F.H.: Gdzie leży Troja?

M.W.: Każdy przewodnik turystyczny odpowie bez wahania: 7 km na południe od cieśniny Hellespont i około 8 km na wschód od plaży tureckiego Morza Egejskiego. Czyli w Azji Mniejszej, na wzgórzu Hissarlik – w miejscu, gdzie 127 lat temu niemiecki kupiec i amator archeolog Henryk Schliemann rozpoczął wykopaliska zakończone triumfalnym komunikatem: oto gród Priama!

F.H.:
Radość na wyrost?

M.W.: I tak, i nie. Ale po kolei. Schliemann szukał Troi z Homerem w dłoni i kiedy znalazł miejsce o z grubsza pasującej topografii, uznał je za Troję. A chciał ją znaleźć tak bardzo, że wyniki swoich wykopalisk nieco „podrasował”. Jeśli np. chronologia poszczególnych znalezisk nie pasowała mu do ogólnej koncepcji, po prostu naginał materiał, by wszystko się zgadzało. Z drugiej jednak strony ci, którzy przeczyli identyfikacji osady na wzgórzu Hissarlik z Troją, zwracali uwagę, że jest ona zbyt mała, by wytrzymać dziesięcioletnie oblężenie, i zbyt mała, by stać się punktem wyjścia jednej z najbardziej monumentalnych legend w dziejach ludzkości. Pewien wybitny uczony amerykański obwieścił wielkim głosem, że wojny trojańskiej nigdy nie było. Ale wszystkim tym sceptykom zrzedły miny, gdy na początku lat 90. XX wieku, ponad wiek po Schliemannie, na miejsce powróciła ekipa zmarłego niedawno niemieckiego profesora Manfreda Korfmanna z Uniwersytetu w Tybindze. Szybko okazało się, że Schliemann odkopał zaledwie… akropol starożytnego miasta, a cała Troja, z odnalezionymi teraz imponującymi murami miejskimi, jest kilkanaście razy rozleglejsza niż miasto Schliemanna. Wielka Troja stała się faktem. Ale od Troi daleko jeszcze do wojny trojańskiej, choć – podobnie jak wcześniej Schliemann – Korfmann i jego zespół od razu odtrąbili potwierdzenie historyczności tej wojny.

F.H.: Prof. Carl Blegen, zmarły prawie 40 lat temu archeolog, napisał kiedyś: „Nie ma alternatywnego miejsca. Jeśli była kiedykolwiek Troja (a któż w istocie o tym wątpi?), to musiała znajdować się na wzgórzu Hissarlik”. Musiała?

M.W.: Zacznijmy od początku i odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie: o czym myślimy, mówiąc o Troi. Czy o historycznym mieście noszącym tę nazwę jeszcze w czasach rzymskich? Czy może o mieście, którego oblężenie i zniszczenie przetrwało w pamięci Greków (i naszej)? Czy może o mieście, które zainspirowało Homera do stworzenia „Iliady”? Otóż dla niektórych badaczy będzie to jedno i to samo miasto, ale dla innych, także dla mnie – co najmniej dwa, a może i więcej.

F.H.:
Czy to znaczy, że Homer, pisząc o Troi, w rzeczywistości miał przed oczami zupełnie inne miasto? Po co taka mistyfikacja?

M.W.: Dojdziemy do tego. Po pierwsze, Blegen ma rację co do identyfikacji geograficznej Troi: ona naprawdę musiała być tam, gdzie kopać zaczął Schliemann. Zwłaszcza po odkryciach Korfmanna nie ma innego kandydata na potężne miasto nad Bosforem, szachujące drogi handlowe ze wschodu na zachód i z północy na południe (to jedna z najlepiej położonych strategicznie twierdz w dziejach antyku!). Począwszy od epoki archaicznej, na miejscu dawnego miasta rozwijało się nowe, które przejęło jego nazwę, zwąc się Ilionem (po łac. Ilium). A Ilion to jedno z określeń Troi już u Homera. Ale możemy sięgnąć jeszcze głębiej. Otóż w epoce brązu Troja odgrywała ważną rolę w politycznych dziejach ówczesnego świata. Położona była na obrzeżach potężnego państwa Hetytów, w sferze buforowej pomiędzy nim a „marchią” królestwa mykeńskich Greków (z centrum zapewne w Tebach w środkowej Grecji), którzy z Miletu (dla Hetytów Milawanda) szkodzili, jak mogli, królowi Hatti zbójeckimi wyprawami i potajemnym wspieraniem wrogów imperium. W hetyckich dokumentach, obok wodza Ahhijawa (czyli homeryckich Achajów), niejakiego Attrasija (Atreusa? – tak u Homera miał na imię ojciec Agamemnona, wodza trojańskiej wyprawy), pojawia się Alaksandu (Aleksander to u Homera alternatywne imię trojańskiego królewicza Parysa). Jest on królem miasta i krainy Wilusa. A trzeba pamiętać, że archaiczna wymowa greckiej nazwy Ilion to Wilion. Wilusa i Wilion to jedno i to samo. Alaksandu porzucił ostrożną taktykę swoich poprzedników, którzy starali się zachować neutralność w sporze silniejszych graczy, a dzięki temu pewnie handlową prosperity, i został wasalem Hetytów. Dokument z odpowiednim traktatem zachował się zresztą do dziś. Alternatywna nazwa Troi (Ilion) potwierdzona jest więc w źródłach hetyckich już w XIII wieku p.n.e.

F.H.: I o tym wszystkim Homer wiedział?

M.W.: Ależ skąd! Pytanie najważniejsze jest bowiem następujące: co o skomplikowanych dziejach północno-zachodniej Azji Mniejszej epoki brązu mógł wiedzieć Homer, tworząc „Iliadę”? I skąd czerpał swoją wiedzę na ten temat? Wiemy z porównawczych badań literackich, historycznych i etnograficznych, co dzieje się z faktami, przez wieki zniekształcanymi przez ustną tradycję poetycką. Wrogowie stają się przyjaciółmi, zdrajcy patriotami, patrioci zdrajcami, imiona mieszają się swobodnie, a historyczne wydarzenia zmieniają nie do poznania. Wniosek jest oczywisty: nawet jeśli do Homera dotarły strzępy informacji o wojnie czy wojnach epoki brązu, to treść tych opowieści była bałamutna i nie miały one nic wspólnego z prawdziwą historią dawno minionych wieków. Oczywiście, przetrwały niektóre nazwy i imiona własne, bo te – choćby dzięki ich egzotycznemu brzmieniu – przechowują się w tradycji ustnej najdłużej. Homer słyszał o Atreusie (choć jest on dlań królem Myken, a nie mykeńskim namiestnikiem Miletu o rozbójniczych zamiłowaniach), o Aleksandrze-Parysie (ale nie jako królu Ilionu, tylko jako młodszym bracie Hektora i trojańskim królewiczu, który uwiódł Helenę), zna wreszcie Troję-Ilion. O mieście tym, a raczej o jego ruinach, wie zresztą z autopsji. W „Iliadzie” znaleźć można barwne opisy kilku charakterystycznych punktów trojańskiej topografii, np. bijących tam źródeł. Homer zapewne był tam osobiście, być może nawet skomponował „Iliadę” pod skrzydłami zhellenizowanych lokalnych troadzkich królów, przyznających się do pochodzenia od władców majestatycznych ruin widocznych w pobliżu. Przecież to właśnie od Eneasza (uciekiniera z Troi) wywodzili swój ród władcy Troady epoki archaicznej, mecenasi Homera. Tyle tylko, że i oni nie mieli bladego pojęcia o prawdziwym przebiegu wojny (albo wojen) epoki brązu, które zniszczyły Troję.

F.H.: Czyli Homer konfabulował. Ale czy my dziś wiemy coś o prawdziwym upadku Troi?

M.W.: Inaczej niż starożytni, dzisiejszy historyk może coś powiedzieć o potencjalnym historycznym pierwowzorze tradycji o upadku Troi albo „świętego grodu Ilionu”, jak mówi Homer. W grę wchodzą dwa historyczne momenty. Po pierwsze czasy wojen, jakie imperium Hetytów prowadziło z agresywnymi sąsiadami; wojen, które znamy z hetyckich traktatów, korespondencji dyplomatycznej itp. źródeł. W XIII wieku Achajowie (Ahhijawa) z Miletu (Milawanda) i Trojanie z Ilionu (Wilusa) znajdowali się w przeciwnych obozach. Ci ostatni wspierali Hetytów, ci pierwsi ich wrogów i buntowników, np. króla Arzawa o imieniu Pijamaradu. Kolejne wojny toczyły się również nad Bosforem; zapewne kilkakrotnie dochodziło do oblężenia Wilusa. Prawie na pewno w oblężeniach tych brali udział Achajowie – nawet jeśli nie oficjalnie (być może woleli nie występować frontalnie przeciwko Hetytom), to przynajmniej jako „doradcy wojskowi” wrogów imperium Hatti. Jest i druga możliwość. Ok. 1200 roku p.n.e. przez wschodnią część basenu Morza Śródziemnego przetacza się katastrofalny najazd tzw. Ludów Morza – nazwał ich tak egipski faraon Ramzes III (1187–1156 p.n.e.), który ostatecznie rozgromił ich armię, gdy dotarła aż do Egiptu. To oni odpowiadają za upadek państwa Hetytów (ok. 1180 p.n.e.). Nieco wcześniej pada zdobyta i spalona Wilusa-Troja. Rzecz w tym, że wśród band Ludów Morza na pewno znajdowali się achajscy watażkowie, którzy szukali lepszego życia po zagładzie cywilizacji mykeńskich pałaców. Gdy Ludy Morza poszły dalej na Egipt i zostały pokonane, część pobitych wrogów Egipcjanie osadzili w Palestynie. Wiemy dziś, że lud ten – zwany przez swych zaciekłych wrogów Hebrajczyków Filistynami (od nich zresztą pochodzi nazwa „Palestyna”) – składał się w dużej mierze z mykeńskich Achajów. Jest więc bardzo prawdopodobne, że mglista pamięć o jakiejś wojnie pod Troją mogła przetrwać wśród Greków od czasów wędrówek Ludów Morza. Tyle tylko, że od rozbójniczych zagonów żądnych krwi, łupów i kobiet barbarzyńców, do „narodowej” wyprawy Greków, mszczących zniewagę Menelaosa, bo taką opisał Homer, jeszcze bardzo daleko. Widzimy po raz kolejny, że Homer nie miał pojęcia o prawdziwych losach Troi i wojny trojańskiej. Pozostaje więc do rozważenia, by się tak wyrazić, „trzecia Troja”.

F.H.: Trzecia Troja, czyli ta prawdziwa – jeśli uznamy, że wielki poeta pisał o czymś mu bliższym, o konflikcie, którego sam mógł być świadkiem.

M.W.:
Właśnie. Trzecia Troja, czyli miasto, którego dzieje znane były Homerowi i mogły zainspirować jego poemat bezpośrednio. Jeden z największych greckich poetów, a z zawodu najemny żołnierz, Archiloch z Paros, żył w VII w. p.n.e., zapewne tylko trzy pokolenia po Homerze. W jednym ze swoich wierszy pisze:

Ani się łuków nie będzie napinać zbyt wielu, ni proce
Gradem pocisków nie sypną, kiedy bój Ares rozpęta
Na równinie; tam miecze ze szczękiem spełnią swe dzieło.
W takim bowiem rodzaju bitwy mistrzami są władcy
Wyspy Eubei wsławieni w bojach na włócznie.

To aluzja do pierwszej znanej nam, historycznej greckiej wojny epoki archaicznej, która rozegrała się w VIII wieku p.n.e., wojny zwanej lelantyńską od nazwy równiny na wyspie Eubei i płynącej przez tę równinę rzeki Lelanton. Ta bardzo żyzna dolina leżała pomiędzy dwoma bogatymi eubejskimi miastami – Chalkis i Eretrią, które kilka pokoleń wcześniej wspólnie rozpoczęły największą przygodę Greków przed wyprawą Aleksandra Macedońskiego, tzw. Wielką Kolonizację. Pod koniec VIII wieku coś się między Chalkis a Eretrią popsuło – zerwały one zamorską współpracę, a w ojczyźnie stoczyły wyniszczającą wojnę o równinę lelantyńską. Nie wiemy, co sprowokowało konflikt, wiemy jednak, że nie była to zwykła sąsiedzka wojna. Do obu stron konfliktu przyłączali się podobno sojusznicy z całej Grecji. W wyniku tej wojny jedna ze stron musiała ustąpić z równiny i wycofać się dalej na wschód. Tak powstała klasyczna Eretria, spalona potem doszczętnie i zmasakrowana przez Persów w V wieku p.n.e. Pośrodku równiny pozostało opustoszałe miasto, którego nazwy nie znamy: to zapewne Stara Eretria, a może oryginalna nazwa to Lelanton? Nie wiemy. Dziś na tym miejscu jest spalony słońcem cypel zwany Kseropolis, dosłownie „Suche Miasto”. Wiemy natomiast, że sława tej wojny wśród Greków była ogromna. Wiele dziesięcioleci po wojnie, na uroczystym pogrzebie jednego z jej dawnych bohaterów, Amfidamasa z Chalkis, zorganizowano poetycki konkurs, który wygrał sam wielki poeta epicki Hezjod z Beocji, zapewne o pokolenie lub dwa starszy od Archilocha. W późniejszych wiekach wierzono, że pokonał w tej rywalizacji samego… Homera. To tylko piękna bajka, ale imię Homera nie znalazło się w tej historii przypadkiem. Otóż wiele wskazuje na to, że Homer pochodził właśnie z Eubei. Językoznawcy zauważyli niedawno, że „najświeższa” warstwa języka poematów Homerowych to elementy greckiego dialektu zachodniojońskiego, a takim mówiono tylko w Atenach oraz właśnie na Eubei. W swojej „Odysei” Homer ukazuje świat dalekich morskich wypraw, pełen cudownych stworów i potworów, o jakich rozprawiają żeglarze. Opisuje nawet dokładnie idealne miejsce na założenie kolonii (niedaleko wyspy potwornych Cyklopów), a także idealne miasto kolonialne – Scherię Feaków; wspomina także rytuał zakładania kolonii. W VIII wieku p.n.e. nikt nie nadawał się lepiej do tworzenia takiej poezji niż mieszkaniec jednego z eubejskich miast, przodujących w zamorskich przedsięwzięciach, Chalkis albo Eretrii.

F.H.: Być może, ale to sugestia trudna do udowodnienia.

M.W.:
Ale jest jeszcze wiele innych szczegółów, które mogą skłaniać badacza do łączenia Marek Węcowski, adiunkt w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, redaktor Magazynu Historycznego „Mówią wieki”. Junior fellow w harwardzkim Center for Hellenic Studies. Homera z Eubeą. Jeden z nich zasługuje na szczególną uwagę. Otóż w 1981 roku we wsi Lefkandi na Eubei dokonano największego bodaj odkrycia w archeologii greckiej XX wieku. W miejscu zwanym Toumba, czyli Grobowiec, rozkopano kurhan. Pod nim znaleziono wspaniały pochówek wojownika z ok. 950 r. p.n.e. Bogate uzbrojenie i ozdoby złożone do grobu spalonego na stosie księcia przewyższały wszystko, czego można by się spodziewać po Grecji tzw. Wieków Ciemnych. Podobnie jak wzniesiony nad grobem, a potem natychmiast zasypany monumentalny drewniany „heroon”, czyli przybytek herosa, o wymiarach 45 x 10 m, z zewnętrzną drewnianą „kolumnadą”. Podobne rozmachem i architektonicznym mistrzostwem budynki zaczną w Grecji powstawać jakieś 200 lat później. Ale prawdziwy szok przyszedł, gdy zbadano dokładnie towarzystwo, w jakim pochowano naszego bohatera. Obok księcia znaleziono jego młodą żonę, wyraźnie zarżniętą na pogrzebie męża. W chwili śmierci miała chyba skrępowane ręce i nogi, więc nie liczono zapewne na jej dobrowolną współpracę (przy jej głowie „pochowano” też nóż, którym ją zabito). Podobny los spokał cztery ulubione konie z książęcego rydwanu. Wcześniej w ofierze złożono psa księcia. Kłopot polega na tym, że nie znamy analogicznych pochówków z Grecji tej i następnych epok. A raczej znamy, ale wyłącznie… z „Iliady” Homera. Na pogrzebie swego druha Patroklosa Achilles zabija grupę trojańskich jeńców (mamy więc ofiarę z ludzi: z braku żony – młodzieńczy wrogowie) i jego ukochane zwierzęta (cztery konie oraz psy!), a spopielone ciało owija w delikatną tkaninę i składa w urnie, by nad pochówkiem usypać wielki kurhan. Dokładnie tak, jak zrobiono w Toumba. Nie ma rady: musimy założyć, że wyobraźnia Homera opiera się tutaj na pamięci o lokalnych zwyczajach pogrzebowych potężnych władców Eubei sprzed z górą dwustu lat. Teraz trzeba już tylko dodać, że Toumba to jedno z cmentarzysk pobliskiej Kseropolis na równinie lelantyńskiej, czyli najprawdopodobniej miasta, z którego uciekinierzy założyli, po przegranej wojnie, (nową) Eretrię. Naukowy świat czeka dziś z niecierpliwością, co w Kseropolis znajdą pracujący tam archeolodzy Brytyjskiej Szkoły Archeologicznej w Atenach – ci sami, którzy ćwierć wieku temu odkryli herosa z Toumba. Być może rozkopują właśnie rodzinne miasto Homera, pierwszego poety naszej cywilizacji.

F.H.: Czyli wojna trojańska to opatulona w literacki welon prawdziwa wojna lelantyńska?

M.W.: Wojna trojańska to nie wydarzenie historyczne. Kiedy rodziła się w głowie Homera, toczyła się być może wojna lelantyńska – konflikt zakutych w spiż herosów, którego stawką były: dla jednych wolność i przetrwanie, dla drugich zwycięstwo, łupy i ziemia. Dla wszystkich zaś – honor i pośmiertna sława. Prości ludzie i ich podstępne pociski nie odgrywają wielkiej roli w trojańskiej wojnie Homera, co doskonale zgadza się z naszą wiedzą o wojnie lelantyńskiej. To walka arystokratów. To także wojna koalicyjna, w której obie strony zmobilizowały tylu sojuszników, ilu tylko zdołały: Trojanie niemal całą Azję, Achajowie prawie każdy zakątek Grecji; nie inaczej Chalkis i Eretria. Pamięć o bratobójczej wojnie lelantyńskiej musiała być dla Homera przeżyciem traumatycznym i ta trauma jest być może jednym z wytłumaczeń na wskroś humanistycznej wizji wojny w „Iliadzie”. Jednym z elementów owego humanizmu, a może wręcz humanitaryzmu, jest stosunek poety do Trojan. Choć to barbarzyńcy, którymi dumni Grecy zwykle pogardzali, Homer traktuje ich szczególnie. To właśnie ich ludzka tragedia nadaje ton poematowi, to ich beznadziejna walka z przeważającymi siłami ludzi i bogów, to ich nieuchronna zagłada skłaniają do namysłu nad kondycją człowieka. Łatwiej to zrozumieć, jeśli założymy, że za trojańskimi murami widział Homer twarze swoich zabitych krewnych albo sąsiadów z teraz wrogiego, choć jeszcze do niedawna przyjaznego miasta. Jeśli tak właśnie było, jeśli u podstaw tragedii i patosu wojny trojańskiej Homera leży zapomniana wojna lelantyńska, pomyślmy o tym, że źródło naszej literatury i jej humanizmu biło kiedyś na niepozornym cyplu Eubei, w miejscu zwanym dziś Kseropolis, do którego nie zagląda żaden zbłąkany turysta. Oczywiście, wszystko to jest tylko śmiałą hipotezą, bo Homera o nic już dziś nie możemy zapytać.

Michał Wójcik