6 AXS kosztuje o 8000 zł więcej. Właśnie tyle w tej części oferty kosztuje wejście w świat lekkiego, mocno zintegrowanego wspomagania.

Cena potrafi ostudzić entuzjazm, ale technicznie nowy Domane+ SL pokazuje coś ważniejszego. Granica pomiędzy zwykłą szosą endurance a e-bike’em staje się coraz mniej widoczna. Jeśli konstrukcje o masie około 11 kg i zasięgu przekraczającym 180 km staną się w kolejnych latach bardziej dostępne, elektryczna szosa może przestać być egzotyczną odmianą roweru. Dla wielu osób będzie po prostu sposobem na dalszą trasę, większe przewyższenia albo jazdę z ludźmi, którzy do tej pory byli za szybcy.
