Trójbój, bo tak należałoby spolszczyć nazwę triathlonu, po raz pierwszy pokazał się światu pod nazwą „les trois sport” i swoje pierwsze kroki stawiał we Francji w latach 20. XX wieku. Z niewiadomych przyczyn nie wytrzymał jednak próby czasu i w ciągu kilku lat zniknął ze sportowej areny. Triathlon, w wersji jaką znamy współcześnie, powrócił do sportowych kalendarzy ponad 40 lat później, na początku lat 70.,  kiedy to w San Diego Jack Johnstone  i Don Shanahan zorganizowali pierwsze oficjalne zawody tej dyscypliny.

Zaczęło się zupełnie przypadkowo: od zwykłego treningu, w którym brali udział pływak, biegacz i kolarz. Codzienny trening przerodził się jednak w nieformalną rywalizację, co skłoniło Johnstone’a (był jednym z uczestników wspomnianych ćwiczeń)  do zorganizowania pierwszych zawodów triathlonu.

Odbyły się 25 września 1974 r. pod nazwą „Mission Bay Triathlon” i brało w nich udział 46 sportowców. Potem, wraz ze wzrostem popularności tej dyscypliny, zaczęto organizować kolejne zawody, stale zwiększając ich trudność.

Obecnie najpopularniejsze i najbardziej wymagające zawody triathlonowe na świecie to IRONMAN. Legenda głosi, że komandor marynarki wojennej USA John Collins pokłócił się z kilkoma kolegami o to, który sportowiec jest bardziej wytrzymały i sprawniejszy: pływak, biegacz czy kolarz. Postanowili sprawdzić to, łącząc wszystkie dyscypliny w całość na bardzo długich dystansach. W ten sposób 18 lutego 1978 r. odbyły się pierwsze zawody Hawaii IRONMAN, podczas których zawodnicy musieli przepłynąć 3,8 km, przejechać rowerem 180 km i przebiec 42,195 km. Zwycięzcą został Amerykanin Gordon Haller  – wbiegł na metę z czasem 11 godzin  i  46 minut. Do dziś zawody na Hawajach są najważniejszymi w sezonie. 

W 1989 roku triathlon uzyskał status sportu olimpijskiego, ale na igrzyskach zadebiutował w 2000 roku – w australijskim Sydney. Pierwszymi zwycięzcami zostali Brigitte McMashon ze Szwajcarii oraz Simon Whietfieldt z Kanady.

PŁYWANIE, CZYLI  NAJPIERW BĘDZIE PRALKA

Pierwsza dyscyplina w triathlonowym wyścigu to „skok na głęboką wodę”. Wielu zawodników podkreśla, że to właśnie ten etap jest najtrudniejszy. Pływanie jest bowiem zdecydowanie najbardziej technicznym ze wszystkich triathlonowych sportów. Najważniejszą cechą dobrego pływaka powinna być efektywność jego ruchów, czyli nic innego jak umiejętność przełożenia siły mięśni w ruchy odpychające nas od wody. Jedna z najstarszych prawd pływackich głosi, że słabszy fizycznie, ale dobry technicznie pływak zawsze wygra z idealnie wyrzeźbionym triathlonistą, który jednak rzadko trenuje w wodzie. Tu właśnie przydaje się pomoc eksperta. Nie wierzcie w korespondencyjne kursy pływania, które już po trzech tygodniach oglądania filmów na YouTube zamienią was w ryby. Jeśli chcemy szybko wyeliminować błędy naszej postawy w wodzie i zoptymalizować ruchy, instruktor pływania jest niezbędny. Należy też pamiętać, że pływanie w triathlonie odbywa się najczęściej w akwenach otwartych, a zatem rządzi się zupełnie innymi prawami niż to, które znamy z miejskich pływalni. Bardzo często wyścig rozpoczyna się na brzegu, czyli do wody należy najpierw wbiec. I wtedy zaczyna się tzw. … pralka. Kiedy jednocześnie do akwenu wbiega kilkuset uczestników, jezioro zaczyna przypominać rozszalałe morze. Zawodnicy sami tworzą fale, które ich podtapiają.

Kiedy uda ci się już zająć dogodną pozycję w pływackim peletonie, najlepiej jak najrzadziej wychylać głowę do góry w celu obserwacji boi. Swoją pozycję należy korygować względem innych pływaków. Dzięki temu nie będziemy tracić prędkości i rytmu płynięcia. Pamiętaj o tym, że w wodach otwartych często nie masz dna pod nogami. Podczas przygotowań do zawodów wskazane jest nauczyć się utrzymywać na wodzie w pozycji pionowej. I najważniejsze: płyń bez przerwy – na pierwszych zawodach właśnie to powinno być twoim głównym celem. Nawet jeśli będziesz potrzebował wyraźnie zwolnić, nie zatrzymuj się. Bardzo często wybija to mięśnie z rytmu i powoduje, że trudniej wrócić do stylu. Bardzo po-mocna może być też technika draftingu, czyli płynięcia za innym zawodnikiem, tak by nasza głowa znajdowała się za jego stopami lub przy biodrze. Pływanie takie pozwala na korzystanie z „cienia hydro-dynamicznego”, który zmniejsza zużycie energii i ułatwia nawigację.