Bosch wypuścił aktualizację eBike Flow 1.38 i część kompatybilnych rowerów dostała dzięki niej regulowaną kontrolę trakcji, szerszy dostęp do funkcji wstępnego napinania napędu oraz kilka drobniejszych usprawnień. Nie trzeba wymieniać silnika ani jechać po nowy rower. Wystarczy oprogramowanie. Współczesny e-bike zaczyna przypominać sprzęt elektroniczny, którego możliwości zmieniają się jeszcze długo po opuszczeniu sklepu. Ma to bardzo wygodną stronę, ale im dalej Bosch idzie tą drogą, tym bardziej pojawia się też pytanie, ile roweru chcemy mieć w aplikacji.
Kontrola trakcji w rowerze przestaje brzmieć absurdalnie
Najważniejszą zmianą w wersji 1.38 jest możliwość samodzielnego ustawienia kontroli trakcji. Funkcja trafia do wybranych jednostek Bosch Performance Line CX, Performance Line CX-R oraz Cargo Line z oznaczeniem BDU384Y. Użytkownik może wybrać jeden z trzech poziomów działania – niski, średni lub wysoki – albo system całkowicie wyłączyć.
Jeszcze kilka lat temu kontrola trakcji w rowerze brzmiałaby jak rozwiązanie problemu, którego nikt nie miał. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Najnowsze napędy Boscha mogą po aktualizacji Performance Upgrade 2.0 osiągać nawet 120 Nm momentu obrotowego i bardzo wysokie poziomy wspomagania. Taka siła na stromym, luźnym podjeździe nie zawsze oznacza szybszą jazdę. Jeśli tylna opona zaczyna buksować na piasku, śniegu albo mokrych korzeniach, część możliwości silnika zwyczajnie się marnuje.
Kontrola trakcji ogranicza moment odpowiednio wcześnie, żeby pomóc utrzymać przyczepność. Nie zastąpi dobrej opony, odpowiedniego ciśnienia ani techniki jazdy. Ma natomiast pomóc w sytuacji, gdy mocnego wspomagania zaczyna być więcej, niż nawierzchnia jest w stanie przyjąć.

Bosch najpierw dał więcej siły, teraz pomaga nad nią zapanować
Ta kolejność jest dość charakterystyczna dla rozwoju e-bike’ów. Przez kilka ostatnich lat producenci rywalizowali momentem obrotowym, mocą maksymalną i procentem wspomagania. Kolejne generacje miały być mocniejsze od poprzednich. Teraz coraz wyraźniej widać, że sama liczba Nm przestaje wystarczać.
Przy 120 Nm ważniejsze zaczyna być to, jak szybko moment pojawia się na tylnym kole, jak długo jest podawany i co dzieje się w momencie utraty przyczepności. Bosch pozwala więc użytkownikowi dopasować elektronikę do własnego stylu jazdy oraz warunków. Na suchym szlaku ktoś może wybrać minimalną ingerencję. Na błocie albo śniegu mocniejsza kontrola może ułatwić jazdę.
To ciekawy etap dojrzewania całej kategorii. Rower elektryczny zaczyna już mniej walczyć o coraz większą moc, a bardziej o jej sensowne wykorzystanie.
Nawet luz łańcucha można teraz regulować oprogramowaniem
Druga ważna zmiana nazywa się Drivetrain Tensioner. System utrzymuje niewielkie wstępne napięcie napędu, kiedy rower jeszcze stoi. Dzięki temu po rozpoczęciu pedałowania pierwsza część ruchu nie jest zużywana na zebranie luzu między tarczą, łańcuchem i kasetą.
Reakcja ma być szybsza i bardziej bezpośrednia. W zwykłej jeździe po ścieżce rowerowej różnica może być niemal niezauważalna. Na stromym technicznym podjeździe, gdy trzeba wznowić pedałowanie pomiędzy kamieniami albo korzeniami, każdy moment opóźnienia jest znacznie bardziej odczuwalny.

Funkcja wcześniej była dostępna głównie w sportowych trybach eMTB+ i Race. Aktualizacja rozszerza ją na kolejne tryby kompatybilnych Performance Line CX, CX-R i Cargo Line. Nie jest jednak rozwiązaniem idealnym dla każdego roweru. W konstrukcjach z pełnym zawieszeniem wstępne napięcie napędu może mieć niewielki wpływ na swobodę pracy tylnego zawieszenia. Bosch pozwala więc funkcję wyłączyć osobno dla poszczególnych trybów.
Rower policzy nawet wheelie
Aktualizacja rozwija też Trick Check. Funkcja potrafi wykrywać między innymi skoki, wheelie, manuale i stoppie, a następnie zapisywać parametry konkretnego manewru. Teraz można wyświetlić Trick Check na osobnym ekranie jazdy, dzięki czemu wynik ostatniego triku zostaje widoczny do czasu wykonania następnego.
Rozwiązanie współpracuje z wybranymi ekranami, w tym Kiox 300, Kiox 400C, Kiox 500, Purion 200 oraz Purion 400. Przyznam, że to część aktualizacji, bez której potrafiłabym żyć. Z drugiej strony dobrze pokazuje, jak szeroki zestaw danych zbiera współczesny e-bike. Kiedyś licznik mierzył prędkość i dystans. Dziś rower może analizować skoki i kąt wheelie.
Bosch dodał też funkcję łatwiejszą do wykorzystania na co dzień. Po podłączeniu roweru do ładowania kompatybilne wyświetlacze mogą pokazywać szacowany czas pozostały do osiągnięcia pełnego poziomu baterii. Według informacji o aktualizacji wyjątkiem jest podstawowy Intuvia 100.
Jeśli mam wyjechać za półtorej godziny, wolę wiedzieć, czy bateria zdąży osiągnąć 100%, zamiast patrzeć na rosnący procent i zgadywać. W aplikacji możliwość sprawdzania części danych związanych z ładowaniem może jednak zależeć od ConnectModule oraz płatnej usługi Flow+. I właśnie tutaj pojawia się mniej sympatyczna część całego kierunku.

Świetnie, dopóki rower nie zacznie przypominać subskrypcji na kołach
Aktualizacje mają ogromną zaletę. Kupiony wcześniej sprzęt może z czasem dostać dodatkowe możliwości bez wymiany części. Bosch pokazał już to przy Performance Upgrade, a teraz robi kolejny krok.
Jednocześnie rośnie zależność od aplikacji, konta użytkownika, kompatybilności konkretnej generacji silnika i dodatkowych usług. Nie każda funkcja trafia do starszych jednostek, a część rozwiązań jest związana z płatnym Flow+.
Nie przeszkadza mi elektronika w rowerze. Jeśli kontrola trakcji naprawdę pomaga na luźnym podłożu, trudno odrzucać ją tylko dlatego, że kiedyś jeździliśmy bez niej. Bardziej interesuje mnie granica pomiędzy rozwijaniem sprzętu a budowaniem ekosystemu, z którego użytkownikowi później coraz trudniej wyjść.

Kolejna aktualizacja już przygotowuje rowery na szybsze ładowanie
W eBike Flow 1.38 pojawia się też przygotowanie pod nową ładowarkę Bosch 12A.Ma ona korzystać z tranzystorów GaN i oferować około 500 W mocy. Bosch zapowiada jej debiut pod koniec 2026 roku.
Dla akumulatora PowerTube 800 producent mówi o osiągnięciu około 50% poziomu naładowania w godzinę, czyli mniej więcej trzykrotnie szybszym ładowaniu niż przy użyciu standardowej ładowarki 4A. Oprogramowanie jest więc przygotowywane na sprzęt, którego klienci jeszcze nie mają.
