powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Trzy małe złote tarcze i cena jak za samochód. Omega znów kusi

Kiedy marka zegarkowa chce zwrócić na siebie uwagę, zwykle sięga po limitowaną edycję, nazwisko znanego sportowca, kamienie szlachetne albo obietnicę, że właśnie powstał model, którego nie da się porównać z niczym innym. Omega wybrała drogę znacznie bardziej wyrafinowaną. Wzięła Speedmastera, który już wcześniej był całkowicie wykonany z 18-karatowego Moonshine Gold, i zmieniła zaledwie trzy małe liczniki na tarczy.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Trzy małe złote tarcze i cena jak za samochód. Omega znów kusi

fot. Omega

Chcesz czytać więcej treści jak „Trzy małe złote tarcze i cena jak za samochód. Omega znów kusi"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Brzmi skromnie jak na zegarek kosztujący 49 300 dolarów, czyli około 185 tysięcy zł. A jednak wystarczy spojrzeć na nową referencję 310.60.42.50.10.002, by zrozumieć, że ten detal ma znaczenie większe, niż sugeruje jego rozmiar. Zielony Speedmaster otrzymał złote subtarczki z promienistym wzorem inspirowanym kolcami golfowymi. Nagle zegarek kojarzony od dekad z programem kosmicznym zaczyna wyglądać tak, jakby po sesji zdjęciowej na Księżycu miał jeszcze zdążyć na osiemnasty dołek.

Golf schowany w trzech małych licznikach

Omega nie ogłosiła wielkiej premiery, nie zorganizowała widowiskowego wydarzenia i nie próbowała budować wokół modelu całej opowieści o sportowej rewolucji. Nowy Speedmaster po prostu pojawił się w katalogu. To bardzo charakterystyczne dla marek luksusowych, które wiedzą, że ich klienci i tak śledzą każdą drobną zmianę z uwagą większą niż większość ludzi poświęca własnym rachunkom za prąd.

W poprzedniej wersji zielono-złotego Speedmastera trzy zagłębione liczniki miały ten sam odcień zieleni co reszta tarczy. W nowej odsłonie pokryto je Moonshine Gold, czyli autorskim stopem żółtego złota Omegi. Dodatkowo zyskały wzór azurage, układający się promieniście niczym graficzne nawiązanie do golfowych kolców. To detal dla osób, które potrafią spędzić kilka minut na oglądaniu zdjęcia samej tarczy w dużym powiększeniu.

fot. Omega

Zieleń, złoto i sportowy motyw natychmiast prowadzą myśl w stronę pola golfowego, szczególnie turnieju Masters. W zegarkowej społeczności nowy model szybko zaczęto określać mianem Masters Green, choć sama Omega nie buduje tej nazwy jako oficjalnej marki produktu. Mam wrażenie, że to nawet lepsze rozwiązanie. Nie wszystko musi zostać napisane wielkimi literami na billboardzie. Czasem wystarczy zestaw kolorów i jeden dyskretny wzór, by odbiorca sam dopowiedział sobie resztę.

Speedmaster w wersji, która waży swoje

Poza tarczą jest to Speedmaster Moonwatch Professional w najbardziej luksusowej odmianie. Koperta o średnicy 42 mm, bransoleta i zapięcie zostały wykonane z 18-karatowego Moonshine Gold. Jest też zielony ceramiczny pierścień lunety z tachymetryczną skalą Ceragold oraz charakterystyczny punkt nad cyfrą 90, który dla fanów Speedmastera bywa niemal tak rozpoznawalny jak logo na tarczy.

Zegarek ma szafirowe szkło z przodu i przezroczysty dekiel z tyłu, dzięki czemu można oglądać mechanizm. Waży 222 gramy. Można oczywiście nosić go do jeansów, bluzy i zwykłego czasu spędzanego w biurze, ale jego ciężar, połysk i cena będą przez cały dzień przypominały, że na ręce znajduje się kawał bardzo świadomie wybranego luksusu.

fot. Omega

Nie wszystkim przypadnie do gustu połączenie żółtego złota i głębokiej zieleni. Część miłośników Speedmastera pewnie powie, że ta ikona najlepiej wygląda w stali, z czarną tarczą i lekką nutą narzędziowego charakteru. Trudno się z tym całkiem nie zgodzić. Klasyczny Moonwatch ma w sobie prostotę, której złoto odbiera trochę surowości. Z drugiej strony właśnie dlatego ta wersja tak mi się podoba – nie próbuje konkurować z podstawowym Speedmasterem. Jest jego wystawnym kuzynem, który zamiast kombinezonu astronauty wybrał marynarkę na prywatny obiad w klubie golfowym.

W środku nadal pracuje mechanizm z poważnym rodowodem

Pod złotą kopertą działa ręcznie nakręcany kaliber Omega 3861. To mechanizm chronografu z wychwytem współosiowym i certyfikatem Master Chronometer METAS, który potwierdza jego precyzję oraz odporność na pola magnetyczne. Rezerwa chodu wynosi około 50 godzin, a wodoszczelność sięga 50 metrów.

fot. Omega

W zegarku kosztującym tyle co dobrze wyposażony samochód mechanizm powinien być czymś więcej niż ozdobą ukrytą za szkłem. Tutaj jest. Kaliber 3861 od kilku lat stanowi fundament współczesnego Moonwatcha i ma tę zaletę, że łączy historyczną formę ręcznego nakręcania z wymaganiami współczesnego luksusu.

Trzeba pamiętać o codziennym nakręcaniu, ale właśnie ten rytuał ma w takim zegarku sens. Przy 185 tysiącach złotych trudno oczekiwać, że właściciel będzie traktował go jak urządzenie, które zakłada rano i zapomina o nim do wieczora.

Omega dodała złota i obniżyła cenę

Najbardziej zaskakujący detal wcale nie dotyczy zielonej tarczy. Nowa referencja kosztuje w USA 49 300 dolarów, czyli około 185 tysięcy zł. Starsza wersja z zielonymi subtarczkami była wyceniana na 50 900 dolarów, czyli około 191 tysięcy zł. Różnica wynosi 1600 dolarów, czyli mniej więcej 6 000 zł.

fot. Omega

Omega dodała więc złote, dekorowane liczniki, a równocześnie obniżyła katalogową cenę. W świecie dóbr luksusowych taki ruch jest niemal egzotyczny. Jeszcze dziwniejsze jest to, że nowy zegarek waży o gram mniej niż wcześniejszy model – 222 zamiast 223 gramów. Jeden gram w praktyce nie zmieni niczego, ale dla kolekcjonerów właśnie takie drobiazgi potrafią rozpalać długie dyskusje. Czy zmieniła się konstrukcja tarczy? Czy producent inaczej liczy wagę? Czy chodzi o inną metodę wykończenia? Przy zegarkach z tej półki nawet pojedynczy gram potrafi dostać własne życie w internetowych komentarzach.

Nowy Speedmaster nie będzie zegarkiem dla każdego miłośnika golfa i z pewnością nie stanie się najrozsądniejszym sposobem na wydanie 185 tysięcy złotych. Właśnie w tym tkwi jednak jego urok. Omega przypomina, że luksusowe zegarmistrzostwo wciąż opiera się na emocjach, kodach rozpoznawalnych dla wtajemniczonych i detalach, które dla jednych są niemal niewidoczne, a dla innych zmieniają cały odbiór produktu.

Ten Speedmaster nadal ma kosmiczne DNA, ale tym razem jego zieleń pachnie bardziej świeżo skoszoną trawą niż paliwem rakietowym. I chyba właśnie o to chodziło.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Trzy małe złote tarcze i cena jak za samochód. Omega znów kusi"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX