Wrota Piekieł, które miały płonąć dwa tygodnie. Jedna z największych wtop ZSRR boli aż do dziś

Kilkadziesiąt metrów ognistej paszczy pośrodku pustyni Karakum to obraz, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Czym jednak naprawdę są te enigmatyczne Wrota Piekieł?
Wrota Piekieł, które miały płonąć dwa tygodnie. Jedna z największych wtop ZSRR boli aż do dziś

W nocy łuna nad horyzontem wygląda jak miniaturowa erupcja wulkanu, a wiatr przynosi zapach spalonego gazu. Darvaza, lepiej znana w Internecie jako “Gates of Hell” albo “Wrota Piekieł”, jest jednym z tych miejsc, które idealnie mieszczą się między turystyczną legendą, geologiczną ciekawostką a technicznym wyrzutem sumienia. Oficjalnie nazywa się “Blask Karakum”, co brzmi jak nazwa luksusowego kurortu, ale w praktyce jest nośnikiem zupełnie innej historii – o wierceniach, metanie i decyzji, która miała zadziałać na dwa tygodnie, a ciągnie się przez całe dekady.

Jeśli jednak odłożymy na bok demoniczne przydomki i instagramowe ujęcia obozowisk nad ogniem “z ziemi”, to zostaje bardzo konkretne pytanie, bo co tak właściwie płonie w Darvazie i dlaczego w 2026 roku wciąż jest to problem, którym zajmują się nie tylko geolodzy, ale też klimatolodzy? W tle mamy bowiem Turkmenistan – jedno z najbardziej hermetycznych państw świata, o gospodarce mocno uzależnionej od eksportu gazu i jednocześnie jednym z największych “superemiterów” metanu na Ziemi. Na tym tle płonący krater jest jednocześnie drobnym symbolem i wygodnym kozłem ofiarnym: spektakularnym, fotogenicznym, ale wcale nie najważniejszym źródłem emisji w skali kraju.

Jak naprawdę powstały Wrota Piekieł?

Data powstania Wrót Piekieł jest ciągle przedmiotem sporu. Najczęściej powtarzana wersja mówi o roku 1971 i radzieckiej grupie wiertniczej, która szukała ropy lub gazu w centralnej części Turkmenistanu, która była wtedy jedną z republik ZSRR. W czasie wierceń natrafiono na podziemną pustkę wypełnioną gazem, grunt się zapadł, a w miejscu odwiertu powstał krater o średnicy około 60-70 metrów i głębokości dochodzącej do 20-30 metrów zależnie od źródła. Aby uniknąć wypływu trującego gazu, inżynierowie mieli podjąć wtedy decyzję o kontrolowanym podpaleniu, zakładając, że zapas metanu wypali się w ciągu kilku dni lub tygodni. Z perspektywy 50 lat można powiedzieć, że był to jeden z najbardziej nietrafionych szacunków w historii radzieckiej geologii.

Czytaj też: Początek nowej epoki magazynowania energii? Pierwszy akumulator kwantowy zaskoczył

Problem w tym, że pełnej dokumentacji tamtej operacji do dziś nie udało się odnaleźć. Część lokalnych geologów twierdzi, że zapadlisko mogło powstać już w latach 60., a ogień pojawił się dopiero w latach 80., gdy zdecydowano się podpalić uchodzący gaz, żeby nie truł okolicznych mieszkańców i obsługi pól wydobywczych. Brak spójnych archiwów i niechęć władz do ujawniania szczegółów sprawiają, że Darvaza żyje w półmroku między twardymi danymi a dobrze sprzedającą się legendą. Nawet oficjalne źródła turkmeńskie wolą mówić o “naturalnym zjawisku” niż o serii bardzo konkretnych, ludzkich decyzji, które doprowadziły do powstania płonącej dziury pośrodku pustyni.

Płonąca dziura na pustyni Karakum

Niezależnie od dokładnej chronologii, dzisiejszy krater Darvaza jest stosunkowo prosty do opisania. Znajduje się ponad 260 kilometrów na północ od Aszchabadu, w środku pustyni Karakum, niedaleko niewielkiej osady o tej samej nazwie. Ma średnicę rzędu 60-70 metrów i około 30 metrów głębokości, czyli mniej więcej tyle, ile wysoki budynek mieszkalny. Dno i ściany w wielu miejscach pokrywają dziesiątki punktowych płomieni, a miejscami widoczne są większe języki ognia, które podsyca gaz uchodzący z pęknięć w skałach.

Szczególnie spektakularnie Darvaza wygląda nocą. Ogień rozświetla wnętrze krateru i jego obrzeża, tworząc charakterystyczną pomarańczową poświatę widoczną z daleka. To właśnie ta sceneria, a nie suche dane geologiczne, sprawiła, że w latach 2000. i 2010. płonący krater stał się nieformalną wizytówką turystyczną Turkmenistanu. Mimo że w rejonie nie ma żadnej rozwiniętej infrastruktury poza szutrową drogą i kilkoma jurtami dla turystów, lokalne agencje zaczęły oferować wyjazdy do “Wrót Piekieł” jako główną atrakcję kraju, który na co dzień jest dla obcokrajowców trudny do odwiedzenia.

Krater był też od czasu do czasu wykorzystywany jako efektowne tło propagandowe. W 2019 roku ówczesny prezydent Gurbanguly Berdimuhamedow pojawił się na nagraniu państwowej telewizji, jak wykonuje samochodowe “donuty” terenówką wokół płonącego zapadliska, żeby udowodnić, że żyje i ma się dobrze po serii plotek o jego śmierci. Kilka lat wcześniej w okolicy krateru prowadził etap rajdu Amul-Hazar, co dobrze oddaje sposób, w jaki władze próbowały przykleić do Darvazy wizerunek czegoś między “cudem natury” a trofeum inżynierii.

Od ciekawostki do problemu polityczno-klimatycznego

Wraz ze wzrostem globalnej uwagi na emisje metanu i szersze konsekwencje spalania paliw kopalnych, płonący krater zaczął jednak przeszkadzać nie tylko estetom, ale też politykom. Już w 2010 roku prezydent Berdimuhamedow nakazał swoim urzędnikom znalezienie sposobu na ograniczenie wpływu Darvazy na rozwój pobliskich złóż gazu oraz środowisko.

Kolejna głośna deklaracja padła w styczniu 2022 roku, kiedy prezydent publicznie zażądał opracowania planu całkowitego wygaszenia krateru, powołując się na straty gospodarcze, szkodliwość dla zdrowia i emisje gazów cieplarnianych. Sprawą zainteresowały się światowe media, które chętnie powtarzały narrację o “zamykania Wrót Piekieł”. Przez długi czas niewiele wskazywało na to, że za słowami pójdą czyny. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero około 2024 roku, gdy niezależne analizy satelitarne firm zajmujących się monitoringiem flar gazowych wykazały wyraźny spadek intensywności spalania w Darvazie. Raport Capterio z 2024 roku wskazywał, że wokół krateru wykonano tzw. odwiert obejściowy, który ma przechwytywać część gazu i redukować dopływ paliwa do płomieni, co przełożyło się na wyraźny spadek emisji.

W 2025 i 2026 roku kolejne doniesienia z Turkmenistanu i relacje turystów mówiły wprost o tym, że “Wrota Piekieł” zamiast wielkiej łuny oferują dziś raczej rozproszony żar i niewielkie płomyki widoczne głównie z krawędzi krateru. Media donosiły o planach całkowitego wygaszenia ognia, realizowanych poprzez kontrolowane ograniczanie dopływu gazu z nowych odwiertów.

Jak wygasić Wrota Piekieł, nie pogarszając sprawy?

Technicznie rzecz biorąc, wygaszenie Darvazy w sposób bezpieczny i sensowny z punktu widzenia klimatu nie jest trywialnym zadaniem. Samo zasypanie krateru ziemią czy betonem bez kontroli nad dopływem gazu mogłoby tylko przenieść problem niżej, prowadząc do akumulacji metanu pod pokrywą i ryzyka późniejszej, niekontrolowanej eksplozji albo emisji w innych miejscach.

Czytaj też: Gigantyczna maszyna wzniosłą się w powietrze. Chiny widzą w tym kolosie przyszłość transportu

Dlatego w ostatnich latach turkmeńscy naukowcy i inżynierowie zaproponowali rozwiązanie oparte na wierceniu nowych, kontrolowanych odwiertów, które mają “odciągnąć” część gazu z systemu zasilającego krater. Gaz można wtedy spalać na bardziej wydajnych flarach, wykorzystać energetycznie albo zatłaczać z powrotem pod ziemię. Właśnie taki scenariusz (odwierty obejściowe i stopniowe obniżanie ciśnienia w strukturze) jest obecnie preferowany i ma docelowo doprowadzić do całkowitego wygaśnięcia płomieni.

Z perspektywy globalnej polityki klimatycznej to ciekawy test. Jeśli Turkmenistanowi uda się pokazać, że potrafi rozwiązać tak spektakularny, ale relatywnie mały problem emisyjny w sposób kontrolowany i poparty danymi satelitarnymi, łatwiej będzie wywierać presję na to, by podobne podejście zastosować wobec dużo większych, mniej fotogenicznych wycieków na polach gazowych. Z drugiej strony istnieje ryzyko, że “sukces” przy Darvazie posłuży głównie jako PR-owa zasłona dymna, podczas gdy zasadnicze wycieki pozostaną nietknięte.

Niczym symbol epoki paliw kopalnych

Darvaza jest jednym z tych miejsc, które wyjątkowo dobrze streszczają sprzeczności epoki paliw kopalnych. Powstała w wyniku próby ujarzmienia złoża gazu, stała się turystycznym magnesem i internetową sensacją, a dziś jest zarazem wstydliwym przypomnieniem, jak długo potrafią trwać pozornie tymczasowe rozwiązania. Inżynierowie, którzy mieli przed oczami harmonogram wierceń na kilka tygodni do przodu, raczej nie planowali tworzenia “wiecznego ognia”, który pół wieku później będzie omawiany na konferencjach klimatycznych.

Czytaj też: Czas przepisać podręczniki. Wyjątkowa “dioda cieplna” to już nie czcze marzenie

Jeśli Wrota Piekieł rzeczywiście zostaną w najbliższych latach wygaszone, to nie zostawią po sobie tylko chłodnego dołu w pustyni. Pozostanie też jedno z silniejszych wizualnych przypomnień o tym, że w świecie gazu i ropy nie ma czegoś takiego jak naprawdę “mały” błąd. Krater Darvaza pokazał, że pojedynczy odwiert może stworzyć globalny symbol, a pojedyncza decyzja o podpaleniu gazu może ciągnąć się przez dziesięciolecia. W czasach, gdy mierzymy się z gigantycznymi wyzwaniami transformacji energetycznej, taki obrazek z pustyni Karakum bywa bardziej przekonujący niż niejedna prezentacja z wykresami.

Źródła: Reuters, ABC News, National Geographic, Capterio / FlareIntel, Oilgas.gov.tm

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.