Marek, 30 lat, inżynier budownictwa, żeni się z Martą, absolwentką filologii angielskiej. Oboje mają pracę, dochód w wysokości 120 tys. rocznie. Bank ocenia, że stać ich na dom i daje kredyt w wysokości 200 tys. franków szwajcarskich. Decyzja wydaje się racjonalna: frank kosztuje 1,95 zł,  Marta spodziewa się dziecka, a Marek właśnie otrzymał „ofertę życia” – zlecenie na budowę marketu. Przyszłość rysuje się obiecująco, nie martwią go więc zatory płatnicze, gdy kontrahenci nie wywiązują się ze zobowiązań na czas. Aby je uregulować, Marek sięga po własne oszczędności.

Gdy budowa marketu przeciąga się, dostaje kredyt w banku na uregulowanie bieżących zobowiązań. Przedsiębiorca jest energiczny, rzetelny, wiarygodny, bez trudu więc negocjuje z wierzycielami, dostaje finansowe wsparcie od znajomych. Ale zjada go stres: czy zdąży zmieścić się w terminie kolejnej odroczonej pożyczki? Własny dom nadal jest niewykończony. Marek ma kłopoty ze snem, budzi się o piątej nad ranem, brak apetytu i bóle głowy tłumaczy stresem. Z żoną nie rozmawia, zresztą w domu rzadko bywa. Podczas rozmowy z kolejnym windykatorem puszczają mu nerwy... Wybucha wściekłością wobec człowieka proponującego plan spłat, w tym samym czasie dzwoni telefon z wiadomością o narodzinach syna. To dla niego za wiele emocji. Wybiega z biura, tydzień spędza, pijąc w niewykończonym mieszkaniu. Marzenie o własnym domu kończy się nie tylko licytacją majątku, ale i rozwodem.

„Ta historia mną wstrząsnęła” – mówi Roman Pomianowski, psycholog specjalizujący się w problemach zadłużenia. „Marka spotkałem w schronisku dla bezdomnych. Mimo specjalistycznego wyższego wykształcenia zarabiał na życie, kładąc kafelki. Wyróżniał się niesamowitym zdyscyplinowaniem, bezkonfliktowością i tym, że na ręku nosił wysokiej klasy zegarek, przypominający mu o poprzednim, utraconym stylu życia” – opowiada Pomianowski. „Wiele godzin zajęło mi przekonywanie go, że powinien szukać pracy na miarę swoich kwalifikacji. I właściwie nie udało mi się to do dzisiaj. Wydaje się, że Marek lepiej czuje się, wykonując zadania zlecone mu przez innych, jakby już nigdy nie chciał ponosić odpowiedzialności za własne decyzje” – dodaje psycholog.

Co w tym czasie stało się z Martą, żoną Marka? Przeniosła się z dziećmi do rodziców. Właściwie nie można mieć jej tego za złe. Decyzje o kupnie domu i rozwoju firmy podejmowali razem z Markiem. Gdy zaczęły się problemy, mąż, wstydząc się swego bankructwa, nie wtajemniczył jej w sytuację, próbując uporać się z kłopotami samodzielnie. Marta poczuła się oszukana, odsunięta na bok.